1.04.2014

Piwniczna recenzja: "Opowiadania Kotori 1"


A niech to Michael Bay całką potrójną per rectum.

Gdyby ta książka ksionrzka miała dwunastnicę, życzyłbym jej, aby się tam zagnieździło stado tęgoryjców ganiających w te i nazad w rytm "My Słowianie", a w żołądku wylęgło się radosne rekinado. Opowiadania Kotori I zepsuły mi święta, zepsuły mi Sylwestra i niech nikt nie sądzi, że się tej abominacji za to nie odwdzięczę.

Ujmijmy sprawę jasno - w tym tomie są twory, oceniając które nagle orientowałem się, iż nie dość, że kończy mi się skala, to jeszcze standardowa recenzja nijak nie pasuje do tego, co niektóre z tych opowiadań sobą reprezentują. Wobec tego przeprowadziłem dwie zmiany. Jedna z nich to dodanie do recek nowej kategorii - ANAL. Większość opowiadań powinno oceniać się na podstawie takich durnot jak fabuła, kreacja bohaterów czy inne takie, Opowiadania Kotori I jednak wyraźnie dają znać, że tu ważne jest coś innego, wobec tego ja to jako recenzent szanuję i będę omawiał rzeczy naprawdę istotne. Druga zmiana to trochę nowe kategorie oceniania, ale... zresztą sami zobaczycie, o co chodzi.

Opowiadania komentuję w kolejności, w jakiej znajdują się one w tomie, ponieważ ustawienie co najmniej połowy z nich w porządku od najgorszego do trochę mniej żenującego mnie po prostu przerasta.

Wybaczcie.

(tak dzisiaj wygląda pisanie recki)



"Ciemność" Malwiny Piotrowskiej // 2/10

Zastanawialiście się kiedyś, czemu w kiepskich opowiadaniach bycie socjopatycznym świrem równa się pieprzeniu?

O, Q - powiecie. - Szybko. Pierwsze zdanie recki i już anal...

Nie, moi drodzy, jeszcze nie. Cierpliwości. Chodzi mi o pieprzenie w przenośni, znaczy, gadanie bzdur, sraczkę słowną przy obstrukcji treści, dziwną składnię, kropkozę i nawpierdalanie bezsensownych środków stylistycznych w ilości wywołującej u przeciętnego człowieka trzęsawicę somalijską. Nie znam się na psychopatach za bardzo, ale kiepskie pisarstwo i wynurzenia durne a pocieszne raczej nie należą do kryteriów diagnostycznych ICD-10.

Przechodząc jednak do treści opcia. Mamy typowego świra z powyższymi objawami mającego obsesję na punkcie randomowego yaoicowego statysty nr 5558. Świr uważa statystę za swojego boga, a swoje religijne uczucia wyraża pieprzeniem na łamach opka i pieprzeniem wspomnianego statysty, po czym przechodzi do dalszego świrowania i jeszcze większej ilości pieprzenia. Na tym można zakończyć, bo opcio nie dość, że krótkie jak świstek z pralni, więc dalsze rozważania na fabuły będą bezsensownym spoilerem, to jeszcze składa się monotonnie ze wspomnianej fuzji pieprzenia grafomańskiego i fizycznego.

Anal: Jak było wspomniane, jest. Połączenie go z mrocznym kiczem nie wyszło na dobre analowi. Kiczowi może i wyszło, bo przynajmniej ma co przyciągać ofiary czytelników.

Uwagi dodatkowe: W opciu prócz bohaterów i stylu pieprzy się też zapis dialogów. Tak, aby było pikantniej.

"Jego portret" Patrycji Miedziun // ziemniak/10

Yup, dobrze czytacie.

ZIEMNIAK.


(Solanum tuberosum, rycina poglądowa)

W zasadzie jeśli opierać się na bohaterach, to bardziej pasowałaby burakocebula, ale niech już kartofel zostanie.

Bohater Burak jest najlepszą dziunią w klubie... eee... popularnym facetem na swojej uczelni. Nikt jednak o tym nie wie, bo to mogłoby zagrozić jego pozycji dziuni maczomena. Z tego też powodu spotyka się z jakąś koleżanką, na randkach z którą zachowuje się jak prawdziwy dżentelmen, tj. komentuje w myślach to, jaka jest paskudna, pusta i że po miesiącu randkowania nie pamięta jej imienia.

Bohater Cebula jest dla odmiany jawnym gejem, co uważa za przejaw swojej indywidualności w szarym tłumie jego kolegów i dowód na to, że jest jednostką specjalnO i wrażliwO. Cebula lovvcia Buraka, co okazuje używając swojej drugiej (i ostatniej) cechy, a mianowicie rysując jego portreciki. Raz podczas rysowania wiatr porywa mu kartkę i - ponieważ jesteśmy w yaoicowym Benzsensolandzie - ponosi ją dokładnie pod nogi Buraka. Burak jest urzeczony tym, że ktoś rysuje jego piękną szczenę i biegnie od razu z wyznaniem miłości do Cebuli, po drodze gubiąc ubranie.

Opowiadanie o płytkich, niesympatycznych bohaterach i ich wziętej z dupy równie płytkiej, nudnej miłostce. Naginanie logiki nie tyle do konwencji, co naginanie konwencji do poziomu, na którym kręgosłup pęka jej z trzaskiem. Dziejące się do tego w jakimś niezidentyfikowanym miejscu (Burak naprawdę nazywa się Diaz, a Cebula - Sasha, jednak trudno umieścić miejsce akcji gdziekolwiek. I nie mówcie mi, że to uniwersalizm, bo uniwersalny to tu jest głównie bezsens).

Anal: nieopisany dosłownie, ale zasugerowany. Bo w końcu co mogą robić uduchowione, wrażliwe, specjalne jednostki po jednym dniu znajomości?

Uwagi dodatkowe: Z tego to by nawet porządna sałatka warzywna nie wyszła.

"Z cukrem czy bez" Eweliny Seweryniak // ziemniak/10

Na blogasiu mieliśmy już - słit gwałty, słit niewolnictwo, słit mafię i polukrowane zdrady małżonków. Można więc zapytać - co jeszcze można przerobić na uroczą, rzygliwą true luvv? I jestem, naprawdę jestem pewien, że nie zgadniecie...

Kucyki Pony z tentaklami zapinające Cthulhu?
Eee... Dobra, chodzi mi o mobbing.

Sukari pracuje u jakiegoś krewnego obywatela Buraka z poprzedniego opowiadania, nazwijmy więc tę postać Burakiem Seniorem. Ulubionym hobby Buraka Sra jest powiększanie sobie mentalne kutasika poprzez pomiatanie Sukarim jak flanelką, wlepianiem mu bezpłatnych nadgodzin za krzywe spojrzenie (bo to yaoicowy Bezsensoland i mu wolno), a także - i to chyba najgorsze - strzelanie kiepskimi elementami komicznymi (niestety, do opka nie dołączono śmiechu z offu, a by się przydał). W pewnej chwili Buraczysko każe Sukariemu iść ze sobą na randkę, gdzie okazuje się, że Sukari leci na Buraka (chociaż przez poprzednią część opowiadania nie sugerowało tego absolutnie nic), mamy anal, koniec.

Jak widać, durne to jak cholera, niesmaczne i cierpi na coś, co nazywam syndromem seksualności trzynastolatki. Tutaj posłużę się cytatem z samego siebie, bo to mój blog i wolno mi takie rzeczy robić, aby wydłużyć reckę:

Nazywam coś takiego “syndromem seksualności trzynastolatki” i takie zagranie wystąpiło w jednej recenzowanej przeze mnie książce ksionrzce. Bohaterom wszystko kojarzy się z seksem, reagują, jakby byli co najmniej ciężko niedopchniętymi nimfomanami, ale jednocześnie w sferze opisów nie ma między nimi ŻADNEJ chemii, ŻADNEGO przyciągania, normalnie jakby autor zapomniał, że to enigmatyczne pragnienie seksu to uczucie, które jest ukierunkowane na konkretną osobę, i TO trzeba opisać, a nie skojarzenia ze szklankami i szok, że mujeju, on mnie dotknął. Właśnie dlatego widać, że to AŁTORZY chcą, aby ich postacie się ze sobą seksiły, a nie BOCHATEROWIE. I właśnie dlatego każdy romans, każdy erotyk z takim podejściem do seksu to po prostu wielka, śmierdząca kupa.
W Z cukrem, czy bez mamy dokładnie taką samą sytuację - bohaterowie mówią, że na sobie lecą, narrator mówi, że na siebie lecą, a prócz tego null, cisza, muchy latają i brzęczą nad trupem urżniętego pociągu seksualnego.

Anal: Jest. Jeśli ktoś chciałby przeczytać kiczowaty opis seksu ludzi, którzy zachowują się, jakby było im obojętne, z kim/czym się sekszą, to ma wspaniałą okazję.

Uwagi dodatkowe: Sukari to podobno w suahili "cukier". W opciu szef nazywa się Irving, rozumiecie, jak taka herbata, hjehje, ale Burak też pasuje. Wychodzi burak cukrowy.


"Blizna" Marty Wiąz // 4/10

Wiktor ma dwa problemy. Jeden polega na tym, że będąc niewinnym gimbusem był porwany i torturowany przez jakiegoś zwyrola (możliwe, że to ten z Ciemności, aczkolwiek sraczki słownej nie stwierdzono). Drugi - nabawił się po tym obsesji na punkcie policjanta, który go z tego piekiełka wyciągnął i teraz go radośnie stalkeruje, to znaczy - łazi i się gapi, oczywiście, do czasu, gdy sytuacja wymusza na nim konfrontację ze stalkerowanym obiektem...

Opowiadanie ze straconym potencjałem. Zaczyna się obiecująco, jednak szybko okazuje się, że spotkanie Wiktor-stalkerowany glina dąży głównie do true lovvu, który jak wiadomo, uzdrawia traumę, hemoroidy, trąd, AIDS i tylko chlamydii nie uzdrawia, a wręcz przeciwnie. Styl - poprawny, realia są i nie przeszkadzają za bardzo. W zakończeniu scena, która mogła być dobra, gdyby została lepiej wyważona i napisana przez kogoś z większymi umiejętnościami oddania psychiki bohaterów.

Anal: Był. Nie wiecie, że buttseks jest dobry na absolutnie wszystko?

"Eksperyment" Aleksandry Kapały // ziemniak/10

Fabułę tego opcia cytowałem na facebooku i naprawdę, jeśli do tego Wam potrzeba jeszcze jakiejkolwiek recenzji, to może pójdźcie gdzieś, gdzie pracuje Kapitan Oczywistość. Dla przypomnienia:

Generalnie historia jest taka, że gdzieś w Polsce znajdują nastolatka, który nic nie pamięta. Co w takiej sytuacji się robi? Ano trzyma się go w szpitalu dwa dni (yup!), a potem szybko wysyła do jakiejś rodziny zastępczej.

No to Michał, znaczy główny bohater, jest sobie w rodzinie zastępczej (chyba rodzinie zastępczej, to mętne), to i tam go wysyłają do szkoły. Tam spotyka swojego trÓ luvvera, Kubę, który zachowuje się jak typowy gimbus-drech, znaczy pokazuje nowemu, kto tu rządzi. Ale! Michał jak się go zdenerwuje, to się zamienia w Hulka (serio), więc wtedy też się zamienia, daje wycisk drechom i potem nic nie pamięta. Kuba ma WTF, ale w końcu uznaje, ze Hulko-Michał wjechał na jego mięskoźć i postanawia mu, jak typowy drechol, w zamian rozwalić chałupę w nocy! Lecz! Tej nocy do Michała przychodzi zły Doktór Menele, porywa go i okazuje się, że Michał jest eksperymentem złego Menele i to dlatego się hulkuje. Aby się nie hulkował trzeba mu założyć coś srebrnego. W każdym razie, Kuba jest świadkiem takiej scenki, gdzie Menele łapie Michała, unieruchamia i gwałci. Co robi? Hm. Nic, ale od tej pory uznaje, że Michał jest dobrym kandydatem na tró luvvera.

Potem mamy kilka stron scenek rodzajowych z nastoletniego tró luvvu Michała i Kuby - na tego pierwszego gwaUty analne w ogóle nie wpływają, na tego drugiego nie wpływają ani gwałty, ani to, że jego wybranek się hulkuje, za to charakter mu się zmienia o 180* i teraz jest puchatym króliczkiem.

Później znowu atakuje Doktór Menele, ale tym razem Kuba jest w pobliżu, więc zdejmuje Michałowi srebrne kajdanki, Hulko-Michał wyrywa Doktórowi serce z piersi (dosłownie, przez mostek) i jest hapiend.

Anal: Jest, w wykonaniu Doktóra Menele. Miejcie w pogotowiu mikser.

Uwagi dodatkowe: KTO TO PRZECZYTAŁ I POMYŚLAŁ, ŻE JEST GODNE WYDANIA, NO JA SIĘ PYTAM...

"Kambion" Narcyza Merdasińskiego // 4,5/10

To jedno z tych opowiadań, które przeczytałem, odłożyłem na chwilę, przetrawiłem, pomyślałem, dałem jeszcze dwóm osobom do przeczytania i porównałem refluksje refleksje i dopiero po tym postanowiłem je w końcu ocenić.

W skrócie największym - Kambion opowiada o wesołych przygodach głównego bohatera, a zarazem narratora w psychiatryku, gdzie spotyka wspomnianego Kambiona i dalej mamy...  zresztą, zgadnijcie:

a. anal

b. psychodeliczne rozważania

c. dużo elementów komicznych

Wybieramy "a" jak anal - opowiadają czytelnicy, albowiem nie są głupi.

Kambion w zasadzie cierpi na dwie zasadnicze wady. Pierwsza z nich polega na tym, że te wszystkie dziwno-psychodeliczne rozważania bohatera w psychuszce bardziej pasują do kogoś porządnie naćpanego, niż do klimatu takiej placówki. Druga - świat poza psychiatrykiem wydaje się w sumie jeszcze bardziej dziwny niż to, co się w nim dzieje. W rezultacie miałem ciągłe wrażenie, że czytam opowiadanie, w którym autorowi wyszło niekoniecznie to, co miało wyjść.

Ludzie, którym dałem to opcio do przeczytania uważali je albo za skrajnie dobre, albo skrajnie złe, dla mnie nie jest ni takie, ni takie.

Anal: serio musicie pytać?

Uwagi dodatkowe: dziękuję szanownemu Cateringowi za wsparcie psychiczne.

"Ostrożnie!" Adrianny Musialik // ziemniak/10

Serran (l. 16) ma dwa problemy. Pierwszy - umarła mu babcia. Drugi - jest bohaterem yaoia, co sprawia, że obligatoryjnie musi zabujać się w pierwszym osobniku płci tej samej, którego spotka na swojej drodze. A nie, trzy problemy. Umarła mu babcia, jest bohaterem yaoia, autorka każe mu pierdolić do ledwo znanego chłopaka kiczocoelhizmy typu "gdy żelazko się nagrzeje to jest gorące" i mieszka w świecie, gdzie Polskę zastąpił wspomniany wyżej Bezsensoland...

Zaraz, z tego wynika, że cztery problemy...

Nieważne.

W każdym razie - opcio durne, napisane stylem rodem z <i>Kochanka Magii</i>, włącznie ze wszystkimi "szarookimi", "kruczowłosymi" i innymi durnymi zastępstwami dla podmiotu, harlekinowate strasznie, absolutnie niestrawne. Jeden bohater spotyka drugiego i mamy truelovv opartą na wzajemnym prześciganiu się w przemyśleniach płytkich i oderwanych od rzeczywistości niczym psychika tychże postaci. Błędów merytorycznych nawalone niczym trawnik psimi kupami w Dniu Świra, jak chociażby przytoczony na facebooku fragment o tym, że jeden bohater poznaje, że drugi ma przebity język po tym, jak zostaje przez niego polizany. Dodatkowo umiejscowienie fabuły sugeruje mocno Polskę, imiona sugerują Fantastyczny Neverland Klasy Z nr 10294, fabuła już nawet nic nie sugeruję, tylko "Error 502: Bad Gateway. Proszę się wycofać do lepszego opowiadania".

Anal: za cholerę nie pamiętam, nie każcie mi sprawdzać, proszę, dam Wam za to tylu Hugh Jackmanów, ilu tylko chcecie...

Uwagi dodatkowe: osoba, która przepuściła zdanie "spojrzał na niego z pozycji wygranego", "herbatę o zapachu syntetycznych malin", "epizodyczną pamięć krótkotrwałą" oraz wspomnianych "szarookich" ma mi korektorować opowiadanie. Tak w ramach ciekawostki przyrodniczej.

"Not alone" Akiry

KUPA
Tak, dobrze czytacie.

KUPA.

Opowiadanie po przeczytaniu którego poczułem imperatyw wyrżnięcia go z książki i pochwalenia się znajomym tym dziełem. Zawierający tyle złych klisz, że całość wydaje się kontenerem na odpadki całej literatury świata, z bohaterami tak koszmarnymi, że cała nienawiść fanów Gry o Tron do Joffa Baratheona nie może się równać z tym, co czuję do głównego bohatera. Tak okropne, że człowiek ma ochotę przesłać to do wszystkich instytutów prowadzących badania nad literaturą, aby z samych kartek wydestylowali eter złej literatury, którym polanie kogokolwiek zamieniłoby go w najgorszego sortu grafomana...

No dobra, to ostatnie już się wydarzyło. Jakoś przecież musiała powstać AłtorKasia, nie?
Ej, bez pocisków personalnych, Q.
Przepraszam no. Obiecuję wybatożyć się za to książkami TCD.

Khem. Przytoczmy fabułę opka. Główny bohater, Jiro jest dwudziestodwuletnim Japończykiem o rudych włosach i zielonych oczach, czy, jak nas informuje narrator, "rudych włoskach i zielonkawych oczkach". Jiro prócz włosków, oczków, twarzyczki i serduszka charakteryzuje się głównie upośledzeniem umysłowym i tym, że w ciągu dość krótkiego opowiadania ryczał bez powodu niemalże czterdzieści razy. Jiro-chan chodzi na uniwersytet w Nowym Jorku, do klasy F, i na tymże jakże dobrze oddanym uniwerku spotyka Josha, swoją trólovv. Niestety, Josh jest facetem z drużyny, a to, jak wiemy ze wszystkich Hajskjulów Mjuzikalów oznacza tępego buca myślącego tylko o jednym. Akurat w jaojcu to nie jest żadna wada, w końcu nie takich Buraków już mieliśmy, ale okazuje się, że Josh nie seksi się z dziewicami, wobec czego Jiro wynajmuje na jakiejś stronie internetowej faceta, który ma mu pomóc uwieść Josha. Prosi go też o rozdziewiczenie, ponieważ...

Dobra, darujmy sobie. Opowiadanie jest po prostu durne jak cholera i lekko obrzydliwe, głównie dlatego, że sądząc po zachowaniu Jiro nie dałbym mu więcej lat niż pięć i upośledzenie umiarkowane, a jednak autor upiera się, aby walnąć scenę anala z nim w roli głównej. Autorze, nie sądzę, abyś to czytał, ale na wypadek, gdyby jednak tak było, mam jedną, prostą wiadomość:

LUDZIE, KTÓRZY CHCĄ CZYTAĆ O SEKSIE Z UPOŚLEDZONYMI PIĘCIOLATKAMI SĄ MOCNO PIEPRZNIĘCI, WIĘC BYŁOBY DOBRZE, ABYŚ TAK PRZYCIĄŁ SWOJE ZAPĘDY LITERACKIE, ABY CZYTELNIKOM NIE EKSPLODOWAŁ W TRAKCIE OBRZYDLIWOMETR.

Dziękuję.

"Uczynię cię szczęśliwym" Aleksandry Kowalskiej // 2/10

Narrator omawianego opcia jechał sobie spokojnie pociągiem, gdy nagle na głowę spadł mu Imperatyw. Bohater nagle zrozumiał: Tak! Jestem w jaoju, muszę zakochać się w randomowym facecie, iść za nim penis wie po co i odwalić standardowego analka najdalej na dziesiątej stronie!

No to polazł i o tym jest opko.
Jeśli mam doprecyzować, mamy tam jeszcze jakąś narkomanię, ale nie to jest ważne. Jeśli chcecie dokładny opis wszystkich wad, weźcie Kociaka z Opowiadań Kotori II, troszkę przemeblujcie fabułę i bohaterów, zmieńcie zakończenie i będziecie mieć to samo.
Anal: był, ponieważ niewykonanie rozkazu Imperatywu grozi śmiercią i powikłaniami
Uwagi dodatkowe: w zasadzie brak

"Kyou mo arigatou" Aleksandry Małeckiej - 3/10

Świetny przykład, jak zabić pomysł z potencjałem.

Hayato ma bardzo realistyczny sen, w którym podczas gdy on wyjeżdża pracować w Tokio, jego ukochany umiera. Budzi się i tego samego dnia dostaje propozycje tejże pracy, a w swoich notatkach odkrywa zapiski sugerujące, że już raz przeżył przyszły miesiąc. Z czego wynikają dwa wnioski - cofnął się w czasie i niedługo będzie naprawdę nieciekawie.

Opowiadanie można było poprowadzić na kilka ciekawych sposobów, niestety, głownie otrzymujemy dość tandetne opisy słodkiego lovvciania, angstu i niezdecydowania. Hayato nie robi niczego konkretnego, aby zapobiec śmierci swojego kochanka, jego przemyślenia są dość tandetno-angstowe, końcówka trąci kiczem. Trudno współczuć mu w obliczu tak papierowego romansu i tekturowego ukochanego.

W końcu tektura nawet jak ginie, to można ją zrecyklingować, nie?

Anal: Nie ma. Jest miUość. No dobrze, analna :>

Uwagi dodatkowe: RIP pomyśle [*]

"Mój mały braciszek" Jagody Hajzner // 6,5/10

Nie mam zielonego pojęcia, co opowiadanie robi w tym zbiorze. Mam wrażenie, że zostało ono przeklejone z dużo lepszej antologii.

Opowiadanko czyta się przyjemnie, płynnie i bez większych potknięć, bohaterowie są ciekawi, sama historia, chociaż bez fajerwerków, nie usypia, nie powoduje też odruchu przeskakiwania tekstu. Dodatkowo nie ma w niej tego, co zalało mnie w innych opowiadaniach: kiczowatej miUości w połączeniu ze skupieniem się głównie na seksie i łzawych wyznaniach. Jedyne opowiadanie ze zbioru, które mogę z czystym sumieniem polecić.

Anal: brak, hjehje

Uwagi dodatkowe: w opciu mamy polskie realia będące polskimi realiami, czego się zupełnie nie spodziewałem.

"Cztery kłamstwa i pół" Joanny Kowalskiej // 3,5/10

Czytaliście kiedyś opowiadania, z których po przewróceniu ostatniej strony zupełnie nic nie pamiętaliście? Ja tak miałem z "Czterema kłamstwami...". Dwa i pół raza. Czytałem to opowiadanie cholernych dwa i pół raza i za każdym czułem się, jakby jakiś pieprzony agent J przed chwilą podstawił mi migające dildo pod nos i skasował wspomnienia. Co więcej - podsunąłem opcio kolejnej osobie i ta po zapytaniu, o czym to, do cholery, było, odpowiedziała, że pamięta, iż dwóch chłopaków miało seksy w szkolnej szatni. Tyle. Null. Nada. Blok tekstu tak ciężki, tak bardzo niestrawny, że czytanie go było torturą.

Próbując jednak chociaż trochę nakreślić fabułę: jest sobie Rafał i jest sobie Grzesiek. Grzesiek na przerwie proponuje Rafałowi, aby się z nim pieprzył, a Rafał się zgadza, bo imperatyw, więc do niego przychodzi i...

Dobra, to autorka próbowała jakoś uzasadnić, ale ujmijmy to prostu - imperatywu się nie uzasadnia, bo a. po co, b. i tak nie wychodzi, więc wracamy do a.

Główna wada tego opowiadania - jest tak kosmicznie, niewyobrażalnie nudne, że trudno przez nie przebrnąć. I tak, wiem, to bardzo subiektywne, kłopot w tym, że niemalże do każdego wątku trzeba się dokopywać przez stertę zupełnie zbędnych dialogów, opisów Mikołowa na tyle drobiazgowych, że dezorientujących ludzi, którzy po raz pierwszy w ogóle słyszeli o tym mieście oraz tego, że wszystko jest opisane w sposób po prostu mdły.

Anal: możliwe, że agent J wymazał. W każdym razie są robótki ręczne.

Dodatkowe uwagi: może się spodobać ludziom z Mikołowa.

"Wilk w owczym stadzie" Katarzyny Nagisy // 5/10

Jedyne fantasy w zbiorze. Mamy smoki i ludzi. Ludzie są źli, ponieważ w takich opowiadaniach ludzie są zawsze źli (patrz: "Avatar", "Intruz" i miliard innych przykładów). Smoki są okej, bo są smokami, a to epickie z założenia. W każdym razie, źli ludzie wybijają dobre smoki, prócz jednego smoczątka, które sobie zatrzymują, aby mieć czym szpanować gąskom zdobywać szacun na dzielni imponować innym ludziom za golda. Smoczątko, oczywiście, kiedyś się buntuje, trafia na swoich i każdy wie, jak to się ma potoczyć.

Bardzo wtórnie, trochę sztampowo, czasami trącące patosem, ale ogólnie zgrabnie napisane opowiadanie, z wątkiem gejowskim którego w zasadzie mogłoby nie być. Było, ale można przeczytać jeszcze raz... no dobrze, można byłoby, gdyby nie błędasy merytoryczne i to, że opowiadanie ma nie tyle zakończenie otwarte, co zakończenie urwane z dupy. Innymi słowy, jest średnio.

Informacje dodatkowe: nawet nie chce mi się ich wymyślać

"Uwodzenie" Malwiny Piotrowskiej // 2,5/10

Opowiadanie autorki Ciemności z samego początku zbioru, tym razem pisane z punktu widzenia "boga". Przewińcie, proszę, reckę do góry, przeczytajcie kawałek o Ciemności, skupiając się na fragmentach o pieprzeniu i sraczce stylistycznej, i macie reckę Uwodzenia.

Jak widzicie, po uśrednieniu ocena tomu wynosi jakieś 2/10 plus frytki posypane kupą, czy nie jest, tak jakby, najlepiej. W zasadzie, to w ogóle nie jest dobrze, bo na te wszystkie opowiadania półtora nadaje się do publikacji, a ze trzy są radioaktywne, wypalają oczy i sprawiają, że macie ochotę wbić sobie widelec do mózgu. Jeśli drugi tom Opowiadań Kotori był kiepski i przez cały czas wrzeszczałem coś o korekcie i redakcji, to to, co mamy tutaj, to pod względem technicznym jest dno, dno i ciała poległych recenzentów przysypane kilometrami mułu. Większość opowiadań jest po prostu durna, niektóre są obraźliwe, niezamierzenie pojawiają się wątki zdeczka obrzydliwe. Treścią przewodnią zbioru jest męsko-męski anal i kilo kiczu, a sądząc po tym, że czytałem jedno opowiadanie, które zostało odrzucone, a było jakieś miliard razy lepsze od takiego "Not alone", tak po prostu miało być. Naprawdę nie wiem, komu mogło przyjść do głowy, że akurat te opcia powinny zostać wydrukowane. W książce. Tfu. Ksionrzce.

I wydaje mi się, że te obrazeczki to właśnie jest doskonałe podsumowanie tej książki.
(A i jeszcze od Kiciputka - ilustratorka podpisująca się jako Lau powinna bardzo uważnie przestudiować ludzką anatomię, ponieważ jej dzieła niewiele mają z nią wspólnego. Ja osobiście mogę od razu dać hinta na początek: faceci nie powinni posiadać cycków.)



*

1. Recki Opowiadań Kotori III nie będzie.

2. Czuję się, jakby po mózgu przejechał mi co najmniej czołg, proszę więc, abyście pod notką powrzucali zdjęcia ładnych panów.

3. Podziękowałbym Anonimowej Czytelniczce za przesłanie ksionrzki, ale w końcu nie wiem, czy to przypadkiem nie była próba skrytobójstwa... dobra, i tak dziękuję :>

38 komentarzy:

  1. a) Nie jestem pewna czy nie wypali Ci jednak oczu, Q, ale ja ostatnio lubię sobie popatrzeć na tego pana, więc się dziele. O.

    http://www.documentingreality.com/forum/attachments/f185/329067d1326054345-luke-evans-luke-evans-5.jpg

    b) tak bardzo, bardzo Cię podziwiam, bo mi witki wzięły i opadły już po samych opisach i próbce Sam-Wiesz-Czego.

    c) Tak bardzo smutam z powodu braku recki Kotori III. Bardzo.



    Ps: zdjecia inaczej niz linkiem nie chciało przyjąć, smuteczek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pan całkiem ładniutki i bardzo nie rurkowiec :)

      Usuń
    2. To łap jeszcze jednego:
      http://www.squarehippies.com/images/actors/viggo_mortensen/viggo_mortensen7.jpg

      Acz stanowczo nie polecam szukania aktualniejszych zdjęć tego pana. Bardzo nie polecam.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. Pewnie wszystko, co piszesz o "Opowiadaniach Kotori" to święta prawda. Przyznam jednak, że twoje recenzje też czyta mi się bardzo ciężko. Część komentarzy jest naprawdę merytoryczna i sensowna, ale zbyt często przerywana przez potok wlgaryzmów, fejspalmów i innych wyrazów uczuć (ja rozumiem od czasu do czasu, ale dlaczego cały czas ;.;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, niestety taki styl, chociaż zauważ, że przekleństwa są zwykle przy tych gorszych. Na lepsze nie przeklinam. Niestety, moje recki z założenia miały być mocno... emocjonalne i wiem, że nie każdemu to pasuje.

      Usuń
    2. Och, całe szczęście, że są emocjonalne. Te wszystkie barwne opisy przeżyć są tym dlaczego je czytam.

      Usuń
  3. Nawet ten zimniok na obrazku jakiś taki smutny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wręcz czułam Twój przejmujący ból, czytając te recenzje. Zawsze mi się wydawało, że słaba literatu... ekhem, słabe pisadło, jest całkiem fajne ot, dla pośmiania się, odmóżdżenia (odmóżdżenia, o!, naiwna ja...), masochistyczną, zdaje się, przyjemność, sprawia mi czytanie - od czasu do czasu - jakichś bzdur, w których co rusz można znaleźć jakiś absurd, że kiszki skręca ze śmiechu. Ale, cholercia, są jednak pewne granice. Także za frytki z kupą chyba bym serdecznie podziękowała, nawet jeśli ktoś gorliwie by mnie zapewniał, że jak szybko przełknę, to nawet tej kupy nie poczuję.

    Osobiście muszę przyznać, podziwiam, że przebrnąłeś, Q, przez całe to bagno i jeszcze zdołałeś napisać recenzję, bo wygląda mi, że to niesamowity wyczyn, wymagający ogromnego wysiłku psychicznego. Toteż dla ulżenia nieco Twojej zmaltretowanej ksionrzkom psychice parę zdjęć ładnego pana (doesn't matter he's not shirtless, still hot):

    http://i7.photobucket.com/albums/y276/unicorngirl_kathy/album1/guy-pearce.jpg
    http://image.hotdog.hu/user/Angelinna/magazin/600full-guy-pearce.jpg
    http://iv1.lisimg.com/image/490112/600full-guy-pearce.jpg
    http://i.dailymail.co.uk/i/pix/2008/07/29/article-1039535-020BECCA00000578-292_634x797.jpg

    Reflektujesz może na gifki z ładnymi panami? Tego Ci zawsze dostatek ;).

    Pozdrawiam cieplutko ;)

    ~ Frigga

    OdpowiedzUsuń
  5. Nadal płakam z powodu braku recki OK3 :< To naprawdę tragiczne. Co do reszty recenzji - zgadzam się w całości. Zresztą, sama Ci pisałam, że jedyne strawne opowiadanie, to "Mój mały braciszek", a "Bliznę" i "Wilka..." da się przełknąć. I mniej więcej Twoje oceny dokładnie to oddają. Za to zupełnie nie rozumiem oceny Kupa xD Ja się przy Kupie dobrze bawiłam po wyłączeniu musku i pomijając wszystkie błędy merytoryczne, nieznajomości uczelni, rozkładu NY, błędnych zapisów, płakania i... w sumie całego opowiadania :> A Kambion też Ci mówiłam - dla mnie nijaki, a wszyscy, którzy to czytali ze "znajomych" mówili, że cudowne, och, ach. Nadal mnie to dziwi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może twierdzili, że cudowne dlatego, że każdy ma prawo do własnego zdania? Zresztą cała ta "recenzja" też jest tylko rozemocjonowanym wyrazem własnej opinii pana Q. i ja na przykład nie rozumiem traktowania wszystkiego, co napisał, jak Jedynej i Świętej Prawdy płynącej z ust Boga Internetów.
      Chociaż zapewne ego pana Q. to bardzo cieszy.

      Usuń
    2. 1. Pokaż mi recenzję, która nie jest wyrazem własnej opinii.
      2. Jak ktoś chce, może sobie wyrobić własne zdanie, np. poprzez samodzielne przeczytanie opciów.
      3. Tytuł prezydenta mi całkiem wystarczy, dziękuję bardzo.

      Usuń
    3. Ależ ja Ci nie bronię wyrażać w recenzji własnej opinii. Dziwię się tylko ludziom, którzy tak bezkrytycznie w nią wierzą. I też jak najbardziej uważam, że najlepiej przeczytać samemu, bo za wiele się z recki nie wyciągnie.

      Usuń
    4. Anonimowy, ja akurat przeczytałam wszystkie te opowiadania, zanim Q miał książkę i nawet mówiłam mu co sądzę o zbiorku, zanim się zabrał za recenzję, także... To nie tak, że bezkrytycznie wierzę w to, co Litera pisze. I sądzę, że wiele osób tak ma.

      Usuń
    5. A, a w momencie, gdy opowiadanie wcale nie jest tak cudowne, to naprawdę może dziwić, że nie ma choć jednej osoby, która miałaby negatywny stosunek do niego.

      Usuń
    6. Jak rozumiem, pytałaś o to wszystkich, którzy kiedykolwiek przeczytali ten zbiór? Ja jakoś nie uważam "Kambiona" za cudowny, był niezły, ale bez wielkich zachwytów.
      I może rzeczywiście, błędem było umieszczanie komentarza akurat pod Twoim, bo Ty przynajmniej przeczytałaś książkę i masz prawo zgadzać się bądź nie ze zdaniem Q. Niestety większość komentujących nigdy nie miało i nie będzie mieć jej w rękach, co jakoś nie przeszkadza im po niej jeździć, ponieważ ślepo wierzą w to, co zostało napisane w recenzji. Smutne to trochę, jak łatwo można manipulować tłumem i wcikać mu wszystko, co się zechce...

      Usuń
    7. Przykro mi, anonimowy, ale tak trochę uważam, że narzekanie na to, że czytelnicy wierzą recenzentowi to trochę jak zima co roku zaskakująca drogowców.

      Jednym z celem recenzji jest zachęcenie (lub zniechęcenie) czytelników do sięgnięcia po daną pozycję. Siłą rzeczy więc większość targetu stanowią osoby, które a. nie czytały danej pozycji, b. chociaż trochę wierzą recenzentowi, że zna się na rzeczy.

      Straszna manipulacja, naprawdę.

      Usuń
    8. Może niektórzy za bardzo wierzą, że się zna na rzeczy. A może ja się nie znam, przecież jestem tylko głupim anonimem, co moje słowo znaczy przeciw słowom Wielkiego Q.
      Proszę o wybaczenie wywołania tej dyskusji. Pławcie się dalej w swoim uwielbieniu i samozachwycie, w swoich gładkich, pięknie dobranych słówkach. W sumie co mi do tego.

      Usuń
    9. Dla mnie pisanie recek to dziwny sposób na pławienie się w samozachwycie, ale rozumiem, że szanowny anonim jest hipsterem, albowiem inni się pławią i durnie wierzą Wielkiemu Q, a on jeden Ma Własne Zdanie, niepodważone przez Straszną Blogaskową Manipulację i Pranie Mózgu. Bywa.

      Usuń
    10. Szkoda, że nie jeden anonim ma takie zdanie. Bo wbrew zdaniu Wielkiego Q. nie jest hipsterem i gdyby był jeden, to by się nie wychylał, bo by myślał, że może jest za głupi na mądre i wyrafinowane recenzje Prezydenta Internetów.
      Ale rozumiem, że Wielki Q. woli myśleć, że tylko jeden, bo tak bardzo nie lubi, jak ktoś się z nim nie zgadza. Też bywa.

      Usuń
    11. Och, tu już było sporo ludzi, którzy się nie zgadzali, ale tak się składa, że tylko Ty jeden w związku z tym uważasz, że cała reszta, co się zgadza, przeszła blogaskomanipulację.

      Usuń
  6. Recka zacna, panie Q, ale "Sukari pracuje u jakiegoś krewnego obywatela Buraka z poprzedniego opowiadania, nazwijmy więc postać Burakiem Seniorem." chyba tę postać.

    OdpowiedzUsuń
  7. a) Jak by nie patrzeć, kupa jest naturalnym następstwem ziemniaka.
    b) Jestem świeżo po Hobbicie, więc będzie taki pan:
    http://1.fwcdn.pl/ph/65/81/136581/281593.1.jpg
    I taki: http://tmifandom.files.wordpress.com/2012/07/aidan-turner.jpg
    c) Przyznam, że Kupy nie miałam nawet siły skomentować by mail. Ale nie da się ukryć, że skoro wzrost poziomu od OKI do OKII był tak duży, to OKIII może być nawet całkiem sensownym zbiorem. No i skoro sam Prezydent wysłał tam swoje opko, to OKIII dostaje +1000 di zajebistości.
    d) Przesyłam dużo mieUożdzi za reckę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobry ziemniak zawsze spoko. :* Niechciałabym zapoznać się bliżej z żadnym z tych opowiadań, wierzę ci na słowo, iż niewarto. Myślałby kto, że aby opublikować opcio trzeba mieć jako takie umiejętnoścí pisarskie i przemyślaną historię. No widać nie w yaoicu. Tu wystarczy buttseks. Ubolewam nad brakiem recenzji kolejnej antologii, ale cóż, mam nadzieję, że opko, które im przesłałeś jest kwikaśne.

    OdpowiedzUsuń
  9. "czy nie jest, tak jakby, najlepiej" -> chyba miało być "czyli"? A tak ogólnie to piękna recenzja, doceniam włożony w nią trud :) czekam na następną i chociaż w trosce o Twoje nadszarpnięte zdrowie psychiczne może dobrze by było, żeby tym razem była to recenzja jakiejś w miarę dobrej książki, ale obawiam się, że wtedy nie będzie tak zabawnie....

    OdpowiedzUsuń
  10. Recenzent uczepił się tego "odrzucone opowiadanie przez Kotori" i sugeruje, że wydawnictwo nie przyjęło tekstu bo było za słabe.A nikt nigdzie tego nie napisał i nie powiedział. Opowiadanie jest ciekawe, a do antologii nie dostało się tylko dlatego, że brakowało w nim wątków homoseksualnych. A to jest niezbędne aby tekst znalazł się w książce. Z pośród dwóch opowiadań autorki, zdecydowano się wybrać "Bliznę", bo tam relacje między facetami są jasne. To drugie może i jest "miliard razy (?? czyli dostaje 10 punktów, czy jak?) lepsze od "alone...", ale nie zmienia to faktu, że zdaniem jury: nie jest pewnym, czy można mówić chociażby o shounen-ai". Taka sytuacja drogi recenzencie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja nie pracuję w wydawnictwach, ale gdybym miał do wyboru publikowanie kupy i publikowanie opowiadania, w którym "nie jest się pewnym, czy można mówić chociażby o cośtam", to bym wysłał te lepsze opko do autora z zaleceniami redakcji, aby przerobił tak, aby wątek był uwypuklony.

      BTW - może ja jestem dziwny, ale jak dla mnie w opciu jest dwóch całujących się facetów, to tam widzę wątek gejowski. Ale może wątek gejowski to coś innego niż "shonen-ai" (gdybym miał tłumaczyć to wyrażenie na podstawie przykładów omówionych powyżej, stawiałbym na znaczenie "kiczowaty trueluvv z udziałem dwóch gimbazjalistów").
      A matematyka nas uczy, że bardzo mała wartość pomnożona przez miliard raczej nie daje wielkiej liczby. Jeśli kogoś to interesuje, bo tamtemu opowiadaniu dałbym coś w okolicach pięciu, co nadal oznacza, że w takim przypadku byłoby jednym z trzech najlepszych opciów w zbiorze.

      Usuń
    2. Gdybym była pracowniczką jakiegoś wydawnictwa to pewnie zrobiłabym tak samo jak ty, Q, ale Kotori to trochę inna sprawa... Oni wbrew pozorom doskonale wiedzą, co robią. Mają określoną grupę odbiorców, a ta grupa trochę oczekuje takiego kiczowatego boys love. Co zresztą również tłumaczy obrazki - większość czytelniczek Kotori, wydawnictwa głównie mangowego to przecież dziewczęta z fandom m&a zdecydowanie nie przedkładające androgeniczną urodę nad męskie klaty.

      Usuń
  11. Za sprawą perwersyjnego paradoksu poczułem się zachęcony do przeczytania. Zwłaszcza opko z doktorem Menele (<3) zapowiada się "ciekawie".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Not alone" mogę podesłać, z innymi będzie problem.

      Usuń
  12. Nie wiem, czy lubisz, czy nie, whatever, poprosiłeś panów, więc masz

    http://nd03.jxs.cz/870/600/b821117e3d_63927867_o2.jpg

    Co do recki - poddałam się w pewnym momencie, bo wydaje mi się, że moja klawiatura by tego nie przeżyła. Moje czoło też nie. Zastanawiam się nad zgłoszeniem się kiedyś do tego zbioru, może mnie jeszcze okrzykną jakimś superutalentowanym człowiekiem i zostanę sławna, kto wie. Jednak to, co tu przeczytałam... Za dużo jak na moją biedną głowę.
    Dlatego zostawiam cię jeszcze tylko z chamską reklamą, a co, napisałam recenzję opeczka o siatkarzach by hot 13, jeśli chcesz, to wpadnij.
    mala-wredna-dziewczynka.blogspot.com

    Mała, Wredna Dziewczynka

    OdpowiedzUsuń
  13. Hmm... muszę to przeczytać. OK, nie przepadam za wątkami homoseksualnymi, zwłaszcza kiepsko napisanymi, ale... ale muszę! A dlaczego? Bo miałam strasznie głupie coś na takie opowiadanko. I muszę się upewnić. Muszę się upewnić, że można wymyślić coś gorszego!
    Wiesz, czy można gdzieś te opowiadania ściągnąć? Nie chcę ryzykować, że mnie ktoś z tym zobaczy...
    A tak właściwie, to bardzo mi się ta recka spodobała. Wprawdzie kiedy pojawił się ziemniak i przeczytałam te kilka zdań pod nim, to zaczęłam się zastanawiać: Co Ci ten ziemniak takiego zrobił?
    Pozdrawiam, Agnes

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, książki ściągnąć nie można, kupić trzeba...

      Usuń
    2. Ehh... to sobie chyba nie przeczytam... chociaż w sumie znam taką jedną małą księgarnię, w której ta książka powinna być. No i nikt znajomy tam nie chodzi.

      Usuń
    3. Wystarczy, że zamówisz sobie w sklepie internetowym:
      http://mangastore.pl/opowiadania-kotori-01-p-3.html

      Usuń
  14. Podejrzanie wysoka ta średnia...

    OdpowiedzUsuń
  15. http://iamnoisy.com/wp-content/uploads/2008/10/johnny-depp-hot-and-sexy-photos.jpg

    http://twojanuta.pl/public/upload_images/normal/jH4iXqmrsW.jpg

    OdpowiedzUsuń