5.26.2015

Wszystko, co złe w "Hannibalu", w pięciu punktach

Za jakiś tydzień wychodzi trzeci sezon Hannibala, serialu wcale nie bardzo luźno opartego na thrillerach psychologicznych Thomasa Harrisa, traktujących o prawdopodobnie najsłynniejszym nieistniejącym kanibalu. W związku z czym ostatnio odświeżyłam sobie poprzednie dwa sezony, po czym siadłam w kącie, zapłakałam, wróciłam do komputera i oto właśnie piszę notkę.


Ałć, mruczą czytelnicy. Brzmi, jakby to była co najmniej transmisja na żywo z obrad Sejmu, a nie zwykły serial...

Ano, bo to nie jest zwykły serial. To serial, który miał predyspozycje, aby być bardzo dobry, który był niezły przez kawałek pierwszego sezonu, po czym pokazał mi umazanego czerwoną farbą fucka i poszedł w kierunku, w którym nie powinno się nie tylko iść, ale nawet w jego stronę patrzeć. Innymi słowy, zepsuł się po całej linii, więc jak pierwszy sezon oglądałam z zainteresowaniem, to drugi już tylko z mikserem.

(człowiek, krew i przybory kuchenne. pasuje jak ulał.)


Nie przedłużajmy jednak - oto lista rzeczy, które Hannibal zrobił źle.

1. Exploitation show udający, że wcale nim nie jest (za pomocą wyjątkowo złej symboliki)

Jeśli ktoś nie wie, czym jest exploitation movie, już tłumaczę - jest to rodzaj nurtu, głównie w kinie klasy B, eksploatujący tematy uznawane za prymitywne lub wulgarne, dla samego pokazywania tegoż zjawiska. Innymi słowy, najczęściej ukazywanie przemocy dla przemocy, na zasadzie "im bardziej zwyrolsko to wygląda, tym lepiej". Takie filmy mają człowieka, w zależności od preferencji, albo podjarać, albo zaszokować. 

Hannibal robi dokładnie to samo, tylko niezbyt udanie krygując się, że fcale nie, my fcale nie pokazujemy jengi zrobionej z trupów tylko dlatego, żeby przyciągnąć widzów rozbuchaną przemocą. Skąd w ogóle to Wam przyszło na myśl? 

W praktycznie każdym odcinku serialu mamy do czynienia z jakimś wyjątkowo kreatywnym wykorzystaniem ludzkich ciał (przy których samo robienie z nich obiadu jest dość prozaiczne), przy czym każdy, absolutnie każdy morderca robi to z powodu psychologiczno-symbolicznego pierdololo. Robienie kolażu z nieboszczyków jest w tym serialu aktem poszukiwania samego siebie i wyrażanie tego za pomocą odniesienia do teatru kabuki, nauk Kanta i mimośrody poprzecznej. Co doprowadza nas do punktu drugiego...

2. Psychologiczno-symboliczne pierdololo

Punkt drugi jest o tyle podchwytliwy, że od czasu drugiego sezonu postacie w Hannibalu przestały posiadać coś takiego jak psychika. A i tak przedtem najwyraźniej była ona na kartki.

Serial ma w sobie mnóstwo symboliki i niemalże cała jest wyjątkowo, wyjątkowo głupia. 

Pic or didn't happend, irytują się czytelnicy.

Sami chcieliście. Trzymajcie Jezusa Lectera.

(Jezus Lecter umarł za wasze nerki. Czy jakoś tak.)

Pytacie się, po cóż była ta ewidentna symbolika biblijna? Otóż - nie mam zielonego pojęcia. Ludzie oburzają się na jezusowanie Supermana w Man of Steel, ale - hej, tam to miało chociaż trochę sensu! Tutaj mamy... eee... Hannibala Lectera ustylizowanego na Chrystusa. Czemu? Jaki to ma sens? Twórcy? Czytelnicy? Ktokolwiek?

I żeby nie było - to nie jakiś przypadek. Połowa serialu to właśnie mętna symbolika, najczęściej w odniesieniu do przemocy i psychologii. A o symbolice i psychologii tam pierdoli każdy. I ach, jak pierdolą! Dialogi z tego serialu powinni umieścić w Sèvres jako przykład słownego pierdolenia. Każdy, od dziesięcioletniego dzieciaka po samego Lectera musi wykorzystać swój czas antenowy, aby zaserwować widzom odpowiednią dawkę pierdolenia. 

Z drugiej strony prócz mętnej symboliki mamy też symbolikę subtelną niczym napalm o poranku. Na przykład Willowi Grahamowi Hannibal się zwiduje tak:


Jakbyście się nie skapnęli, że Hanni jest zły i żre ludzi, ta postać będzie się pojawiać w każdym odcinku. 

3. Tańczcie, moje kukiełki! - czyli brak psychiki i logiki

Proszę państwa, oto Will Graham.

(ale jestem milutki, nie?)


Will pomaga w FBI w łapaniu zbyt kreatywnych studentów ASP z pociągiem do zwlok seryjnych morderców. Ma w tym FBI znajomych, kobietę, która mu się podoba, takie tam. Od jakiegoś czasu Willowi odbija. Tak totalnie, jak psychotykowi - ma omamy, słyszy głosy, nie panuje nad sobą. Raz udało mu się zanieczyścić miejsce zbrodni za pomocą siadu okrakiem na trupie, ponieważ wydawało mu się, że jest zabójcą. 

Wśród znajomych Willa jest co najmniej jedna psychiatryczka, która wie o jego problemach. Co się dzieje dalej:

a. Jego psychiatra - nazwiskiem Lecter - dostaje ochrzan stulecia i kopa w dupę, a Will kompleksowe badania u kogoś kompetentnego oraz urlop zdrowotny;
b. wszyscy ignorują sytuację, ponieważ fabuła serialu wymaga, aby Will łaził do trupów i się męczył?

Sytuacja druga.

Nasz Will zostaje wrobiony przez sympatycznego pana Lectera w szereg zbrodni. Znajdują w jego żołądku ucho zaginionej dziewczyny, a w domu - fanty z różnych poprzednich truposzy. Will trafia do więzienia. Jako że już zorientował się, że z Lectera jest niezły chujek, próbuje go ukatrupić za pomocą poznanego w kiciu zwyrola. Nie udaje się, ale Lecter uznaje, że jednak lol, nope, wypuszczajcie Willa, potrzebny mi jest do robienia fabuły. Zarzuty o większość truposzy udaje się oddalić. O ucho nie. Co się dzieje dalej?

a. Will dostaje 25 lat za zlecenie morderstwa;
b. Will dostaje 25 lat za zlecenie morderstwa, a sprawa zaginionej nastolatki prowadzona jest w trybie pilnym;
c. wypuszczają Willa, a on wraca do domu wypełnionego pieskami i tęczą, i nikt nigdy nie ma do niego o nic pretensji?

Innymi słowy, fabuła kupy się zazwyczaj nie trzyma, bohaterowie zachowują się tak, jak akurat scenariuszowi wygodnie. Oczywiście, trudno w takiej sytuacji mówić o tym, że posiadają jakąkolwiek psychikę, bo gdyby przyjąć założenie, okazałoby się, że w tym serialu wszyscy są debilami bez empatii i serio chyba lepiej, aby ich Hannibal pozeżerał.

4. Relacja Hannibal-Will

Postawmy sprawę jasno: Hannibal jest serialem, który ma stosunkowo niską oglądalność, ale za to mnóstwo fanek na tumblrku, skłonnych wymyślać milion powodów, dla których Hannibal z Willem powinni być razem. Twórcy to wiedzą, twórcy z tego korzystają.

Tylko, że to nie ma najmniejszego sensu.

Nie zrozumcie mnie źle. W chwili, gdy Will jeszcze nie wiedział, że to, co daje mu Lecter to jednak nie był kurczak, ich relacja była dość ciekawa. Kłopot zaczął się później, bo co dobre, to minęło, a są rzeczy, których się nie wybacza nawet przyjaciołom, a bycie seryjnym mordercą-kanibalem to jedna z nich. W pewnym momencie Will więc, całkiem sensownie, Hannibala absolutnie nienawidzi.

Twórcom jednak widocznie zamarzył się chociaż częściowy powrót do sytuacji z sezonu pierwszego, więc nagle mamy relację pomiędzy bohaterami, która nie ma najmniejszego sensu. Hannibal z jakiegoś przedziwnego powodu uważa, że skoro Will mu powiedział na psychoterapii, że zabicie jednego psychopatycznego killera przyniosło mu satysfakcję oraz kiedy miał zapalenie mózgu, to nad sobą nie panował, to teraz... eee... zostaną z Willem najlepszymi psiapsiółami-killerami. 

Perfect makes sense. I to nic, że nawet gdyby Will masturbował się po nocach do Piły, najprawdopodobniej typ, którego już raz chciał zabić, byłby raczej pierwszym kandydatem do rozsmarowania po okolicznych krzakach. Nie, Hannibal wierzy, że Will w głębi swego kokorcia tylko czeka, aby razem z jadać romantyczne kolacje z ludzi.

I okazuje się, że lol, może jednak nie, Hanni rozbebesza Willa. I kilku jego znajomych. Zgadnijcie, co showrunner Hannibala mówi o ich następnym spotkaniu w trzecim sezonie.

Ponowne spotkanie Hannibala i Willa będzie słodko-gorzkie. "Scena, w której znów się spotkają i będą mieli okazję porozmawiać jest zaskakująca wzruszająca" - zapewnił Fuller.
Już widzę to wzruszenie:

"Hej, jestem seryjnym mordercą-kanibalem, który zrobił ci z mózgu papkę, nakarmił ludziną, wsadził do paki, próbował zwalić na ciebie wszystkie swoje morderstwa, zarżnął nastolatkę, którą chciałeś się opiekować, twojego szefa i kobietę, w której się kochałeś, a na końcu wypruł ci flaki. PÓJDŹ W ME RAMIONA!"

5. Jestem mutantem, czyli śledztwo jest dla noobów

Wiecie, jak przebiega typowe śledztwo w serialu kryminalnym łamane przez thrillerze. Przyjeżdżają ludzie, zbierają dowody, rozmawiają ze świadkami, zbierają więcej dowodów, idą do labu, potem więcej dowodów...

Śledztwo w Hannibalu wygląda tak.

Przychodzi Will Graham. Złote wahadełko obwieszcza, że oto Will będzie miał genialną wizję. Will odtwarza całe morderstwo, po czym wie już, że wiszące na choince girlandy flaków są tak naprawdę manifestacją poglądów politycznych jednookiego mańkuta, miłośnika futbolu. Czasami dołącza się do niego Hannibal, który po powąchaniu leżącego godzinami w wodzie, pokrytego silikonem trupa wie, że ten człowiek stał trzy dni, osiemnaście godzin i dwadzieścia dwie minuty temu na polu kukurydzy, oczywiście, z uwzględnieniem odpowiedniej szerokości geograficznej i dokładnością do trzydziestu centymetrów. Czasami także inny bohater wie, np. że jeśli epizodyczny bohater podczas przesłuchania nie paczy ci w oczy, to na bank jest seryjnych killerem i trza go złapać.

Oczywiście, zawsze mają rację. Co oni robią z tym Baltimore? Do Avengersów ich, tam zbierają takich ludzi!

*

Jak pisałam, za tydzień rusza trzeci sezon. Będę oglądać i komentować z kilku powodów. Po pierwsze - znany wam już psychiczny masochizm. Po drugie - Gillian Anderson jako Bedelia Du Maurier (psychiatra Lectera - w tym serialu to najbardziej popularny zawód) oraz Raul Esparza jako Frederick Chilton (znowu psychiatra) dają radę. Po trzecie - serial przez większość czasu jest po prostu wyjątkowo ładny wizualnie, i to nawet nie tylko wtedy, gdy twórcy uznają, że czas na Willa w bieliźnie.

Mam zaproszenie na przedpremierę pierwszego odcinka, dzisiaj, o siedemnastej. Jeśli na nią pójdę - a to wcale nie jest pewne, jako że jest właśnie prawie dziewiąta, a ja nie spałam całą noc - spodziewajcie się notki z wrażeń. Jeśli nie, regularna premiera jest za tydzień.

Chociaż w sumie - jeśli nie pójdę, będzie mi żal. Podobno ma być jedzenie za darmo :)

26 komentarzy:

  1. Jak jedzenie to iść trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  2. Idź, bądź wierna. (AłtorKasia może tym rzucać przy każdej okazji, więc ja też chciałam spróbować.)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie tam właśnie przyciągały głównie te twistery z trupów - nie wiem, dlaczego mnie przyciągała ta wycudaczona makabra, oglądanie, jak Hanni kroi płuca też wywoływało horrorowaty dreszczyk. Ale właśnie to wywróżanie motywów (stylizuje zwłoki na anioły, bo jest chory na raka i szuka odkupienia! NO JASNE!) ostudziło mój zapał i utknęłam w połowie pierwszego sezonu. Widzę, że nie ma czego żałować, choć te wszystkie artystyczne instalacje z bebechów (porównanie morderców do niewyżytych studentów ASP jest świetne!), jelenie-niejelenie-ludziojelenie i temu podobne bardzo mi się podobają ze względów turpistyczno-estetycznych, choć sensu symbolicznego ni mają one za grosz.

    Niewątpliwą zaletą trzeciego sezonu jest to, że nastąpi wysyp fanartów i memów - bo co jak co, ale fandom w tym temacie spisuje się na piątkę. Fanarty są przepiękne, a memy w zestawieniu z patosem serialu jeszcze śmieszniejsze.

    Z wyrazami szacunku
    Kazik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję rację - mnie też kreatywne truposzczaki ciekawiły, na zasadzie "co jeszcze oni wymyslą".

      Usuń
  4. bardzo slabo napisane... chaotyczne i nie poparte argumentami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakim dokładnie argumentem powinnam poprzeć Jezusa Lestera? Pytam poważnie.

      Usuń
  5. Za Hannibalem nigdy nie przepadałam, ale jak tylko przeczytałam drugi powód, chciało mi się zakrzyknąć jak Barney Stintson: "Challenge accepted!", obejrzeć oba sezony i znaleźć sens całej tej symboliki, o której wspominałaś.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo podoba mi się nowy wygląd bloga, taki nowoczesny, ale bez rzeczy które mnie w tych najmodniejszych blogach irytują :)
    Opisywany serial nigdy mnie szczególnie nie interesował, wiem o nim tylko dlatego, że znajome się jarały, a kolega - fan książkowego Lecrtera hejcił. Ale z chęcią poczytam Twoje wrażenia, pls pisz o nim tutaj :3 Bardzo chętnie w ogóle czytałabym Cię częściej, czy jest jeszcze jakieś inne miejsce, gdzie publikujesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale zawodowo :) W tej chwili piszę jeszcze tylko fanficzka.

      Usuń
  7. Pani Od Kotów27 maja 2015 14:51

    Jedzenie za darmo... na pokazie "Hannibala"... hmm... ;>
    Nie mogę odmówić Ci racji, do tego już wcześniej znajoma psychoterapeutka mówiłam mi, że to jest tak niewiarygodne, że nie mogła zdzierżyć. Ale i tak ten serial lubię. Może właśnie za oprawę wizualną, może za zawoalowane aluzje, które widzowie łapią od razu, współczując bohaterom, że nie mają pojęcia - te wszystkie "canibal puns". Może za to, jak uroczo sama ekipa serialu udziela się w mediach społecznościowych, jakie to jest uroczy zdystansowane i z humorem (zobacz Hettienne Park). Może za sceny, w których Hannibal gotuje. Na pewno też za Bedelię, bo Gillian Adrerson wspaniała jest, jest postać dla mnie od początku ma w sobie coś intrygującego, no i koncepcja, że Hannibal Lecter ma swoją psychoterapeutę jest też "urocza". To niedokładnie najlepsze słowo, ale najlepiej pasuje mi tu do mojego oglądu. Tylko "shipowania" Willa i Hannibala nie lubię. Doceniam to, że twórcy puszczają oko do psychofanek, że skoro one już widzą coś tak absurdalnego, to podadzą im na tacy sceny, z których będą piękne gify na tumblra. Ale samej idei absurdalnego i zbędnego dla fabuły łączenia bohaterów w pary w fanowskiej wyobraźni tak całkiem bezzasadnie i na poważnie to ja nie kupuję.

    OdpowiedzUsuń
  8. True story, ze wszystkim. I cieszę się, że są inni ludzie, którzy oglądają ten serial, bo jest "piękny". No kurde, no jest! Ta cała makabra, mroczne plenery, wizje, omamy i akcje Hanniego są niesamowicie ładnie przedstawione i nakręcone.

    OdpowiedzUsuń
  9. a ja tam lubię te HanniWillowe momenty!
    Może i nie mają sensu ale są urocze i obsypane płatkami róż i czekam aż Fuller w końcu zrobi coś przez co shipperki zemdleją, amen.

    OdpowiedzUsuń
  10. Lasie z Tumblra są najlepsze. Raz dostałam wiadomość pełną obelg, w której faneczka dumnie stwierdziła, że ten serial ma SYMBOLIKĘ, której ja nie rozumiem, że ta fabuła jest dla mnie, marnego człowieczka (ta, padło takie określenie), zbyt skomplikowana i żebym poszła się edukować (wiadomo, ona mnie nie nie oświeci, zbawianie takiej miernoty jak ja było poniżej jej godności), potem parę innych się zrzuciło... Jednym słowem: ubaw.

    Nie zamierzałam oglądać trzeciego sezonu, bo do końca drugiego dotrwałam jedynie ze względu na Abigail i Alanę, ale po zapoznaniu się z The Fall chyba zmienię plany dla Gillian ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pewnym sensie zgadzam się. Serial ma symbolikę.

      W ogóle rozkmniniam ze znajomą Jezusa Lectera. Na razie przyszły nam do głowy komunijne przemiany ciała w chleb i krwi w wino, ale nadal skojarzenie dość... no, odległe od samej sceny krzyżowania...

      Usuń
    2. Ja ją odebrałam jako ukaranie Haneczki przez tą "szlachetniejszą" część psychiki Willa, co paradoksalnie ukazuje boskość Haneczki dla tej bardziej morderczej części Willa i triumf części mroczniejszej - Will w ten sposób traktując Haneczkę, chcąc zanegować jego dokonania, właściwie staje się wreszcie kimś podobnym do Hannibala, poddaje się temu pierdololo Lectera "embrace your darkness", stawia go za swój wzór itd. No, mam nadzieję że jakoś udało mi się to ubrać w słowa mimo późnej pory.

      Co do serialu jako takiego-pewnie wyjdę na cholernie pretensjonalną osobę, ale serio mnie to psychologiczno-filozoficzne pierdololo postaci interesuje XD i raczej ma dla mnie sens, tyle że trzeba się trochę skupić, a przy serialowym tempie zrobić to raczej trudno, bo zanim nie zastanowisz się nad jedną kwestią już przechodzą do kolejnej, co imo może powodować wrażenie, że serial składa się w 90% z pseudointelektualnego bełkotu i jest jego ogromną wadą - coś takiego przeszłoby w książce, ale nie tu. Co do elementów bardziej detektywistyczno-śledczych-jak-to-tam-nazwać i zarzutach o papierowość postaci: yup, to słaby punkt Hannibala,choć nie ukrywam, że nie zwracam na niego zbytnio uwagi - dla mnie Hannibal to przede wszystkim ten "bełkot" o sztuce, okrucieństwie, granicach między dobrem i złem, rzeczywistością a snem, w efektownej oprawie graficznej i muzycznej :D A te artystyczne morderstwa mają moim zdaniem pewien chory sens, to jest są jak Hannibal: wyrafinowane, artystyczne cudo, potworne w swojej istocie. Obrzydzenie i zachwyt, mające powodować pytanie "Czy aby ja, patrząc na scenę brutalnego morderstwa a dostrzegając głównie artyzm zbrodni nie staję się trochę jak Hannibal? Czy ta granica pomiędzy nim a mną może się tak łatwo zatrzeć?"
      A, a jesli chodzi o Hannigama - dunno, ja tam raczej nie myślałam, żeby ktokolwiek traktował to jakoś specjalnie poważnie, choć może się ciut ten fandom zmienił od moich intensywniejszych wizyt na jego łonie, raczej większość ma odczucia "to est takie złe i niepoprawne i niemożliwe, że aż dobre, bo zabawne"

      Usuń
  11. "(człowiek, krew i przybory kuchenne. pasuje jak ulał.)" - Boże, brakowało mi Ciebie XDDD

    OdpowiedzUsuń
  12. He, nigdy nie oglądałam nawet zdjęcia z tego serialu, ale bacząc na zachwyty koleżanek myślałam, że to w miarę "normalna" rzecz (jakiś "Dexter" czy coś tam). Też mnie ciekawi ta symbolika, próbuję sobie ogarnąć wyobraźnią, co takiego tam mogło być oprócz krzyżowania i aniołów, durnoty logiczne też przyciągnęły moją uwagę, ale nie, nie poświęcę się na tyle, żeby dzieło oglądać osobiście ;p Tym bardziej chętnie przeczytam wrażenia z kolejnego sezonu, powodzenia z flakami i płucami :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Imo przedstawienie relacji Hannibala i Willa jako pewnego rodzaju obsesji bardzo dobrze się spełnia w serialu. Jak to dobrze, że jestem w stanie oglądać ten serial bez dogłębnego analizowania, ani mi nie przeszkadza pseudopsychologia, bo nie jest to serial, od którego bym wymagała pełnej poprawności, ani mi się Hannibal z Jezusem nie skojarzył, a przemoc jak przemoc, u mnie Hannibal jest serialem do obiadu, więc widzę, czemu autorce może to przeszkadzać, ale nie zgadzam się ani trochę, bo dobrze się na to patrzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z czym dokładnie się nie zgadzasz? Bo z Twojego komentarza wynika, że właśnie się zgadzasz, tylko nie wymagasz od serialu wiele, bo jest ładny...

      Usuń
  14. Brawo! Idealne podsumowanie. Świetnie omówione wszystkie najbardziej wkurzające elementy tego serialu. Co prawda ja serial przerwałam na 7 odcinku drugiego seoznu, ale znając "talent" twórcy domyślam się, że im dalej tym gorzej. Zresztą sama kiedyś popełniłam coś na kształt recenzji odnośnie głupoty w tym serialu (co prawda usunęli mi ją z filmwebu, ale wisi tutaj: http://hinowe-kity.blogspot.com/2014/04/dno-studni-ludzkiej-gupoty-czyli.html)
    A co do symboliki... Może wszyscy mordercy w fullerowym uniwersum to niespełnieni artyści? ;)

    Pozdrawiam - masz kolejnego stałego czytelnika! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Niedawno skończyłam pierwszy sezon i na podstawie tego mogę Ci przyznać właściwie całkowitą rację. A zaczynało się tak ciekawie... Teraz trochę odechciało mi się zabierać za drugi sezon, no... ewentualnie w jakiejś wolnej chwili. Tak czy inaczej, wyszedł Ci bardzo interesujący tekst. ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Przyznam, że akurat ten odcinek mnie rąbnął jeśli chodzi o stężenie głupoty i absurdalnych sytuacji, kompletnie z dupy wziętych. Najbardziej ta parodia śledztwa, bohaterowie zachowujący się bez sensu itp. Wcześniej jakoś podchodziłam do tych wszystkich jeleni, artystycznych wyczynów morderców itp. jako do czegoś idiotycznie śmiesznego. Ale już mordowanie książki było zbyt złe... Zwłaszcza, że "Czerwony Smok" jako książka jest dużo lepszy od "Milczenia Owiec", więc i sentyment mam większy.
    Domyślam się, ja ten tekst napisałam na filmwebie tuż po premierze odcinka i po paru minutach się zaczęła taka lawina oburzonych fanów i bluzgów, że mi temat filmweb skasował :) A screeny bardzo chętnie bym zobaczyła, bo muszą tam być naprawdę niesamowite akcje. Trzymam za Ciebie kciuki, żeby Cię fani nie zjedli.
    Może podeślij mi screeny na maila (skiperowa@gmail.com) jeśli to nie kłopot...

    OdpowiedzUsuń