5.01.2015

Czemu naprawdę nie chcesz publikować w The Cold Desire

Blogasek powraca. Cieszycie się?

Ale #kiedyrecka?

Kiedy przestaniecie zrzynać tagi od widzów Gonciarza. No dobra, żartuję, reckę mam skończoną w trzech czwartych, ale pozostała jedna czwarta boli. Odłożyłam więc ją na chwilę, aby opowiedzieć Wam historię z czasów, gdy dopiero zaczynałam się interesować grafomanią chujową literaturą niszową literaturą piszących inaczej. Było to wtedy, gdy odkryłam wydalnictwo (nie mylić z wydawnictwem) The Cold Desire. Chamskie przekręcanie słów? No chamskie, ale z drugiej strony stawianie na równi tego typu tworów z profesjonalnymi wydawnictwami byłoby nie tylko chamskie, ale i uwłaczające oraz skrajnie niesprawiedliwe, więc będę się trzymała tego rozróżnienia.


Jest rok 2012 czy tam początek 2013. Dowiaduję się o istnieniu The Cold Desire z tematu na forum literackim. Tytuł tematu brzmiał "Gdzie nie wysyłać swoich powieści, jeśli masz rozum i godność autora". Czy jakoś podobnie. Ogólnie pisali tam, że wydalnictwo jest złe i ma wszy w pępku, co mnie wyjątkowo zachęciło, bo jak wiecie, lubię wszy, pluskwy i takie tam. Pogrzebałam więc w internetach celem sprawdzenia, jak wielkie są te wszy i, zaiste, były one wielkie, piękne i kolorowe. I gryzły.

Przede wszystkim o tworach wydanych przez The Cold Desire pisano w takim tonie:

"Gdybym mówił językami ludzi i aniołów" - eeee. Literówki. Ortografy.

Ortografy. W książkach. Czyli redakcji nie ma, albo leci sobie w kulki.

W antologii, w której pojawiały się te ortografy, publikował autor, którzy pisząc o lekarzu w USA nie miał pojęcia, ile trwają studia medyczne, a tak właściwie to nie miał także pojęcia, jak się w ogóle pisze opowiadania i że powinny mieć chociaż szczątkowy sens. Czyli selekcji tekstów nie ma.

Okładki książek były "tworzone" albo przez samych autorów, albo przez kogoś, kogo poziom twórczości przypominał mi dzieła robione na zaliczenie w ogólniaku. Sądząc po najnowszej okładce (wrzuconej dzisiaj na Facebusia wydalnictwa), wydalnictwo po latach funkcjonowania nadal nie odkryło tego, że tworzenie okładek zleca się grafikowi.


(ktoś się starał, ale tym kimś nie był rysownik)

Jak wiecie, mam co najmniej jedną powieść The Cold Desire i skoro nawet ja wiem, że do książki nie powinno się ładować rozwlekłej czcionki bezszeryfowej...

FONTU – oburzają się czytelnicy.

Jak w książce to chyba czcionka jednak... W każdym razie, jedną książkę pożyczyłam znajomej studentce edytorstwa, aby mogła się pochwalić, że jednak są ludzie, który składają tekst gorzej niż jej kolega, który został wywalony po pierwszym semestrze.

No musisz tyle narzekać na to wszystko?

Ale ja nie narzekam! Byłam wniebowzięta! The Cold Desire miało akurat nabór na kolejny zbiór opowiadań, a ja akurat potrzebowałam pomysłu na artykuł. Postanowiłam więc zrobić małą dziennikarską prowokację i posłałam im tekst, który został odrzucony w innym konkursie. Antologia miała narzucony temat i, oczywiście, opowiadanie miały zawierać gejów, no bo yaoi. W moim opku nie było nawet pół geja, aby doszukiwać się romantyczno-seksualnych podtekstów pomiędzy bohaterami trzeba było po prostu nie umieć czytać. Opowiadanie także nie miało nic wspólnego z narzuconym tematem.

Dostało się. Otrzymałam mail, chwalący entuzjastycznie mój tekst oraz mnie jako autorkę, jakie to Q zdolne, ładne opka pisze i w ogóle. 

Szybko jednak nadszedł kolejny mail, przytaczający wątek na forum, na którym otwarcie pisałam, że to prowokacja i w ogóle, tak trochę dla beki.

(To był ten czas, gdy wiele rzeczy robiło się dla beki, co trzecia strona na Facebuczku traktowała o czytaniu/słuchaniu/robieniu dla beki.)

Opko, pomimo podpisanej umowy, do druku nie poszło.

I tak oto nie zostałam sławną pisarką. Za to napisałam stosowny artykulik o prowokacji i zapomniałam o sprawie, w końcu trzeba żyć dalej, a The Cold Desire nie było jedynym złym wydawnictwem na świecie. I tak minął czas, aż w końcu postanowiłam założyć tego oto blogaska.

Wiesz, Q, ten tekst taki trochę średnio śmieszny. Znaczy, wszy były dobre, ale cała reszta 2/10 – marudzą czytelnicy.

Widzicie, nie doszłam do puenty. Otóż jak tylko zrecenzowałam negatywnie książki Wydalnictwa, nagle pojawiły się głosy obrońców, że się mszczę, bo mnie nie przyjęli do szacownego grona autorów.

 
(typowy komć zawierający tę prawdę objawioną. w prawym górnym rogu liczba osób, która uznała komć za głupi)



Z czego można wywnioskować:

Po pierwsze – że The Cold Desire ma umowy cywilno-prawne głęboko i fakt, że w związku z tym, że podpisałam się pseudonimem (który bynajmniej nie brzmiał Q) nie powinni szafować na blogaskach moim nazwiskiem, ani podawać go krewnym i znajomym królika, ma również głęboko w dupie.

Po drugie – że ktoś musiał nieźle szperać w sieci, aby powiązać tamten tekst i tamtą osobę z Piwnicą.

Po trzecie – że albo ktoś z wydalnictwa łazi po blogaskach oraz portalach i bezczelnie kłamie, albo ktoś, komu wydalnictwo opowiedziało historyjkę chodzi i kłamie. Ewentualnie samo wydalnictwo skłamało w czasie opowiadania historyjki przy piwie, aby wydalnictwo nie wyszło na gupie. Ponieważ, cokolwiek było w prowokacyjnym opku, zostało ono przyjęte i zakwalifikowane do druku. Nie zostało ono odrzucone, miałam podpisaną umowę, ale nie zostało wydrukowane, ponieważ tak.

I to jest powód, aby nie przesyłać tekstów do The Cold Desire. Ponieważ, jeśli piszesz złe gejowskie opcia, rysujesz komiksy o gwałceniu Harry'ego Pottera i nie obchodzi Cię, czy to, co zostanie wydrukowane, w ogóle będzie przypominać książkę, rzeczy które przytaczałam w pierwszych akapitach pewnie i tak Cię nie ruszą.

Ale idź wtedy do Kotori, przynajmniej później się nie dowiesz z sieci prawdziwych inaczej faktów o sobie.

*


To była wypowiedź dla tych, którzy nigdy nie czytali wcześniej mojego blogaska. Ci, którzy to już uczynili niech spojrzą jeszcze raz na Pulsara.

24 komentarze:

  1. No co Ty, Q, weś przestań, wszyscy i tak wiedzą, że hejcisz bo zazdrościsz!!!!11!!!!one1!!!!
    P.S. jak bardzo ten post był zapychaczem i chudą przystaweczką dla zgłodniałych (bezzasadnej krytyki) po prostu hejtu na dobrych ałtorów z dobrego wydalnictwa?

    OdpowiedzUsuń
  2. Po aferze Bellony z Leithą myślałam, że ze strony wydawnictw nic mnie już nie zaskoczy... a jednak!

    Wydawanie dennych ksionrzek w równie dennych okładkach mnie nie dziwi (jeśli ludzie to kupują, to mogą mnie załamać ludzie - ale wydawnictwo jest od robienia pieniędzy i jeśli umie zarabiać je na szajsie, to propsy dla nich!). Natomiast złamanie podpisanej umowy "bo tak" sprawiło, że żuchwa łupnęła mi o podłogę. Coś podobnego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, cieszę się, bo to oznacza, że żyjesz i że z Twoim zdrowiem jest przynajmniej na tyle lepiej, żeby w spokoju hejcić tych, którym Się Udało :) Czytać blogaska też oczywiście lubię :3
    Obrazek na okładce nie taki zły sam w sobie, jakby odpowiednio zaprojektować całość mogłoby z niego coś być.
    Uwielbiam to jak mangowce niesamowicie poważnie podchodzą do swoich kreskówek. To nie bajka to anime które sztuką jest, Japonia najlepsza, yaoi takie głębokie i jak nie fapiesz to jesteś nietolerancyjnym homofobem. Nic dziwnego, że dla faneczek Cold Desire to taki poważny biznes, tym bardziej lubię Twojego blogaska <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Wreszcie się zorientowałam, na czym siedzi bohater z okładki. Na pierwszy i drugi rzut oka wyglądało jak hipopotam z facepalmem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jej! Piwnica wraca!

    OdpowiedzUsuń
  6. Cóż, każdy musi znaleźć w życiu coś, czym się musi dowartościować, Ty masz The Cold Desire. Musiały Ci chyba jeża zjeść na śniadanie, że poświęcasz im tyle uwagi już od lat - ale każdy ma swoje hobby :D Tylko wiesz.. jak się naprawdę tak kogoś nie lubi, to po jakimś czasie człowiek idzie do przodu i zajmuje się czymś innym. Ty sądząc po blogu masz na ich punkcie już obsesję - ciekawe z czego to tak NAPRAWDĘ wynika ;)
    Ponownie prawdziwe Q :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie przyszło Ci może do głowy, że ten blogasek nie stanowi 100% mojego życia? Myślę, że jednak dość łatwa konkluzja, zważywszy na to, że nie pisałam na nim od pół roku. Rozumiem więc, że ta wielka moja obsesja polega na tym, że
      - wysłałam im trollski tekst jakieś trzy lata temu - którego nawet nie pisałam specjalnie dla nich. Powiedzmy, zajęło mi to razem ze wszystkimi mailami i uzeraniem się z redakcją całe 3h
      - W ciągu DWÓCH LAT zrecenzowałam całe 4 (!) ich pozycje, w tym trzy należące do jednej autorki.
      - Napisałam blognotkę o tym, jak mnie orżnęli na opku.

      Wiesz co, Prawdziwe Q? Wygląda na to, że w ciągu tych lat poświęciłam na TCD mniej czasu niż na podcieranie tyłka w kiblu. Nawiasem, to już Twój n-ty komć na moim blogasiu. Czyżbyś miał obsesję na moim punkcie? Ciekawe, z czego to NAPRAWDĘ wynika.

      Usuń
    2. Trzeci. Komć, mówiąc Twoim językiem. Bo mnie Twój blog bawi - i fascynuje fenomen psychiki hejterów ;) I bo mi się nudzi. A zresztą, powinnaś się cieszyć, przecież chodzi Ci o rozgłos? No to go masz :D Ale najbardziej, bo nie mogę ogarnąć głupoty osób hejtujących długoterminowo ludzi, których nawet nie znają. Zachowałaś się po chamsku wysyłając opowiadanie tylko dla draki, dziewczyny z TCD uznały, że nie chcą z taką osobą współpracować i gryzie Cię to niemożliwie, inaczej nie krzyczałabyś tak na blogu. Wystarczyło zapewne wytłumaczyć w mailu, że draka była głupim pomysłem i przeprosić, pewnie byłoby po sprawie. Ale Ty postanowiłaś, że wyśmiewanie TCD i tych, którzy tam coś wydali będzie Twoim hobby i pozwoli zabłysnąć w wirtualnym towarzystwie podobnych hejterów. Bawcie się, dzieci, tylko to jest aż tak żenująco niski poziom, że wszystkie literki i ogonki opadają :)
      Q

      Usuń
    3. Q (nie chce mi się logować, ale to ja, srsly)6 maja 2015 20:25

      "Trzeci. Komć, mówiąc Twoim językiem." - Brawo, zaraz przebijesz liczbę moich notek traktujących o czymkolwiek, co zrobiło/wydało TCD.
      "Bo mnie Twój blog bawi - i fascynuje fenomen psychiki hejterów ;)" - A może spróbowałbyś najpierw odróżnić hejtera od krytyka ksionrzków? Od razu dam podpowiedź: w każdej wypowiedzi, w której sama siebie nazywam hejterem, który nie ma życia, nabijam się z głupich komci.
      "A zresztą, powinnaś się cieszyć, przecież chodzi Ci o rozgłos?" - O tak, już trzeci komć dodany przez anonimka Q, totalnie wielki rozgłos i sława XD
      "No to go masz :D" - Dziękuję, również cieszę się z lajeczków na fejsbusiu.
      "Ale najbardziej, bo nie mogę ogarnąć głupoty osób hejtujących długoterminowo ludzi, których nawet nie znają." - Proszę podać przykład jakiegokolwiek mojego tekstu, który hejtuje LUDZI. Bo ja myślałam, że piszę o książkach i komiksach, no, w tym przypadku o wydawnictwie, czyli firmie.
      "Zachowałaś się po chamsku wysyłając opowiadanie tylko dla draki" - A co dokładnie było w tym chamskiego? Opowiadanie jakie było, każdy mógł ocenić.
      "dziewczyny z TCD uznały, że nie chcą z taką osobą współpracować i gryzie Cię to niemożliwie, inaczej nie krzyczałabyś tak na blogu." - Nie, gryzie mnie to, że wydawnictwo łże w żywe oczy, że odrzuciło moje opowiadanie, podczas gdy je zaakceptowało i potem podtarło się umową.
      "Wystarczyło zapewne wytłumaczyć w mailu, że draka była głupim pomysłem i przeprosić, pewnie byłoby po sprawie." - Ale czemu miałabym przepraszać? Za co? Moim celem nie było wydanie w tam jakiegokolwiek opowiadania, tylko napisanie artykułu na temat jakości konkursów literackich. Opowiadanie, które zostało tam wysłane, BYŁO ODRZUTEM. Posłałam je tam tylko dlatego, że nie nadawało się do niczego innego i podpisałam je pseudonimem, aby nikt nie kojarzył tej publikacji z moim nazwiskiem. Tak bardzo więc zależało mi na publikacji tam, że ŚWIADOMIE POSŁAŁAM IM TAM TEKST, KTÓRY POWINNI ODRZUCIĆ, chociażby dlatego, że BYŁ NIE NA TEMAT. Co więcej - PISAŁAM JAWNIE O TYM W INTERNECIE. Powiedz mi więc, anonimku Q, na jakiej postawie twierdzisz, że mnie to strasznie gryzie, skoro jeszcze PRZED wynikami tego ich konkursu pisałam, że to wszystko dla beki?

      I ostatnie pytanie, anonimku - w jaki sposób to, czy piszę dla beki, rozgłosu czy z czystej złośliwości wpływa na to, jaki poziom prezentują te książki i komiksy? Czy komiksy Sitriel stają się lepsze, jeśli napisałam post, aby podbić sobie statystykę? Bo ja jakoś nie widzę zależności.

      Usuń
    4. "Zachowałaś się po chamsku wysyłając opowiadanie tylko dla draki, dziewczyny z TCD uznały, że nie chcą z taką osobą współpracować"
      http://pl.wikipedia.org/wiki/Pacta_sunt_servanda

      Usuń
    5. Ja mam jakieś takie dziwne wrażenie, że Prawdziwe Q skłonne jest napisać każdą banialukę, aby przypadkiem nie dopuścić do siebie myśli, że spora grupa ludzi ciśnie mocną bekę z TCD z powodu tego, że publikują kiepskie opka i komiksy. No normalnie nie ma innej opcji, skoro wbrew wszystkiemu, co kiedykolwiek zrobiłam i napisałam, anonimek zapiera się, iż moim pragnieniem jest bycie publikowaną w tymże wydalnictwie. Najstarsze posty na forumach traktują o tym, że cisnę w wydawnictwa bekę i posłałam im prowokację dla beki, ale anonim nie widzi jakoś sprzeczności w swoim rozumowaniu...

      Usuń
    6. Wystarczyło poczekać i już jest ból dupki, najprawdopodobniej kogoś z wydawnictwa, kogoś, kogo wydawnictwo opublikowało, albo jakiejś krewnej i znajomej yaoistki.
      INB4 "nie mam z nimi nic wspólnego, tylko bronię uciśnionych i sierot" xD
      TOP BK, dzięki, Q!

      Usuń
    7. Łiii, "Prawdziwe Q", nie ma to jak argumenty ad personam i ad hominem kiedy nie ma się nic wartościowego do powiedzenia <3 Totalnie właściwy sposób prowadzenia dyskusji :D

      Q, czuję się zawiedziona - na fejsbuczku mówiłaś o gównoburzy, a to tylko jeden Urażony Komcionauta którego najwyraźniej boli honor (czy coś...) :( Smutam.

      Usuń
    8. Natalia - błagam nie wrzucaj wszystkich yaoistek do jednego wora z napalonymi trzynastakami. To godzi moją dumę :/
      Część z "nas" jest pelnoletnia, juz dawni wyrosła ze znanego powszechnie "oborze to jest miłość tego ty nie rozumiesz", a tego określenia (yaoistka) używa z powodów czysto kosmetycznych i dla własnej wygody. Ale to jeszcze nie znaczy, że są swiruskami fapiącymi do każdego gwałtu i ostrego rżnięcia ok?
      To samo tyczy się otaku. W "naszym" środowisku czy tam internetach tak się mówi, bo komu by się chciało 55283829 razy pisac "jestem fanem m&a". Czaisz, nie? Jestem oatku bierze sie z lenistwa.
      Ale serio, są wśród nas NORMALNI ludzie xD znaczy ok, jesteśmy w jakimś stopniu niedojebani bo m&a jednak niszczy mózg no ale hej xD tak samo niszczy mi go fangirling na Supernatural czy Koronę Śniegu i Krwi albo Percyego Jacksona (te 2 to książki)
      Taka różnica że "wy" jaracie się hetero, a "my" je rozbijamy i swatamy faceta z jakimś jego kumplem :D
      (swoją drogą nie moja wina czasem są takie momenty że japierdziu :v)

      Usuń
    9. Ale jak mam nie jechać po yaoistkach, gdy przychodzą i zarzucają taką obronną ścianą tekstu, że NIE WSZYSTKIE JESTEŚMY PORĄBANE, że aż miło czytać :3
      No jak :3
      Ja wiem, że nie jesteście, jakoś tak fajnie sobie dobieram znajomych, że nawet gdy należą do najgorszych fandomów, to są naprawdę świetnymi i niemęczącymi swoją obsesją osobami, czasem nawet podrzucą coś miłego :)
      Więc korciło mnie, żeby Ci odpisać coś w stylu "nom wiem, że nie wszystkie, TYLKO 99% HAR HAR", ale jakoś mi się już nie chce.
      Tak Cię tylko przestrzegę, że nie zawsze ktoś jadący po danej grupie do niej nie należy, akurat za yaoi faktycznie nie przepadam (aczkolwiek akceptuję nienatarczywe homoshipy), ale po mangowcach też jadę, mimo że jestem jednym ;)

      Usuń
    10. Ale nie nie, ja też nie lubię jaojistek. To zło wcielone jest xD chociaż sama kiedyś nią byłam i teraz załamuję nad sobą ręce xD szkoda gadać. Po prostu trochę mnie wkurza jak jestem szufladkowana razem z tymi dziewczynkami. Tyle xd. Tak tylko piszę żeby nie było że cię atakuję czy tam hejtuję itp xd nie chcę zaczynać gównoburzy ani nic xd

      Usuń
    11. Wiem, że nie atakujesz, dlatego właśnie nie skróciłam swojej odpowiedzi do głupiego dowcipu :)
      Niestety, szufladkowanie się odbywa i będzie odbywać, nic na to nie poradzisz. Jako pracownik firmy, która jest obrzucana błotem przez obie strony jednego popularnego konfliktu w internetach, mimo że nigdy nie opowiadaliśmy się po żadnej, wiem o tym bardzo dobrze ;)

      Usuń
    12. Uau, Q, czyli obsesję masz tylko na punkcie Sitriel. Ciekaw bardzo dlaczego akurat na nią się uwzięłaś, no bardzo...

      Usuń
  7. Zasadniczo, to 'dziewczyny z TCD' powinny być głęboko wdzięczne Q, że nie poszła do sądu, skoro podpisały umowę a potem odmówiły jej wykonania, bo im się komcie w necie nie spodobały. Wyjątkowo niepoważne zachowanie, ale tak to jest jak się dzieci bawią w 'wydawnictwo'.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czcionka to są metalowe literki, składał je zecer w drukarni w tekst i odbijało się je na papierze i powstawała gazeta/książka/ulotka.
    Font to literki na komputerze (definicja taka składna wow wow).
    Pozdrawiam, student bibliotekoznawstwa.

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć.
    Powiem tak, TCD wydaje prace często słabe. Nie przyłożyły się ani z redakcją, ani z korektą, okładki też mogłyby być lepsze. W ogóle ciężko zobaczyć w tym "wydawnictwie" wydawnictwo skoro nie dba o tak podstawowe sprawy. Może dałoby się wszystko przeboleć, gdyby opowieści/antologie sprzedawały w formie elektronicznej i zaznaczyły, że są to publikacje amatorskie.
    W każdym razie zauważyłam, że przy byle nadarzającej się okazji Q i inne obśmiewają wydawnictwo w taki dosyć... dzieciakowaty sposób. Lubię wszystkie recenzje z tej strony, są naprawdę świetnie napisane i czyta się je z uśmiechem, ale strona fb Q zaczyna mnie drażnić. Ile można czytać o "rurkowcach" i nabijać się w kółko? Mam już dosyć hehihaha-nia, strach zaglądać.
    Zostaje mi tylko czekać na dobrą recenzję.
    Pozdrawiam Basia

    OdpowiedzUsuń
  10. Dlaczeeeeeeeego nie zaczekałaś aż wydrukują z ujawnianiem się na forach! Tak by było grubo!

    Ale, cholerka, kusi. Wydać sobie pod pseudonimem cosika głupiego, dostać pieniążki i się zacieszać. Hm.

    I miło, że znów piszesz ;) Nowy wystrój też cudo.

    OdpowiedzUsuń
  11. Haha, nie ma to jak komentowanie miesięcznego posta, ale cóż, myślałam, że blog jest porzucony i dopiero wczoraj po paru miesiącach stwierdziłam, że mam ochote poczytać stare recki.
    Ale do rzeczy.
    O w mordę, grubo... zdecydowanie wydawnictwo do obchodzenia szerokim łukiem.
    Mam tylko pytanie- czy można prosić o jakieś dowody? Tzn. screeny maili, zdjęcie umowy... to są bardzo poważne zarzuty, ale jedyne czym są podparte to twoje słowa. Oczywiście, nie musisz zaraz walnąć całą dokumentacją rozmów, ale parę fragmentów z zamazanymi danymi osobistymi dałoby całej tej sprawie trochę wiarygodności...

    OdpowiedzUsuń