2.23.2014

Piwniczna recenzja: "Basement" Studia Yumemori

Jak powszechnie wiadomo, do "polskich mang" podchodzę z kijem, licznikiem Geigera, maską gazową i chowańcem. Ot, tak, na wszelki wypadek. Nie dlatego, że jakoś strasznie mnie mierzi sama idea - skoro po mangowemu mogą rysować Chińczycy i Koreańczycy, to czemu nie Polacy? Jakoś wątpię, aby niewielka odległość geograficzna względem Japonii dawała +10 do skilli rysowniczych. Tak więc nic do samego konceptu nie mam, ino do wykonania, bo z tym równie bywa. A mówiąc "różnie bywa" mam na myśli, rzecz jasna, komiksy, które mogłby trafić na bloga "WTF anatomio srsly?". Oczywiście, o ile ktoś zechciałby go założyć.




Do Basementu podchodziłem więc dość ostrożnie. W zasadzie z dwóch powodów. Raz, jest to debiut studia Yumemori, bocznej odnogi wydawnictwa Yumegari, o którym słyszałem tyle, że kiedyś miało coś wspólnego z wydawnictwem Kotori. Jak wypadły recenzje książek Kotori nie muszę przypominać, więc skojarzenie niedobre, bardzo niedobre.

Drugim powodem, dla którego podchodziłem z dużą rezerwą jest okładka samego komiksu. O, taka.

(widzę złe rzeczy, bardzo złe rzeczy)

Coś tu jest nie tak, węszą czytelnicy.

No i prawda, coś jest nie tak, tylko trudno powiedzieć, co. Oczywiście, jest dużo sposobów dowiedzenia się, o co chodzi w tym wypadku. Można zapytać jakiegoś doświadczonego rysownika. Można przerzucić rysunek w poziomie - wtedy często widać przeróżne błędasy. Można w końcu wczuć się w przedstawioną bohaterkę i spróbować stanąć w jej pozie przed lustrem. Wybrałem sposób trzeci, albowiem a. zawsze chciałem być nastoletnią bohaterką mangi, b. dzisiaj jeszcze nie wyglądałem dostatecznie głupio i trzeba było szybko to nadrobić.

Polecam zrobić to samo czytelnikom, świetne ćwiczenie rozciągające. Udało się? Gratulację, jesteś gibonem.

(Hylobates lar)

Mając rękę ułożoną w kąt prosty (na nawet lekko rozwarty, jak widać na rycinie pomocniczej) nie da się złapać za przeciwległe ramię. Jeśli to zrobisz, twój łokieć będzie wskazywał miejsce trochę na lewo (lub prawo, w zależności od użytej ręki) od pępka. Szczur doświadczalny w postaci biuściastej koleżanki (hjehje) dodaje jeszcze, że stojąc w takiej pozie można wsadzić ramię pod piersi tylko wtedy, gdy są one gumowe.

(oblicz tangens)

Mamy więc okładkę z błędem anatomicznym, co, rzecz jasna, aktywuje indukcyjnie wszystkich złych hejterów w okolicy i w zasadzie jest równe recenzji na Piwniczce. Kupiłem więc dziełko, zapoznałem się z nim i...

...nie jest źle.
Buuuu - buczą czytelnicy, albowiem też są złymi hejterami.
Dobra, ale od początku.

Historia zaczyna się w mieście Redlon, w Anglii, w wieku deklaratywnie osiemnastym. Czemu deklaratywnie, będzie potem. Grupka standardowych sierot-łobuzów staje przed nie-do-końca nawiedzonym domem. Dom należał do komiksowego badguya, który piętnaście lat wcześniej wymordował całą swoją rodzinę, prócz najmłodszej córki, poczym grzecznie popełnił samobójstwo. Od tego czasu dom stoi pusty, aby nasze standardowe sieroty mogłby tam wejść i mieć przygody.

Dokładnie, wchodzi tam jedna sierota - główna bohaterka imieniem Christina i... nie, nie spotyka duchów. Ani morderców. Ani ludzkiej stonogi w piwnicy. Przenosi się do bajkowego świata z bishonenami z kocimi uszami i takimi tam. Serio. Jedno trzeba komiksowi przyznać - nie spodziewałem się tego.

W każdym razie, większość komiksu to przygody Christiny w Marasie (albowiem tak się nazywa bajkowa kraina). Bohaterka spotyka, oczywiście, obowiązkowych towarzyszy, w postaci true luvvera i irytującego elementu komicznego będącego wróżkiem-podglądaczem. Wróżkiem, bo nie dość, że to-to płci męskiej, to jeszcze mordka trochę podpita jakaś. Element horrorowo-kryminalny pojawia się dopiero na nowo pod koniec komiksu, a więc spoilerował nie będę.

W tym opisie widać jak na dłoni, z jakim problemem boryka się Basement. Jest on czymś zupełnie innym, niż wydaje się na początku (a także po przeczytaniu obwoluty). I tak, w większości przypadków takie sformułowanie oznacza zaletę. Tutaj nie. Nie chodzi o to, że dzieje się coś, czego czytelnik się nie spodziewa, tylko dzieje się coś, na co się nie pisał. To trochę jakby wziąć początek z Domu Woskowych Ciał, środek z MLP: Przyjaźń to Magia i koniec z jeszcze innego horroru. Basement dzieli się na dwie zupełnie różne części, adresowane do zupełnie innych grup odbiorczych.

Nie mam zielonego pojęcia, kto dał temu komiksowi oznaczenie "16+", ani tym bardziej, czemu to zrobił. Umówmy się - komiksy nie gry, PEGI nie czuwa, to, że coś ma w sobie dwa ujęcia z widoczną krwią, jeszcze nie oznacza, że jest przeznaczone dla "młodych dorosłych". Basement zdecydowanie nie jest.

Mamy tu do czynienia z opowieścią zdecydowanie podpadającą pod target młodszych nastolatków, ba, może nawet czytelniczek "W.I.T.C.H" czy co lżejszych mang shoujo. Christina, jak Kagome z Inuyashy czy w zasadzie każda bohaterka "komiksów dla młodszych dziewczyn" przeniesiona w realia obcego świata, przeżywa dość typowe przygody. Obowiązkowo spotyka przystojnego chłopaka, z którym na początku niezbyt się lubi, ale potem już bardziej, mamy obowiązkowy element komiczny z podglądaniem przy kąpieli, odkrywanie nowego świata, dużo paskudnie współczesnego języka, krzyczenia na siebie, jakieś proste lovv story.

Powiem szczerze, że akurat tę część historii ocenić mi było trudno. Humor zupełnie do mnie nie trafiał, romans wydawał mi się mdły, postaci - słabo zarysowane. Kłopot w tym, że praktycznie każda pozycja zawierająca podobne elementy jak baśniowa część Basementu również mi się taka wydawała. I to niezależnie od tego, czy chodzi o zachodnie W.I.T.C.H. czy japońskie Fushigi Yuugi. Czy to oznacza, że to pozycje złe? Po namyśle sądzę, że nie, są po prostu wytargetowane w bardzo młode czytelniczki, do których trafia to, że pozycje są lekko i dobrze przyswajalne. A Basementowi nie można odmówić lekkości, ładnych widoczków i niewymagającego romansu nastolatków.

Wróćmy jednak do piwnicy.

Przyznaję bez bicia - horrorowo/kryminalna część komiksu lepiej do mnie trafiła, chociaż mamy ją w ilościach homeopatycznych. Wątek Złego Zabójcy nie jest specjalnie wyeskploatowany, ale też autorka scenariusza nie poszła po linii najmniejszego oporu. Mogę nawet uznać, że końcówka miała w sobie jakiś element niespodzianki.

Przejdźmy więc do omawianej już trochę kreski. Nad komiksem pracowały cztery rysowniczki i tak, to widać. Ktokolwiek rysował postać na okładce, jest najsłabszym ogniwem. Wyjątkowo kiepska anatomia, kolory też raczej takie sobie, bida, nyndza i nie wiem, czemu to w ogóle przeszło, skoro obrazki wewnątrz są dużo lepsze. Zdecydowanie najlepiej radzi sobie artystka od teł - są one nie dość, że bardzo różnorodne i klimatyczne, to jeszcze na wysokim poziomie technicznym. Gorzej przedstawiają się projekty postaci, które pomimo pięknej mangowej mimiki zdradzają czasami niezamierzoną gibonowatość...

(są fajne zwierzaki, dajcie lajki na fb)

...czasami wręcz ciastusiowatość, czasem zamiast złotego podziału jest podział krzywy i ogólnie jest tak sobie. Kadrowanie jest za to... cóż, dość europejskie, przynajmniej w moim odczuciu, co wbrew pozorom specjalnie nie przeszkadza. Za to zachodziłem w głowę, czemu komiks musiałem czytać od prawej do lewej. Innego wytłumaczenia niż "bo to bardziej japońsko i kawaii, uguuu" nie znalazłem.

Czy warto sięgnąć po tę pozycję? Jeśli nie masz dwunastu, trzynastu lat, po prostu może ci się nie spodobać, chyba że z sentymentu do podobnych historii. Czytanie nie boli, o ile nie masz alergii na typowy humor mangowy i nie przejawiasz tendencji do łamania głową biurka, gdy zobaczysz, że bohaterka w osiemnastowiecznej Anglii używa telefonu. Jeśli chcesz przeczytać horror lub kryminał, to zdecydowanie nie warte zachodu jest przedzieranie się przez Basement, aby dojść do tych wątków. Jeśli zwracasz dużą uwagę na kreację postaci, również możesz się zawieść. Jeśli jednak chcesz poczytać w autobusie coś lekkiego i niewymagającego myślenia, możesz kupić i się radować.

Tylko obwolutę zdejm. Okładka pod nią jest zdecydowanie ładniejsza.




*

1. Recka krótka i mało hejterska. Można w komciach podawać przyczyny takiego stanu, np. bo autor znalazł sobie dziewczynę (w formacie .jpg, oczywiście). Prostą odpowiedź, że komiks jest lepszy od poprzednio recenzowanego stuffu, odrzucamy, rzecz jasna, od razu.

2. Macie po prawej ankietę, injoycie.  

29 komentarzy:

  1. "Oczywiście, o ile ktoś zechciałbym go założyć." - O ile ktoś zechciałby.
    "Raz, jest to debiut studia Yumemori, bocznej odnosi wydawnictwa Yumegari" - odnogi.
    "Można w końcu wczuć się w przestawioną bohaterkę i spróbować stanąć w jej pozie przed lustrem." - przedstawioną.
    "Jeśli to zrobisz, twój łokieć będzie wskazywał mniejsce trochę na lewo" - miejsce.
    " Szczur doświadczalny w postaci biuściastej koleżaki" - koleżanki.
    "Od tego czasu dom stoi później, aby nasze standardowe sieroty mogłby tam wejść i mieć przygody." - nie do końca rozumiem użycie tu słowa 'później'. Imo albo 'od tego czasu', albo 'później', chyba że autorowi o inne słowo chodziło XD
    "Elemnet horrorowo-kryminalny pojawia się dopiero na nowo pod koniec komiksu, a więc spoilerował nie będę." - 'element'.

    Gibony rozwaliły system :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawione. Jaki żal, jaki wstyd...

      Usuń
    2. ...przed panem Rysiem.

      Jednakże byłabym całkiem zadowolona rysując na poziomie najsłabszego ogniwa :)

      Usuń
    3. Gibbony nie przestraszyły się pana Rysia i dalej szaleją. ;) Mogę podrzucić?
      "strasznie mnie mierzwi sama idea" <- "mierzi"
      "bocznej odnosi wydawnictwa" <- "odnogi"
      "przydać na rycinie pomocniczej" <- "widać"
      "przedzieranie się Basement" <- zjedzone "przez"
      "czym wydaje się na początku" <- "niż"
      "takie sformuowanie oznacza zaletę" <- "sformułowanie"

      Usuń
  2. Jako czytelnik-też-zły-hejter buczę: Buuu...!
    Ale gibony mnie urzekły, podobnie jak darmowa lekcja gimnastyki przed lustrem. W sumie dobrze poczytać wreszcie pozytywną recenzję, dzięki temu jeszcze wyraźniej widać, jak okropny jest na przykład "Pulsar".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to udowadnia, że "Pulsar" to dzieło sztuki. Bo wiadomo, hejtuję z zazdrości, a jeśli tego nie shejtowałem, to znaczy, że słabe. Tak.

      Usuń
    2. Oj, lepiej nie podsuwaj Sitriel gotowej wymówki, niech sama trochę pokombinuje, przynajmniej będzie zabawnie.

      Usuń
    3. Ale ja przecież tylko powtarzam jej słowa. W ogóle ostatnio odkryłem, że na swoim fb też się produkowała na temat hejtów...

      Usuń
  3. Oh my, cóż za wysoka ocena. Ja bym tyle nie dała :D Z opisu spodziewałam się jakiegoś horroru połączonego z kryminałem, a dostałam magiczną krainę, z wróżką, tęczą i jednorożcem. Fabularnie strasznie słabo, niestety. Rysunki nawet spoko, choć anatomia faktycznie kulała. Tła za to piękne.

    Ps: Miałaś wyjaśnić czemu deklaratywnie osiemnasty wiek. Chyba, że mi ten fragment twojej recenzji uciekł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Deklaratywnie, bo telefon. Wspomniałem na końcu. Może za mało zaznaczone.

      Może jestem optymistą, ale fabuła nie wydała mi się stricte słaba, tylko wtórna i skierowana mocno do dwunastolatek. I tak, rysunki tła zawyżają ocenę.

      Usuń
  4. Miło przeczytać dla odmiany coś nie-hejterskiego, bardzo fajna recka. W nagrodę znalazłam ci dziewczynę w formacie .gif http://24.media.tumblr.com/tumblr_mb4o5l9kA51reatgwo1_500.gif

    die_Kreatur

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy kupiłam tę pozycję płakałam pół dnia nad kreską postaci. Ale tła mają okejkę. Przypomniałeś mi o tym. Znów będę płakać, dzięki Q. ;_;

    OdpowiedzUsuń
  6. O, to była bardzo sympatyczna recenzja.
    Wydało się, to jest taka teoria spiskowa: Q jest złym hejterem, więc hejtuje Sitriel z zazdrości, a że nie hejtuje aktualnie recenzowanej to dlatego, że mu ona wisi. A wisi dlatego, że Q jest tak naprawdę tru mhrocznym gothem i nie widzi w sparklących kucyponkach zagrożenia. O.
    (PS Jak pisałam mojej świętej pamięci gównianą mangę, to też była od prawej do lewej. Dopiero potem mnie oświecono, że mangi zachodnie są rysowane normalnie i to dlatego są takie dopiski na stronach mangowych, od której strony czytać).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydało się :<<< Jestem mhrocznym gothem z mrocznym pandowym makijażem i nie widzę zagrożenia w kucyponkach, a jedynie w mrocznych rurkowcach :<<<

      Usuń
  7. Zastanawiające, że tu 'nastoletni truluv' został potraktowany jako 'wytargetowany w młode czytelniczki' - natomiast w przypadku poprzednich recenzowanych pozycji wszelakie rzeczy 'wytargetowane w konkretny target' były nazywane głupimi/ziemniokami/etc. Duża nieobiektywność. Zgaduję, że spowodowana tym, iż Q pisze scenariusz do konkursu Yumegari. Jak zwykle, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm. Raz, nie piszę. Myślałem nad tym, ale zarzuciłem pomysł na rzecz projektu z Kobietą-Ślimak.
      Dwa - do Kotori też pisałem, a jakoś mnie to nie powstrzymało przed tymi wszystkimi ziemniakami.
      Trzy - istnieje różnica pomiędzy historią prostą, nakierowaną na młodszego odbiorcę, a historią po prostu głupią. Fabuły w Basemencie nie uważam za obraźliwą na takiej zasadzie, jak np. niektóre opowiadania w OKI czy OKII. Głównymi zarzutami są tu schematyczność, dość słabe postacie, zaburzona kompozycja. I tak, ja schematyczny, nastolatkowy true lovv oceniam wyżej niż koszmarki w stylu "Kochanka Magii" czy "Mistrza". Zauważ też, że ocena nie jest specjalnie wysoka i naciągają ją głównie projekty teł. Za samą fabułę dałbym jakoś 4, może 4 i 1/2. To poziom "gorszych" opowiadań z OKII.

      BTW - nawet gdybym pisał cokolwiek do tego wydawnictwa, to, o ile dobrze pamiętam, tam jest wymóg podpisywania się własnym nazwiskiem. Ergo wątpię, aby ktokolwiek skojarzył mnie z mało popularnym blogiem z recenzjami.

      Usuń
    2. Moim zdaniem jest różnica w konwencji między produktami przeznaczonymi dla 9-14 latek (WITCH, pierwsze Pottery, serie w duchu Kronik Spiderwick itp.) a yaoi.

      Usuń
    3. Drogi Anonimowy Pierwszy(prawdopodobnie ałtoreczko jednego z tforów recenzowanych przez Q) - recenzja NIE JEST obiektywna z zasady. Porównaj proszę tu: http://arhn.eu/2013/12/czym-jest-recenzja/.

      Po drugie: w obu przypadkach mamy do czynienia z tworami skierowanymi do konkretnego targetu. Basement jest jedynie wtórny, nudnawy i mało wciągający. Nie jest nielogiczny, napisany nieumiejętnie, żenujący, obrzydliwy i szkodliwy. Opowiadania Kotori - nawet jeśli skierowane do konkretnego targetu są nielogiczne, żenujące i szkodliwe. Z tego prostego zestawienia łatwo wyciągnąć wniosek dlaczego Q obie rzeczy ocenił inaczej.

      Usuń
    4. Bez przesady, niektóre opowiadania są dobre :P

      Usuń
    5. Um, nie. Według mnie żadne nie jest dobre. Niektóre są średnie. Niektóre nie są wybitnie szkodliwe. Ale do dobrego to każdemu sporo brakuje. (ale jeśli sugerujesz że są gorsze rzeczy, to tak są. Jedną własnie czytam i wydłubuje sobie oczy)

      Usuń
    6. Um, są. Nie żadne wybitne, ale po prostu zwyczajnie dobre. I warsztatowo i fabularnie.

      Usuń
    7. Są najwyżej przeciętne. Bardzo przeciętne. (będziemy się tak subiektywnymi odczuciami przerzucać? Bo nie dojdziemy do niczego serio.)

      Usuń
    8. Ja mogę, mam za dużo wolnego czasu.

      Usuń
    9. No mnie niespecjalnie się chce, więc sugeruję agree to disagree.;)

      Usuń
    10. Nazywanie kogoś, kto normalnie i kulturalnie wyraził własne zdanie (może ci się to wydać dziwne, jak widzę po powyższej wymianie komciów, ale niektórzy mają i wyrażają własne opinie - inne niż Twoje) "ałotreczką" jest na poziomie mułu i wodorostów. A może i pod. I nie, nie jestem autorem tego komentarza. Ałtorem też nie. Krytyka chyba nie jest niedozwolona?

      Usuń
  8. Zdaje się, że nawet Q, równający yaojce z glebą, uznał parę opek Kotori za dobre. Jakieś konkretne zastrzeżenia? Bo subiektywnie to można stwierdzić podobało się/nie podobało. Warsztat i rozwiązania fabularne akurat da się ocenić podpierając argumentacją.
    Dwa - istnieje target, któremu takie twory się podobają. Nie należysz do niego a próbujesz różnicować gusta nastolatek na "lepsze" (te które lubią historyjki nudne i wtórne) i "gorsze" (te, które lubią historyjki, gdzie jest dwóch panów kochających się >w różnym znaczeniu tego słowa<).
    Trzy - widziałam kilka recek dzieU Michalak, pełnych zachwytu, jakie to genialne, jakie życiowe problemy porusza Bezdomna, itd., 10/10 arcydzieło. Rozumiem, że uważasz, że są to dobre recenzje, skoro są subiektywne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Q nie jest wyrocznią. Chyba, że jest? Q uważasz się za wyrocznię?
      Q wyraził swoją opinię. Ja się z nią niekoniecznie zgadzam. Bywa. Warsztatowo dobrym pisarzem jest dla mnie Gaiman, wybacz ale opeńka Kotori nie wytrzymują porównania. Also wybacz, nie mam teraz nawet tych opowiadań pod ręką, żeby wskazać cytaty i kolejno wymieniać co według mnie było złe. Generalnie były mocno słabe, a ich tematyka nie ma z tą oceną nic wspólnego. Lubię opowiadania o związkach męsko-męskich(dowolnie rozumianych), ale lubię też gdy autor nie łamie podstawowych praw fizyki, nie ignoruje anatomii i nie robi z jednego z partnerów upośledzonego stworzenia zaprogramowanego na to, żeby uprawiać seks ze wszystkim co sie rusza.
      Tak, różnicuję gusta nastolatek na lepsze - te, które nie rajcują się gwałtem jako wyznaniem miłości, oraz gorsze - te dla których gwałt jest uroczy. Nie chodzi o seks/miłość męsko-męską, bo o nastkach które rajcują się zmuszaniem bohatera literackiego do seksu hetero też mam nienajlepsze zdanie. O ich gustach również.*

      No, a czemu miałabym uważać inaczej? To że plotą kompletne bzdury i uważają szkodliwe stereotyopy za cudowne świadczy raczej o nich, nie o mnie. Recenzja jest subiektywna, i jako takie są to recenzje poprawne. To, że ich zawartość swiadczy o ogromnym nieoczytaniu autora to już inna kwestia(nie mówię też o technikaliach, bo najczęściej te opinie koło recenzji niespecjalnie leżały).


      Pomijam to, że fajnie by było wiedzieć do kogo mówię. Mógłbys/mogłabyś się chociaż inicjałem podpisać? Byłoby mi wygodniej, ot po prostu.


      *gwałt jest przykładem. Niestety ostatnio to dość popularny motyw.

      Usuń
    2. *Gaimana uważam za bardzo dobrego pisarza - słowo bardzo mi uciekło. W porównaniu, opka Kotori są poprawne, ale dobrymi ich nie nazwę. Wsio

      Usuń
    3. Ech. Nie wyrażam się za wyrocznię, aczkolwiek dwa opowiadania z OKII uważam za dobre. Tyle.

      Usuń