6.27.2015

Matko Bosko Radziecko, czyli Hannibal s03e03-04

Przyznam szczerze, że od samego początku oglądania serialu ciekawiło mnie, jak przedstawią w nim historię dzieciństwa Lectera. Głównie dlatego, że wersja książkowa nie miała racji bytu.

Nie doceniłam twórców, wpływu praw Murphy'ego oraz faktu, że mamy tu do czynienia najwyraźniej ze stereotypowymi Amerykanami babrzącymi się w historii Europy. 

(ostrzegam - spoilery bardzo, także do książek)

W trzecim odcinku sezonu trzeciego nasz ładny, acz trochę nieogarnięty protagonista postanawia jechać na Litwę, celem pozwiedzania domu rodzinnego doktora Lectera. Albowiem Lecter jest, zgodnie z pierwowzorem, Litwinem o dość mało litewskim nazwisku. W książkach także był arystokratą, który stracił calutką rodzinę i posiadłość w czasie drugiej wojny światowej, gdy pechowo na rodzinkę Hannibala najechali najpierw Naziści, a potem Sowieci.

Okej, całkiem sensowna historia. Co z nią jest nie tak?

Oryginalna fabuła Milczenia Owiec dzieje się w latach '80. Fabuła serialu osadzona jest we współczesności. 

Co oznacza, że serialowy Hannibal musi być o bite trzydzieści lat młodszy od książkowego. 

Zgadnijcie - co było w latach '60 na Litwie?

CHOLERNE ZSRR.

(podkład do reszty notki)

Niestety, istnienie wielkiego, komunistycznego państwa najwyraźniej jakoś umknęło twórcom Hannibala, ponieważ Will zwiedza sobie wielką, arystokratyczną chawirę Lectera, w której, jak sądzę, Hanni sobie radośnie mieszkał, nietykany przez Stalina, kolektywizację i przymusowe wywozy na Sybir.

(- Towarzyszu, a co tam stoi w oddali?
- To, Wania, jest dziura w czasoprzestrzeni.
- A może by tę dziurę jakoś tak skolektywizować i przerobić na sowchoz?
- Nie da rady, tam straszy. Ktokolwiek tam wejdzie, zaczyna pierdolić od rzeczy.)

Co więcej - Willuś podczas radosnego zwiedzania pełnego obowiązkowego slowmo i fantazyjnych zbliżeń na ślimaki (yup, teraz ślimaki są na topie) spotyka tam Japonkę trzymającą przez dziesiątki lat, na polecenie Lectera, jakiegoś faceta w prowizorycznej celi.

W tym momencie przestaję pisać i daję Wam dwie minuty na głęboką kontemplację tego zjawiska.

...

...

...

Już? Świetnie.

Zostawmy więc ten temat i przejdźmy do reszty.

Samo spotkanie dwójki nowych bohaterów wypadło, jak dla mnie, nieźle - jednakże nie z powodu scenariusza, który jak zwykle polega sromotnie na przedstawieniu chociaż odrobinę sensownych relacji międzyludzkich, a z powodu chemii pomiędzy aktorami. Bo chemia jest, przytłoczona stosem ślimaków, pierdolenia, ślimaków i... no, ślimaków...

(Helix pomatia)

W każdym razie, poruszony jest wątek tego, że Will to w sumie chciałby być taki jak Hanni-senpai i robić tak samo fajne zupy z trupa. Już pisałam, że ja przemiany Willa nie kupuję, głównie dlatego, że pomimo tego całego gadania na temat moralności, kręgosłup moralny Grahama wykrzywia się akurat w tę stronę, która pasuje scenarzystom i trudno tam szukać jakichkolwiek sensownych rozterek czy nawet powolnej przemiany w kolejnego artystycznego zwyrola. W sumie Will wydaje się w tym sezonie dość żałosnym gościem, który zrobi absolutnie wszystko, byleby utrzymać przy sobie przyjaźń Lectera i naprawdę, cholera wie, skąd to mu się wzięło, skoro nie tak dawno nasyłał na Hannibala innego seryjnego mordercę celem robienia Jezusa Lectera sprzątnięcia doktorka z tego świata.

Przejdźmy więc do kolejnego odcinka, który jest... no, zaskakująco lepszy od poprzedniego. 

Hłehłe, bo nie ma w nim Hannibala. 

Jest za to doktor Chilton.

(yeah)

Chilton miał, jak sądzę, działać na zasadzie kontrastu do Lectera. Obaj są psychiatrami. Obaj ubierają się w zadziwiająco podobne, snobistyczne garniaki, bywają na tych samych nadętych przyjęciach, podobnie urządzają swoje gabinety... ale. Gdy Hannibal "Gary Stu" Lecter zaczyna recytować Dantego w oryginale, cała sala zamiera w niemym olśnieniu jego zajebistością. Hannibal jest , oczywiście, świetnym psychiatrą i manipulatorem, wszyscy ulegają jego czarowi, do tego ma doskonałe skille chirurgiczne, dobrze wygląda na motorku i ma niezłą klatę.

Chilton jest samolubnym dupkiem, stawia błędne diagnozy, był koszmarnym chirurgiem i nikt go nie lubi. Chociaż muszę przyznać, że nie wiem, jak wypada przy prezentowaniu wdzięków po wyjściu spod prysznica.

W sumie nie trudno się domyślić, któremu z tych bohaterów kibicuję. Każda chwila serialu, która nie zawiera typowego pierdololo i zachwytu nad Haniutkiem jest na wagę złota.

(Pierwszy dobry tekst w serialu.)

W każdym razie, w tym odcinku Chilton, mocno wkurzony po tym, jak Lecter wmanewrował go w swoje zbrodnie i pośrednio doprowadził do przefasonowania chiltonowej twarzy za pomocą pistoletu, chodzi od jednej ofiary Hannibala do kolejnej i pyta: "Hej, może utworzymy takich Avengersów, tylko przeciwko Lecterowi?" Oczywiście, jako że nikt go z założenia nie lubi, a ponadto najwyraźniej reszta nie oglądała slasherów i nie wie, że w podobnych sytuacjach powinno się trzymać razem, nic z tego nie wychodzi.

Cały odcinek najwyraźniej dzieje się chronologicznie wcześniej niż poprzednie, bo znowu mamy Willa leżącego w szpitalu ze zszytą raną hannibalopochodną. Pamiętacie scenę z pierwszego odcinka i wizytę Abigail? Tu ta scena jest powtórzona, tylko zamiast Abi mamy Chiltona, który praktycznie powtarza kwestie dziewczyny z pierwszego odcinka.

Co najpewniej oznacza, że któraś z tych scen to była dzika halucynacja Willusia. Oczywiście, obstawiam Abigail, chociaż osobiście uważam, że wersja, w której Grahamowi zwiduje się Chilton przychodzący do niego z bukietem kwiatów pozostawia widzom DUŻO ciekawsze pole do interpretacji.

(yup, kwiotki)

Oczywiście, nie może być za dobrze.
Sama koncepcja "wszyscy nie lubią Chiltona" sypie się od razu, gdy pomyślimy, że ten - jakby nie patrzeć - niewinny facet zarobił strzał w twarz od świadka podczas przesłuchiwania FBI. Co oznacza, że chociaż Jack Crawford powinien się powstrzymać od wygłaszania złośliwości w niego wymierzonych - jeśli nie z powodu szczątkowej empatii i zwykłego poczucia winy z powodu zajścia, to dlatego, że pozew Chiltona narobiłby Biuru więcej szkód niż granat odłamkowy. Znaczy, zrobiłby, gdybyśmy nie byli w świecie, w którym podczas przesłuchania można niemalże zabić niewinnego człowieka i nobody cares

Niestety, prócz Chiltona występują też w serialu inni bohaterowie. O ile Mason Verger - któremu Hanni dla odmiany uciął połowę twarzy - wypada dobrze, trudno powiedzieć to o reszcie. Mamy na szybko zakończony wątek Belli, żony Crawforda, która umiera (w końcu) na toczącego ją raka, a jako że robi to w kilku dość kliszowych scenach po nagłym urwaniu jej historii w połowie poprzedniego sezonu, rusza mnie to średnio. Zwłaszcza, że sam temat jej choroby był eksploatowany płytko i przygnieciony milionem innych wątków/postaci/klatą Willa/ślimakami w slowmo.

Mamy też, oczywiście, Grahama, który już otwarcie fantazjuje o tym, jak razem z Hanką zabijają Crawforda...

...dobra, to akurat jest realistyczne, pewnie połowa ludzkości miała fantazję o zabijaniu swojego szefa...

...i ogólnie jaki piękny byłby świat, gdyby nie odrzucił cudownej przyjaźni cudownego doktora Lectera. Na końcu odcinka natomiast Willuś wsiada na łódkę i zapierdala Haniutka przeprosić.

Tak, z Baltimore do Włoch. Łódeczką.

A na koniec zadanie domowe dla czytelników. NBC ogłosiło, że kasuje Hannibala po trzecim sezonie. Na podstawie notki podaj trzy powody, czemu tak się stało.

15 komentarzy:

  1. A ja nie rozumiem czemu tak się stało, ślimaki w slowmo i klaty są jak najbardziej spoko. Tak samo relacje międzyludzkie których nie ma, klaty, robienie serialu na podstawie obrazków fangirli, klaty, ciecze, klaty, ewentualnie klaty.

    ...ehe, chyba już wiem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzy powody? Tylko trzy powody? Imposibru!
    ~ G.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam jeden powód. Stwierdzili "cholera, przez nasz serial ten Prezydent Internetu pisze za bardzo zajebiste notki, Wania, musimy coś z tym zrobić".
    Chociaż sowieckie, świąteczne koty też mogą mieć w tym jakiś udział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przekonuje mnie ten powód z notkami, niewątpliwie X)

      Usuń
  4. Polecam pooglądać zapętlony gif z ślimakami do "La fete triste" - Trisomie 21.

    Noty czyta się zajebiście miło, szczególnie kiedy spora część świata wokół nada w większym lub mniejszym stopniu jara się Hannibalem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie z jednej strony ten cancel zaskoczył, bo myślałam, że Hanibal ma duży i do tego głośny fandom, ale z drugiej strony ucieszył, bo oczekiwałam dużo butthurtu, a jestem z tych, co lubią patrzeć jak soszal media płoną. Ale żadnego bólu się nie doczekałam, wszyscy byli albo okej z tym albo wręcz się cieszyli. Więc może faktycznie ten fandom był tylko głośny i nic więcej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak przeczytałam w książce, że Lecter był litewskim arystokratą, któremu ruscy żołnierze siostrę zjedli, nieco mnie zatkało...
    ile Mason Verger - któremu Hanni dla odmiany uciął połowę twarzy - chyba nie tyle uciął ile namówił jego samego do zdarcia sobie twarzy..
    Notka urocza.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nadzieję, że do samego końca będziesz na bieżąco komentować Hannibala? Bo już mnie ciekawość zżera jak twórcy spieprzą wątek z Czerwonym Smokiem.
    Ślimaki mnie zachwyciły. A ślimaki przy podkładzie muzycznym to już w ogóle. :D
    Swoją drogą nie spodziewałam się, że zdejmą serial. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, będę. I mnie to też ciekawi, jak spieprzą wątek z Czerwonym Smokiem, zwłaszcza, że - powiedzmy sobie szczerze, już w tej chwili mają koszmarnie dużo postaci, a przy tej ilości ślimaków, klat i wybitnie głupiej relacji Will-Hanni nie mają szans rozwinąć ich do końca. Osobiście kibicuję, aby serial zakończył się tym, że Will z Hanką wylądują razem w celi, a Chilton będzie puszczał do nich wycieczki i dźgał patykiem, aby robili fajne sztuczki.

      Usuń
  8. Akurat to, że Abigail z 2 odcinka była halucynacją, było oczywiste. Pokazano to już w tamtym odcinku chyba tak łopatologicznie, że bardziej się nie dało. Mamy scenę, w której siedzą z Willem na stopniach w kościele, nagle na szyi Abigail pojawia się rana po poderżnięciu gardła, dziewczyna znika. Will siedzi sam. Już samo to wydaje się wystarczające, żeby ogarnąć, o co chodzi. Chwilę później mamy sceny z przeszłości: Will jest operowany, a w tym samym czasie ciało Abigail jest przygotowywane do pogrzebu. Zaszywają jej powieki, zasuwają w czarnym worku. Nie wiem, jak można było nie zrozumieć/ nie zauważyć tych scen, którym jednak poświęcono sporo miejsca, jak na 45 min epizod. Nie podoba ci się ten serial - ok, postanowiłaś po nim jeździć prawie z góry do dołu - masz prawo. Wpisy są zabawne, czytam je z przyjemnością. Jednak jeśli przyjęłaś taką mocno szyderczą formułę, wypadałoby chociaż oglądać z otwartymi oczami.

    Ta Litwa rzeczywiście wypadła dość żenująco. Nikt mi nie wmówi, że Hannibal Lecter to litewskie nazwisko albo że Misha jest litewskim imieniem. I jeszcze to "Lecter's cośtam" na bramie posiadłości, to przelało czarę, bo było już zbyt głupie, nawet jak na ten serial.

    Co do knującego Chiltona, to mam zupełnie inne odczucia. Oni niby się z nim nie zgadzają, ale ostatecznie przystają na jego propozycję. Najpierw Chilton podjudza Wergera. Potem Alanę, która poza Wergerem okazuje się najbardziej mściwą postacią w tym odcinku. Alana przychodzi do Wergera (z którym normalnie nic ją nie powinno łączyć) jako jego nowy psychiatra. Pszypadeg? ;) Werger otwarcie mówi o zemście na Hannibalu, Alana równie otwarcie zapewnia go, że mu do niej dostarczy okazji. Chilton przekonuje Jacka, że Will będzie dobrą przynętą na Lectera i w ten sposób mają szansę go złapać. Jack idzie do Willa, ale znajduje tylko Alanę, która mówi, że Will "wie co ma zrobić". Jak dla mnie sprawa jest jasna: wszyscy są w zmowie, a Will jak zwykle będzie odgrywał taką niejednoznaczną, pełną ambiwalencji rolę - co już mi się mniej podoba, bo to jednak w dużej mierze popłuczyny po poprzednim sezonie.

    Zębacz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Jednak jeśli przyjęłaś taką mocno szyderczą formułę, wypadałoby chociaż oglądać z otwartymi oczami." - Z zasady nie mam zwyczaju podawać mętnych (tak, mimo wszystko wizje Willa SĄ mętne) poszlak jako pewników. Przyjęłam wersję, że przy takim poziomie poplątania rzeczywistości z dzikimi halunami równie dobrze Willuś mógł sobie zwidzieć pogrzeb - wyjście bardziej bezsensowne, ale mniej łopatologiczne. W poprzedniej notce wspomniałam o Abigail, ale nad akurat tym wątkiem raczej rozwodzić się nie będę.

      Nikt się nie zgadza na propozycję Chiltona. Nie chodzi o to, że Chilton podsunął komukolwiek pomysł na zemstę - Mason chciałby się mścić i bez jakichkolwiek podpowiedzi, reszta też już swoje zdanie w tej kwestii ma. Oni odrzucili jego pomoc. Takie - "Sorry, dude, jeśli sądzisz, że w obecnej sytuacji lepiej trzymać się razem, to chyba cię pogięło."

      Usuń
  9. Ja tam nie oglądam serialu, ale tak na podstawie Twoich notek to widzę tam jeden powód do odwołania - wiadomo, że jak serialowa para która przez x sezonów nie może się zdecydować na bycie razem, w końcu się schodzi to oglądalność leci od razu na łeb na szyję. A sądząc po Twoich notkach to Will z Hannibalem się już prawie że zeszli.

    OdpowiedzUsuń
  10. "spotyka tam Japonkę trzymającą przez dziesiątki lat, na polecenie Lectera, jakiegoś faceta w prowizorycznej celi.

    W tym momencie przestaję pisać i daję Wam dwie minuty na głęboką kontemplację tego zjawiska."
    Przydało się, wierz mi.

    O, kasują toto! Przypomniało mi się, kiedy u siebie kiedyś na blogu zaczęłam objeżdżać (nie od razu, bo zaczęło się od totalnej radości z powodu zakochania w Douglasie Adamsie) cztery odcinki Dirka Gently. Bardzo przykro, ale spieprzyli tam chyba wszystko za wyjątkiem tematu muzycznego oraz, hm... sposobu, w jaki gra gość od tytułowej roli (a że charakterologicznie nie ma to związku z niczym, to inna sprawa). Oglądać się tego nie dało, choć na Tumbrze od groma było blogów, które obrazki strzelały tylko o tym. I... jakoś tak tego ktoś postanowił anulować to w cholerę. Czyli, rozumiecie, ktoś tam jednak ma rozum.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawi mnie że przy takim zapętleniu wizji nie wzięłaś pod uwagę możliwości że cała ta wyprawa Willa na Litwę to też halun. :) Włoch w sumie częściowo też, nikt chyba nie mówił że Graham musi fantazjować tylko o sobie.
    I czy tylko ja, od momentu gdy na ekranie pojawiła się Alana o kulasce, olałam fabułę i wypatrywałam sceny w której wyraźniej będzie widać jej buty? Tak chodzi na zajebiście wysokich, cieniutkich szpileczkach. Z roztrzaskaną miednicą, o lasce, chwiejnym krokiem wprawdzie ale obuwie odpowiednio reprezentatywne. XD

    Koyomi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń