11.11.2013

Piwniczna recenzja: "Opowiadania Kotori 2" - część pierwsza


Dzisiejsza recenzja jest trochę inna niż zwykle.

Po pierwsze - recenzent nie ma odciśniętej klawiatury na czole, jak to zdarzało się przy poprzednich.

Po drugie - recenzować będę antologię, a to wymaga pewnej zmiany formy. Zdecydowałem się po prostu omawiać opowiadania w kierunku od najgorszego, kierując się w stronę światła. Każdy tekst dostanie osobną ocenę w skali od jednego do dziesięciu, a sam tom podsumuję na koniec. Recenzja będzie miała dwie części, z powodów głównie organizacyjnych.




W ramach informacji wstępnych - Opowiadania Kotori 2 jest drugą z serii antologii wydawnictwa Kotori, zajmującego się głównie tłumaczeniem mang yaoi (których na tym blogu nie ujrzycie, albowiem trauma po Czarnej Walkirii żyje i ma się dobrze, dziękuję). Na stronie wydawnictwa widnieje informacja, iż tematem przewodnim jest boys love, czyli z angielskiego opko o gejach z dużą liczbą buttseksów i małą dawką redakcji (tłumaczenie własne).

Opowiadań w antologii jest czternaście plus komiks na końcu, którego recenzować nie będę, a o którym jedynie wspomnę w podsumowaniu.

Cóż, zacznijmy więc od samych zamieszkałych przez rurkowce głębin oceanu, gdzie mieszka także...

Kociak Pauliny "Velveten" Kapusty // 3/10

Zróbmy to tak: macie trzy sekundy, aby wymyślić najbardziej banalną i pozbawioną fabuły historyjkę miłosno-erotyczną, jaka Wam przyjdzie do głowy. Nie, stop. W trzy sekundy wyjdzie zbyt skomplikowana. Półtorej sekundy. Pomyśleliście? No cóż, to jest fabuła Kociaka.

Pierwszą zasadą recenzji jest niespojlerowanie, ale umówmy się szczerze - to, co teraz napiszę, będzie takim spojlerem, jak wspomnienie, że w dowolnym slasherze ktoś ginie. Innymi słowy, fabuła tego opowiadania przebiega następująco: yaoiowy schemat nr 1294 o imieniu Juliusz spotyka yaoiowy schemat nr 2034, posiadający trochę cech kota, bo kotki są słit, mruczą i to zapewne oznacza, że chcemy zobaczyć sceny seksu z kotoludźmi...

...znaczy, nie chcemy, ale wielu chce, dlatego to schemat. Kotoludź, jak wynika ze schematu, zachowuje się jak upośledzony ośmiolatek i dużo ględzi, więc Juliusz uznaje, że to hot, mamy seksy, koniec opowiadania.

Wiem, że wielu się ze mną nie zgodzi, bo większość ludzi, z którymi rozmawiałem na ten temat ma własne typy najgorszych opowiadań w tym tomie, które znacznie różnią się od moich, jednak skłonny jestem upierać się, że to Kociak jest najgorszy. Fabuła jest banalna i to nie w sposób przyjemny i sympatyczny, a raczej wtórny i nudny. Bohaterowie są żywcem przerżnięci z jakiejś mangi yaoi klasy Zabij To Zanim Wypali Mi Mózg, tytułowy kociak ma typowe dla podobnych produkcji objawy lobotomii. Obowiązkowo pojawia się scena seksu, opisana tak, że zacząłem się żywo interesować zadrapaniami na biurku. Styl jest poprawny, jedna jedyna scena z udziałem kasjerki zasługuję na uwagę.
 
Innymi słowy - omijać.

(kotki. właśnie ich potrzeba, aby scena buttseksu wyglądała dostatecznie true)

Gdzieś tam Majanny // 3/10

Jak powszechnie wiadomo, jestem literką naiwną.

Naprawdę. Wyobraźcie sobie, że biorąc do ręki książkę zatytułowaną OPOWIADANIA Kotori spodziewałem się tam, uwaga, opowiadań! Na szczęście już drugi twór, który się tam znalazł zweryfikował moje oczekiwania. Gdzieś tam zdecydowanie opowiadaniem nie jest.

Czym wobec tego jest? Głównie długim na całe dwie strony monologiem dotyczącym... no, wydaje mi się, że leitmotivem było "Ile kiczu da się zebrać w ośmiu akapitach?" Narrator opisuje idealne życie ze swoim chłopakiem... i czego tam nie ma! Satynowe pościele, muskanie się pod stołem i słowo "piękny" odmienione tyle razy, że cieszyłem się, że tekst nie jest po fińsku, bo tam mają jeszcze więcej przypadków. Gdzieś tam obrzygało mnie różowymi, pulchnymi cherubinkami, krasnalami ogrodowymi i tylko jednego mu brakuje. Zgadniecie, czego?

(Jelenie na rykowisku zawsze w modzie)

Chodząca katastrofa HentaiAS // 4/10

Wielki Thorze, naprawdę nie wiem, co napisać.

Naprawdę. Nie chodzi o to, że nie wiem, co napisać o opowiadaniu, tylko... patrzcie na ten tytuł! Żarty tworzą się same! Aż nie wiem, na który się zdecydować.

W porządku, może: bez przesady, jeszcze ta książka nóżek nie dostała.

Dobra, to jak mamy już to za sobą, spójrzmy na fabułę opowiadania. Głównym bohaterem jest Falisław, który ma pecha i to nie tylko dlatego, że rodzice go pokarali takim imieniem. Ma pecha, ponieważ ciągle coś uszkodzi, wywali się, stłucze i ogólnie niechcący doprowadza do uszkodzenia ciała - zwykle swojego. Ma też pecha, ponieważ jest totalnym, tępym debilem myślącym... no, w zasadzie "Falisław" to dla mnie świetne imię dla penisa. W każdym razie - Falisław myśli Falisławem, przez co zajmuje się głównie takimi uroczymi rzeczami jak wykorzystywanie pijanego współlokatora i robienie elementów komicznych z ospermioną koszulką i lataniem z gołym tyłkiem.

Komedia, która w ogóle nie jest śmieszna, bohaterowie, którym sperma rzuciła się na mózg. Rzecz jasna, kończąca się sceną seksu, podobnie jak w Kociaku, raczej niegodną uwagi. Z opowiadaniem mam taki problem, że nie wiem, czy główny bohater jest postacią źle skonstruowaną i powinien budzić sympatię, czy po prostu miał być takim stereotypem wiecznie napalonego, niezbyt bystrego studenta, który uważa za bardzo fajne ulżyć sobie na przypadkowych osobach. Bo jak wiadomo studenci są napaleni, durni i podpalają akademiki.

Styl - ujdzie, kawałki, gdzie spod spermy wychyla się mózg są całkiem dobre. Mogłaby być z tego niezła komedyjka w konwencji. Nie jest.

Myślałem, że wiem Doroty Gmiter // 4/10

Książko, naprawdę. Jeśli nie chcesz dawać mi opowiadań, to zmień tytuł na Niezidentyfikowane Twory Literackie Kotori II.

Kolejne dwie strony, będące raczej niedokładnym streszczeniem opowiadania z perspektywy jednego z bohaterów, niż czymkolwiek innym. W związku z brakiem szczegółów i dość ciężkim patosem, trudno powiedzieć o historii coś więcej niż: zabili go i uciekł. I to powinno wam wystarczyć na podsumowanie tego tekstu. Gdyby był rozbudowanym opowiadaniem, oceniałbym go zupełnie inaczej. Niestety, najwyraźniej autorka uznała, że stopniowanie napięcia przez x stron jest zabiegiem bezsensownym, skoro można na dwóch stronach upchnąć śmierć bohatera, który nas w ogóle nie obchodzi.

Feniks na mojej piżamie Aleksandry "Rizu" Kapały // 4,5/10

Z parodiami jest tak, że są trudne.

Dlatego niewiele jest dobrych parodii. Większość opiera się na przekręcaniu nazw własnych i sprowadzania fabuły ad absurdum. Tu mamy tylko to drugie, za to dużo.

Opowiadanie jest ewidentną parodią złych tekstów o gejach... z tym, że jest parodią złych tekstów o gejach, które można napotkać w zakątkach sieci. Generuje to więc na starcie dwa problemy: po pierwsze, może być niezrozumiała dla osób niebędących koneserami złej internetowej literatury traktującej o gejach, czyli dla większości ludzkości. Po drugie, jeśli ktoś akurat jest koneserem, bo, przypadek wybrany losowo, jest Literą, która nie ma życia i wobec zajmuje się recenzowaniem książek wydawnictwa The Cold Desire, śmieszy tylko połowicznie. Balansuje pomiędzy dobrą parodią a zwykłym powtarzaniem Najczęstszych Błędów Przy Pisaniu (patrz: Kochanek Magii), przez co są kawałki, gdzie wydaje się niezbyt urokliwym trollingiem.

Czy to jest jednak tekst zły? Cóż, nie. Chwilami zabawny, chwilami dobrze zbilansowany. Byłby w porządku, gdyby znalazł się na jakimś blogu. W książce - nie pasuje do niczego.

Miłosny truciciel Katarzyny "Eo" Lisowskiej // 4,5/10

Opowiem Wam kawał.

Przychodzi redakcja do lekarza, a lekarza też nie ma.

Jest taki wybitnie stary i wybitnie zły pornos traktujący o piratach. Piraci napadają na statek pełen pięknych niewiast z bardzo specyficznym, pornosowym makijażem, odwalają część główną pornosa i spadają ze statku... hm... siłą odrzutu.

Gdybym miał stawiać, co zainspirowało autorkę do popełnienia Miłosnego truciciela, to byłby to właśnie ten pornos.

Główna linia fabuły jest prosta - książę z państwa A potrzebuje się dostać do państwa B, a pomiędzy A i B są punkty P, czyli piraci. Zamiast księcia posyłają więc randomowego złodziejaszka, Flinta, w przebraniu, mając nadzieję, że piraci są odpowiednio nachlani rumem i nie wpadną na to, że złapali fałszywkę. Oczywiście, piraci Flinta łapią i... tu zaczyna się porno.

Powiem szczerze - to opowiadanie gwałci nie tylko głównego bohatera, gwałci też logikę, gwałci ciąg przyczynowo-skutkowy, gwałci charaktery postaci. Innymi słowy, dużo tych gwałtów jest.
Miłosny truciciel ma ode jakąś specjalną nagrodę za najbardziej zmarnowany potencjał w całym tomie. Świat w zasadzie wykreowany jest ciekawie, styl jest dość porządny (ale nie zawsze), sceny erotyczne mają tę zaletę, że nie są żywcem przeklejone z jakiegoś Uniwersalnego Poradnika Pisania Gejseksów, przynajmniej jeśli chodzi o same opisy. Wszystko jednak niknie pod nawałem błędów logicznych, deusów ex sempiterna i tego, że do stworzenia głównego bohatera autorka najwyraźniej używała jakiegoś generatora postaci do gejopków (obowiązkowo - wielka pikność, makijażowanie się i automatyczna lobotomia w czasie seksów z trueluvvem, opcjonalnie można było wybrać kocie uszy, albinizm i różnokolorowe tęczówki. Wygrało to ostatnie).

Ten tekst mógł być ciekawym, niepoważnym opowiadaniem erotycznym. Niestety, nikt nie zauważył, że nie trzyma się kupy i nie kazał go przerobić. A szkoda.



Światło, srebro i kreda Izabeli "Erhei" Szałańskiej // 4,5/10

Przy tym opowiadaniu zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem przy naborze do antologii nie było podpunktu "musi być seks na końcu, inaczej się nie liczy, n00by".

Innymi słowy, Światło, srebro i kreda opowiada o dokładnie tym samym co Kociak i Chodząca katastrofa. Są panowie A i B. Pan A zarywa do pana B, pan B uczuć nie odwzajemnia, do chwili, gdy już odwzajemnia, mamy seksy, koniec. W tej wersji pan A jest fotografem, a przy tym dość płytkim i nieciekawym bohaterem, który głównie myśli o... nie, nie napiszę, abyście zgadywali. Wiadomo, myśli o seksie. Tak oryginalnie, w przeciwieństwie do wszystkich innych omówionych postaci. Jego wybranek B jest jednak orientacji niezidentyfikowanej, więc A cierpi, bo nie może zaruchać. Oczywiście, okazuje się, że B lovvcia A, seksy, hepi end.

Pomijając postacie poboczne, jak szef naszego B, nie ma w tym opowiadaniu wiele oryginalności. Zmieniają się dekoracje, historia w tej samej książce (!) jest wałkowana po raz kolejny. Oficjalnie mówię, że przy czwartym razie prawdopodobnie będę strzelał.


Na tym urwę pierwszą część recenzji. Pozostałe siedem opowiadań omówię w przyszłym tygodniu. Podsumuję także ilustracje i samą antologie ogólnie i szczególnie. Na pocieszenie - za tydzień będą śmieszne obrazki. A teraz mogę dać jedynie Lorda Voldemorta, o:

(patrzcie i nie gniewajcie się)

CDN

47 komentarzy:

  1. Zerknęłam na okładkę tego zbioru. Je taka... pusta. Nie żeby byli to od razu dwaj panowie, ale mogli się bardziej postarać. Książka z taką okładką doskonale wmiesza się między publikacje z zakresu choćby prawa.

    OdpowiedzUsuń
  2. "jest parodią złych tekstów o gejach spotykanych w zakątkach sieci." - nie, to nie jest opko o gejach spotykanych w zakątkach sieci :P
    Okładki bym się nie czepiała. Można spokojnie czytać w pojazdach komunikacji miejskiej, bez obawy wzbudzenia niezdrowej sensacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też chyba by się przydała redakcja, nie?

      Usuń
  3. To ja sobie nie wyobrażam, co powiesz o OK1... W której to antologii nawet dla mnie (a mnie trudno do skrajnego hejtu doprowadzić, bo po prostu bardzo dużo rzeczy mi się podoba xD) są "opka", które wyceniłabym na 1/10. Trzeba było zacząć od OK1, to wtedy byś zobaczył, że OK2 w porównaniu jest świetna i jeszcze przychylniejszym okiem byś na nie spojrzał... xD Zresztą OK2 w ogóle jest najlepszą antologią ze wszystkim wydanych, licząc razem wszystkie wydawnictwa. Potem jest tylko tendencja spadkowa. Aczkolwiek nie zgadzam się ze wszystkim tutaj. Mnie się nie podobały te krótkie, których też nie uważam za opowiadania, a za jakieś miniaturki oraz "Opowieść o złodzieju ciast", bo było nudne i niczym się nie wyróżniało, ani bohaterami, ani humorem. I jeszcze "Zielone" pół na pół, trochę fajne, trochę głupie. A tak to wszystkie inne były dla mnie świetna, zabawne przede wszystkim, uśmiałam się na większości i więcej mi nie trzeba było.

    OdpowiedzUsuń
  4. No i to jest właśnie to, czego nie lubię w yaoi - te biedne dziewczynki nigdy prawdziwego geja na oczy nie widziały i wydaje im się, że to nie ludzie, a inny gatunek zwierzęcia, który myśli tylko o seksach. To szkodliwy stereotyp, bo potem "męscy" mężczyźni w niego wierzą i myślą, że gej będzie tylko myślał jak by ich tu zgwałcić. A fuj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O stereotypach będzie w podsumowaniu, oj, będzie...

      Usuń
  5. Skąd się biorą stereotypy, jeśli nie z życia? Przyszło wam do głowy, że są czasami prawdziwe? Znam geja, któremu w głowie są tylko te tak zwane "seksy", serio. Znam też takiego jak dziewczyna, zniewieściałego zarówno z wyglądu, jak i z charakteru. Znam również takiego, który dwóch pierwszych przypadków w ogóle nie przypomina, takiego męskiego i "obyczajnego". Cała trójka może się już zmieniła (na lepsze czy gorsze), może dopiero zmieni, nie w tym rzecz - grunt, że są prawdziwi i żyją w tym kraju, w Polsce. I wbrew pozorom nie są złymi, a świetnymi ludźmi. Tak więc stereotypy są złe, oczywiście, ale to nie znaczy, że tacy ludzie jak z opowiadań i wyobraźni autorek w ogóle nie istnieją. P.S Zabrzmi feministycznie, ale w gruncie rzeczy ja tak uważam, że nie gej - ale "mężczyzna" w ogólności to niestety, ale gatunek "zwierzęcia" myślący tylko o seksie. Hetero bywają bardziej "zboczeni" niż geje, więc już nie zwalajmy wszystkiego na biednych homo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej.
      Po pierwsze - nie, nie zabrzmiało feministycznie tylko niewiarygodnie głupio. To nie jest tożsame.
      Po drugie - ja nie mam pretensji do autorów opowiadań, że opisują takich a nie innych ludzi. Mogę mieć pretensję, jeśli postacie są źle skonstruowane, czy fabuła jest wtórna, czy sceny erotyczne wrzucone od czapy. Jednak jeśli mam fafnaście opowiadań i ponad połowa opisuje facetów zafiksowanych seksualnie, to coś jest nie tak. Tak samo jak powiedzmy miałbym zbiór opowiadań obyczajowych, i miałbym tam kobiety. Jeśli bohaterka jednego opowiadania nie umie wbić gwoździa, prowadzić samochodu, dodać dwóch ułamków i do egzystencji potrzebuje swojego "Misia", to w porządku - pewnie takie się też zdarzają. Jeśli jednak cały zbiór jest pełen właśnie takich bohaterek, to można sądzić, że ten, kto to kompletował, ma dość ciekawe zdanie odnośnie kobiet.
      Tak samo jest tutaj - jedna stereotypowa kreacja geja: w porządku, zdarza się. Połowa opowiadań opierających się stereotypowej kreacji - coś jest nie tak.
      To samo działa przy ilustracjach. Faceci, powiedzmy, "zniewieściali" się zdarzają. Jeśli jednak mam książkę pełną mężczyzn z twarzami kobiet - to zastanawiam się, co myślała osoba, która to kompletowała.

      Usuń
    2. Q poruszyłeś ciekawy temat. Moim zdaniem nie chodzi tyle o stereotypy, co tendencje i upodobania. Pomijając gusta pań z wydawnictwa kotori, które upodobały sobie pewien rodzaj tekstów, fanki/fani m/m lubujący się w mangach yaoi, poszukają w tego typu literaturze określonych cech: zniewieściałych gejów, samczych facetów, fabuły pokroju „on poznał jego i połączyła ich trólove”, gejseksów czy też kocich uszu (tego akurat nie ogarniam -_-"). Myślę po prostu, że to taka tendencja gatunku, który swoją drogą ciężko jednoznacznie zaklasyfikować, bo jak nazwać opowiadanie, o fabule i bohaterach żywcem zerżniętych z yaojca, tyle że w wersji literackiej?

      Pytanie, czy należy to leczyć i po co? I co złego jest w tym, że wielu z nich (czytelników m/m) lubi historie o zniewieściałych ukach i facetach myślących głównie o seksie?
      Inna sprawa, kto powinien kreować gusta fanów tegoż gatunku/rodzaju literatury?
      M.

      Usuń
    3. W pełni popieram naszego Prezydenta! Co prawda jeśli chodzi o samą antologię, poszczególne opowiadania oceniłabym trochę inaczej i ustawiła w innej kolejności, niemniej z większością uwag się zgadzam. Za to nie jestem przekonana, czy całą winę za wysokie stężenie stereotypów i powtarzalność antologii należy zrzucić tylko na wydawnictwo, bądź co bądź, coś musieli wybrać, bez znajomości wszystkich nadesłanych prac ciężko ocenić, czy faktycznie mają trochę specyficzny gust, czy też wybierali prace patrząc na każdą indywidualnie i zapominając, że powinny jakoś się komponować jako całość (obecność bliżej niezidentyfikowanych form literackich mnie również irytowała), czy może zwyczajnie większość opowiadań, jakie otrzymali, wyglądała w ten sposób, ograniczając wybór. Osobiście najbardziej skłaniałabym się do tych dwóch ostatnich wariantów.

      Usuń
    4. Anonimowy - kwestia jest taka, że ja w gusta nie wnikam. Może kogoś kręcą akurat tego typu opowiadania. Dużo ludzi lubi np. harlekiny, gdzie też jest trueluvv (najczęściej kiepsko opisana), obowiązkowa scena seksu gdzieś po środku książki i zestereotypizowana fabuła. Też tendencja gatunku. Jednak czy to oznacza, że należy im to wszystko odpuścić, bo ludzie właśnie tego szukają?
      A ze stereotypami jest taki problem, że przedstawianie gejów jako zniewieściałych, myślących tylko o seksie facetów jest obraźliwe niezależnie od tego, czy kogoś coś takiego kręci, czy nie.

      Biały Lis - po pierwsze, wcale nie musieli niczego wybierać. Mogli zrezygnować z publikacji książki, jeśli poziom prac ich nie zadowolił. Jeśli jednak tego nie zrobili, to naprawdę nie będę się rozczulał nad tym, że wybrali kiepskie teksty i dorzucili rysunki z typowymi zniewieściałymi chłopcami rodem ze snów posła Pawłowicza. Jeśli po skleceniu tego w całość nie przyszło im do głowy "hej, może tak jakby przystopujemy ze stężeniem głupich stereotypów, bo zaraz rozsadzą nam redakcję", to też nie moja wina.
      Gwoli też ścisłości - dobre teksty też tam są. I, że tak polecę spoilerem, najlepsze pod względem technicznym są te bez schematów, stereotypów i wsadzania seksu na siłę. Normalnie, jaka niespodzianka.

      Usuń
    5. Zrezygnować pewnie mogli, nie jestem tylko pewna, czy byłoby to w porządku w stosunku do tych, którzy swoje prace zgłosili. Jedno wydawnictwo, Omikami, zrobiło już taki numer i reakcje nie były szczególnie pozytywne. Co prawda powód był wtedy inny (wydawnictwo szlag trafił), niemniej wydaje mi się, że wyjaśnienie „sorry, ale połowa z opowiadań to chłam i nie mamy czego wybrać” jeszcze mniej spodobałaby się ludziom. Nie twierdzę, że to ich usprawiedliwia, ale też nie znaleźli się w łatwej sytuacji. Niemniej fakt, masz rację. Przynajmniej teoretycznie.
      Że dobre opowiadania tam są, to ja wiem sama, mam kilku swoich faworytów, i już się nie mogę doczekać następnej recenzji, żeby się przekonać, czy pokryją się z twoim ustawieniem ;) I zgadzam się, że podobały mi się głównie dlatego, że wyróżniały się na tle tych dość oklepanych, opartych w kółko na tym samym schemacie, gdzie zmienia się tylko otoczka. Wszystko jednak tak naprawdę zależy od tego, do kogo ta antologia miała być skierowana. Jak sam zauważyłeś przy recenzji „Feniksa w mojej...”, nie wszyscy są obeznani z internetowymi opowiadaniami (nie tylko tymi bardzo złymi, których niestety jest przygniatająca przewaga). Ktoś, kto nie ma za sobą całej sterty tak schematycznych prac, nie wychwyci szablonu, nie będzie nim jeszcze skrajnie znudzony i faktycznie będą one mogły mu się podobać.

      Usuń
    6. Lisie, no i właśnie z tym jest kłopot. Bo ja jako recenzent oceniam opowiadania pod względem jakościowym, a kwestia usprawiedliwień ewentualnego braku tejże jakości nie należy chyba do moich kompetencji. Recenzje skierowane są do potencjalnych czytelników, którzy w dużej mierze chcą po prostu przeczytać dobrą książkę, a nie litanię na temat tego, czemu jednak nie wyszło.
      Co do schematów - nie zgadzam się. Głównie dlatego, że w większości przypadkach paradoksalnie znajomość tych schematów sprawi, że łatwiej je przełknąć. Choćby w "Kociaku", gdzie główny bohater jest kotoczymś, co jednak w zasadzie nie wpływa na fabułę, więc jest całkiem zbędne. Jeśli wiesz, że to pewnego rodzaju schemat, akurat ta cecha ci się nie uwypukla. Jeśli nie wiesz, jest to pierwsze, na co zwrócisz uwagę i pierwszym, czym zapytasz po przeczytaniu opowiadania będzie WTF, ale po co były te kotocośtamy, przecież to do niczego nie służyło.
      I tak jest z resztą schematów. Jeśli ich nie wychwytujesz, całość wydaje ci się nie tyle interesująca, co kolejno: obraźliwa (w przypadku ilustracji ze zniewieściałymi chłopcami), durna (wstawianie seksu tam, gdzie nie powinno go być), i wtórna (bo nawet jeśli się nie wychwytuje ogólnego yaoiowego schematu, to się widzi, że kilka opowiadań jest praktycznie o tym samym).

      Usuń
    7. Hm... W ten sposób na to nie patrzyłam, przyznaję, twoje wyjaśnienie brzmi całkiem logicznie. Choć chodziło mi raczej o sytuację, gdy schematy się już zna, ale jeszcze się one nie przejadły.
      Jeśli zaś chodzi o litanię „dlaczego nie wyszło”, uważam po prostu, że zwalenie całej winy na kiepski gust osób z wydawnictwa zajmujących się kompletowaniem antologii to lekka przesada, w żaden sposób nie wpływa to na odbiór tekstów, co najwyżej może wyjaśnić, dlaczego całość wygląda tak, a nie inaczej.
      Tak na marginesie, jeśli chodzi o to „wstawianie seksu tam, gdzie nie powinno go być” – to już jest jakaś dziwna maniera sporej grupy autorów, przekonanych, że „ni ma seksu – ni ma czytelników”. Skąd to się bierze i z czego wynika, nikt dokładnie nie wie, ale tak już jest i zdarza się aż zbyt często.

      Usuń
    8. Kłopot w tym, że istnieje coś takiego jak redakcja. I w wielu przypadkach właśnie ona powinna po prostu nakazać te opowiadania przerobić - wyciąć błędy logiczne, większość scen seksu, zauważyć, że nie pasują one do niczego. Ogólnie sprawić, aby to miało ręce i nogi. W wielu przypadkach da się - "Miłosny truciciel" gdyby nie brak logiki byłby naprawdę dobrym opowiadaniem. W większości należałoby po prostu wyciąć te nudne, bezsensowne gejseksy.
      Właśnie - jeśli chodzi o kwestię seksu - ja naprawdę nie mam nic przeciwko erotyce. Kłopot w tym, że podejście do seksu w tych opowiadaniach nie jest takie jak w porządnych erotykach, gdzie te seksy potrafią być naprawdę ciekawie opisane, nie jest też jak w wielu opowiadaniach/powieściach, gdzie ten seks wychodzi jakoś naturalnie i nie przesłania fabuły. Opowiadania Kotori prezentują raczej podejście harlekinowo-pornosowe - ma być miłość, to i ma być seks, trzeba to odbębnić na końcu, niezależnie od tego, czy rozbudowane sceny erotyczne pasują do klimatu. Nikt się widocznie nie zastanawiał, czy (za przeproszeniem) pierdolnięcie opisu stosunku trwającego 1/3 opowiadania będzie do czegoś pasowało. Bo jeśli ktoś chciał napisać erotyk, to przepraszam, ale widzę tam tylko jeden... i to kulawy.

      Usuń
    9. „Jednak czy to oznacza, że należy im to wszystko odpuścić, bo ludzie właśnie tego szukają?”

      A czy jest sens iść na krucjatę z gustami i upodobaniami? Prędzej apelowałabym do autorów i wydawnictwa o logikę w tekstach, porządną redakcję, zachowanie właściwej formy, bo najbardziej załamuje mnie pisanie opowiadań w stylu mangowym (vide „Kociak”, „Chodząca katastrofa”) Miałam wrażenie, że autorzy nie czytają nic poza yaojcmi. Jeśli to ma być zbiór opowiadań, to niech to będą opowiadania z krwi i kości, a nie jakieś mangowe kalki, czy jak to nazwałeś Niezidentyfikowane Twory Literackie Kotori.
      I jak dla mnie, niech jest tam zniewieściały facet, tylko oby miał jakiś charakter, a nie był kolejnym schematem, ale najważniejsze, żeby nie zabrakło sensownej fabuły, która nie sprowadza się tylko do zaruchania.


      ”A ze stereotypami jest taki problem, że przedstawianie gejów jako zniewieściałych, myślących tylko o seksie facetów jest obraźliwe niezależnie od tego, czy kogoś coś takiego kręci, czy nie.”

      Tylko, że nie wszystkie opowiadania w OKII tak ich przedstawiają (vide „Jednym cięciem” moim zdaniem zresztą najlepsze w antologii, „Podróż do raju”, „Spowiedź”) Tylko część z nich operuje takim wyobrażeniem i nie wiem czy jego stężenie w OKII może być już obraźliwe, czy nie. Gdzie leży granica, między tendencją, a obrażaniem? Inna sprawa, że autorzy tworząc takie postacie, raczej nie mieli na celu nikogo obrazić. Bynajmniej nie chcę tu nikogo bronić, staram się tylko spojrzeć na sprawę obiektywnie.
      M.

      Usuń
    10. /Jeśli zaś chodzi o litanię „dlaczego nie wyszło”, uważam po prostu, że zwalenie całej winy na kiepski gust osób z wydawnictwa zajmujących się kompletowaniem antologii to lekka przesada,/

      Całej winy na pewno nie, ale po części to właśnie gusta wydawnictwa. Wystarczy poczytać odrzucone opowiadanie „Z duszą na ramieniu” (dostępne w czytelni). Opowiadanie ma fabułę, interesujących bohaterów, fajny styl i ogólnie jest bardzo dobre, ale odpadło, bo jak wspomina autorka w komentarzach: panie z wydawnictwa uznały, że tam nie ma nawet shounen−ai. Co to oznacza wg pań z wydawnictwa? Że nie ma trólove i gejseksów. No cóż, chyba nie trzeba komentować.

      /Tak na marginesie, jeśli chodzi o to „wstawianie seksu tam, gdzie nie powinno go być” – to już jest jakaś dziwna maniera sporej grupy autorów, przekonanych, że „ni ma seksu – ni ma czytelników”./

      Z własnych obserwacji i kilku źródeł wiem, że takie opowiadania mają większą szansę dostać się do antologii, więc za tą manierę po części odpowiada wydawnictwo. Poza tym, nie oszukujmy się − istnieje dość duża grupa czytelników która poszukuje w opowiadaniach głównie scenek. Po to czytają literaturę homoerotyczną.
      M.

      Usuń
    11. Nie czepiałabym się gustu pań z Kotori - po prostu starają się wybierać najlepsze z tego, co przychodzi. Akurat do OK2 były dwa nabory - teksty nadesłane w pierwszym okazały się widocznie zbyt słabe, by stworzyć antologię. I zgadnijcie co: pięć na sześć opowiadań z pierwszego naboru zostało powyżej opisanych. Jedynie "Opowieść o złodzieju ciast" trafiła do "górnej półki".

      Usuń
    12. Klapa redakcji swoją drogą, moda na wpychanie seksu wszędzie – swoją (skądś musiało się to przekonanie, że sceny erotyczne są niezbędne - nieważne, czy potrzebne, cokolwiek wnoszące, albo zwyczajnie ładnie wkomponowane - wziąć). Wydaje mi się, że główny problem z opowiadaniami polegał właśnie na tym, że większość pisana była na ostatnią chwilę, przez co nie zdążyły nawet „odleżeć” na tyle długo, by sam autor spojrzał na nie obiektywnie. Lub też, jak choćby w przypadku „Chodzącej katastrofy” opowiadania są w rzeczywistości skróceniem dłuższego tekstu, przez co straciły dużo na logice. W tym właśnie miejscu powinna wkroczyć redakcja, fakt, a że jej nie ma, przynajmniej nie w takiej wersji, jak być powinna... Cóż, tu wydawnictwo nawaliło. W rezultacie antologia dużo traci jako całość, a po tyłku dostają autorzy opowiadań.

      Usuń
    13. Cóż, to prawda, że najprawdopodobniej nikt nie miał zamiaru nikogo obrazić - ale wyszło jak wyszło.

      Moim zdaniem uczucie, że właśnie się dostało w głowę obraźliwymi stereotypami nie byłoby tak dogłębne, gdyby nie ilustracje, które to niemalże wszystkie przedstawiają takich stereotypowych, zniewieściałych chłopaczków, względnie wykolczykowanych emo. Nie ma tam ANI JEDNEGO mężczyzny wyglądającego jak normalny mężczyzna i o ile stylizacje fantastyczne się bronią jakoś, tak po reszcie chyba można stwierdzić, jak według osoby to kompletującej powinni wyglądać geje - rozebrani, wypindrzeni panowie o twarzach kobiet. Po prostu smutne.

      Polecone przez Ciebie opowiadanie na pewno przeczytam. I może nawet to wpłynie na ocenę, jeśli potwierdzi to moją teorię, że opowiadania były kompletowane pod kątem (zwykle marnych) scen erotycznych.

      Usuń
    14. Opowiadanie "Z duszą na ramieniu" było nadesłane do naboru do części *pierwszej*. Więc na ocenę drugiej wpływu mieć nie powinno.

      Usuń
    15. A. Wobec tego - przepraszam. Wezmę pod uwagę przy części pierwszej.

      Usuń
    16. /W tym właśnie miejscu powinna wkroczyć redakcja, fakt, a że jej nie ma, przynajmniej nie w takiej wersji, jak być powinna.../
      /Kłopot w tym, że istnieje coś takiego jak redakcja. I w wielu przypadkach właśnie ona powinna po prostu nakazać te opowiadania przerobić/

      I właśnie tutaj widzę największy problem. NIE MA REDAKCJI. Już nawet nie czepiam się, że do antologii trafiają opka po znajomości („Miłosny truciciel”, „Feniks na mojej piżamie” są świetnym przykładem), ale błagam, niech ktoś im zrobi redakcję! Korekta też chyba spała, bo tyle błędów ortograficznych, stylistycznych, literówek, dawno nie widziałam… Porządna redakcji mogłaby uratować niektóre opowiadania, rylly.


      Co do ilustracji, to ogólnie pomysł chybiony, bo grafiki nie mają nic wspólnego z tekstami, zostały walnięte byle gdzie, do tego na zwykłym papierze w opcji czarno−białej.
      Nie ma tam normalnych facetów, może dlatego, że fanki m/m nie chcą oglądać normalnych, zwykłych facetów? To brzmi jak prowokacja, ale gdyby się nad tym zastanowić − normalnych facetów mają na co dzień w pracy, szkole i tramwaju. Takie grafiki to oderwanie od rzeczywistości. Patrzę na nie po prostu jak na fantazje, nic więcej. Widziałeś kiedyś, żeby panienki z rozkładówki typu „Twój weekend” przypominały normalne dziewczyny? Bo ja nie. Tu jest podobnie. Ot fantazja. Wszyscy (chyba..) wiemy, że geje nie wyglądają tak jak panowie z ilustracji do OKII, a przynajmniej większość z nich.

      Nie ma znaczenia, czy opowiadanie „Z duszą…” było nadesłane do pierwszej czy drugiej antologii, chodzi raczej o pokazanie jakie opowiadania odpadają (te bez gejseksów i trólove).

      M.

      Usuń
    17. No dobra, ale panie z rozkładówek wyglądają jak KOBIETY. Owszem, z kilo kremu firmy Photoshop na całym ciele i drugim tyle zwykłego podkładu. A panowie z OK2 wyglądają... no cóż, też jak KOBIETY. Nierealną, oderwaną od rzeczywistości wizją faceta to może być filmowy Thor, nad którego klatą męczyło się pięciu trenerów, dwóch dietetyków i dwunastu stylistów, a nad twarzą trzydziestu makijażystów.
      Inna sprawa - po co w ogóle dawać takie obrazki do książki? To, na litość, jest zbiór opowiadań, a nie właśnie rozkładówka dla ludzi ze specyficznym gustem. Chyba że redakcja uważa właśnie, że to jest taka rozkładówka.

      Usuń
    18. Uwielbiam zarzuty "bo po znajomości" - masz jakikolwiek dowód, że to właśnie znajomości zadecydowały o wzięciu wymienionych opowiadań? Bo poziomem od reszty - co widać po recenzji powyżej - nie odstają. W obrazkach największym problemem jest to, że są z sempiterny. Nie pasują do opowiadań, w zbiorze powinny być albo ilustracje w jakiś sposób powiązane z tekstem albo nie powinno być ich wcale.

      Usuń
    19. /Nierealną, oderwaną od rzeczywistości wizją faceta to może być filmowy Thor, nad którego klatą męczyło się pięciu trenerów, dwóch dietetyków i dwunastu stylistów, a nad twarzą trzydziestu makijażystów./

      Gdybyś znalazł tylko takich facetów na grafikach, to powiedziałbyś, że sami przerysowani, stereotypowi super−macho ;) Na jedno wychodzi − są nierealni. Ale ogółem zgadzam się, że dodanie tych ilustracji jest nieporozumieniem. Chyba, że jak zauważyłeś, redakcja uważa, że antologia to taka rozkładówka (zapowiedź o fapaniu, którą zamieściłeś na FB, dość sugestywnie to sugeruje…)

      Anonimowy, jeśli to jest argument, że poziomem od reszty tych najsłabszych nie odstają, to cóż, żaden to argument na ich korzyść. A wręcz przeciwnie. Gdyby zbliżyły się poziomem do „Jednym cięciem” na przykład, to właściwie cieszyłabym się, że trafiły po znajomości. Bo znajomości to nic złego, o ile nie szkodzą czytelnikom.
      M.

      Usuń
    20. Ponawiam pytanie: czy masz jakikolwiek dowód na to, że "znajomość" była kryterium. I skąd w ogóle wiesz, kto jest czyim znajomym?

      Usuń
    21. M., tu masz rację - gdybym miał takich facetów na grafikach, czepiałbym się, że grafiki nie mają nic wspólnego z treścią, są tanim "szczuciem cycem" i że faceci przestawieni na nich są odrealnieni. W tej chwili natomiast będę się czepiac, że grafiki nie mają nic wspólnego z treścią, są tanim "szczuciem cycem", faceci przestawieni na nich są odrealnieni i są chodzącymi stereotypami.

      Usuń
  6. Jak recka taka krótka, to ja już wolę Fassbendera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście też wolałbym Fassbendera od pisania recek, ale się nie odzywa do mnie ;<<

      Usuń
  7. Co do ilustracji, to ich nie widziałam, ale poznałam w życiu dość yaoi, żeby się domyśleć, jakie postacie się na nich powiadają. No więc jako osoba próbująca od lat nauczyć się rysować, dodam, że takie zniewieściałe rurkowce po prostu dużo łatwiej się rysuje, niż normalnych albo nawet przystojnych mężczyzn.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie zgadzam się do końca z kolejnością, bo nawet mimo miernej jakości "Kociaka", to i tak "Chodząca katastrofa" jest dla mnie gorsza. Zdziwiło mnie też trochę, że wśród tej gorszej połowy nie znalazło się jedno z nie wymienionych tu opowiadań, ale cóż, każdy może mieć trochę inne zdanie. W każdym razie wiele uwag jest na pewno trafnych, a co do stereotypów, to w OKI jest opowiadanie, w którym jest naprawdę dużo gorzej...

    Co do "Z duszą na ramieniu". Być może to, że nie znalazło się ono w pierwszym tomie mogło być spodowowane też tym, że znalazło się tam już inne opowiadanie tej samej autorki ("Blizna", które byłoby jednym z lepszych, gdyby nie... tak, właśnie wstawiona na siłę scena seksu). Tym niemniej rzeczywiście "Z duszą na ramieniu" jest bardzo dobre i też żałowałam, że nie znalazło się ono w tomiku.

    Opowiadania po znajomości - to ciekawa kwestia, bo, patrząc na poprzednie teksty, obie autorki tak naprawdę stać na więcej niż to, co zaprezentowały w OKII. Więc chociażby w tej kwestii takie dostawanie się "po znajomości" jest szkodliwe, bo być może pisały swoje teksty już "na pewniaka" i poszły na łatwiznę.

    Obrazki - jak dla mnie mogłoby ich nie być. W sumie ani ziębi ani grzeje, i tak najczęściej omijałam je wzrokiem, więc szkoda papieru. Zupełnie nie w moim guście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, dla mnie też "Katastrofa" jest gorsza. Co najwyżej równie zła i na równie niskim poziomie. Zastanawia mnie tylko, czy to opowiadanie z OKI to "Z cukrem czy bez", które jak dla mnie jest ulubionym opkiem opek, w którym zawarta jest kwintesencja ów pseudo-jaoicowych tekstów. No i co oceniasz gorzej z OKII niż Q :>

      Usuń
    2. Nie, nie chodziło mi o "Z cukrem czy bez". Akurat to jedno z tych opowiadań, do których umiem podejść z dystansem i troszkę przymknąć oko na schematy/nielogiczności ze względu na to, że to miała być komedia. I w sumie nawet miejscami mnie bawiła. Chodziło mi o "Not alone", koszmarek, przy którym nawet "Chodząca katastrofa"nie wydaje się taka zła.
      A co do tego opowiadania, o którym myślałam, że znajdzie się w tych gorszych, to "Granice tolerancji", Po przeczytaniu tego miałam wielkie WFT na twarzy i do tej pory nie wiem, jakbym miała tak właściwie skomentować ten tekst...

      Usuń
    3. O, mnie "Z cukrem..." zupełnie nie śmieszyło. Było tragi-komiczne, prędzej. A "Not Alone" jest na drugim miejscu koszmarności xD

      Usuń
    4. "Not Alone" to dla mnie świetny przykład, jak wykreować bohatera, żeby budził niechęć, irytację i chęć rzucenia książką w ścianę. Zdecydowanie najgorsza paskuda. "Z cukrem..." jakoś do mnie nie trafiło, w większości momentów wiedziałam, że miało być śmiesznie i chyba powinna się śmiać, ale jakoś mi nie wychodziło. Przy "Chodzącej katastrofie" spędziłam sporo czasu, zastanawiając się, jak on dał radę w taki sposób rozwalić kran, rozważyłam wiele wariantów i wciąż tego nie ogarniam. Poza tym samo... ekhm, pierwsze spotkanie głównych bohaterów sprawiło, że z góry uznałam to opowiadanie za jedno z tych, przy których nie należy za dużo myśleć, bo inaczej na trzeźwo i bez dystansu się go nie zdzierży. Ale sam styl był niczego sobie, gdyby jeszcze fabuła miała ręce i nogi, byłoby w nieźle.
      Za to "granice tolerancji" mi się podobało, fakt, nieco dziwaczne, ale na tym polegał jego urok ;)

      Usuń
    5. O taak, tego płaczliwemu ukesiowi z "Not alone" miałam ogromną ochotę zrobić coś złego...
      Nie mówię, że "Z cukrem..." było jakimś wspaniałym opowiadaniem, aczkolwiek czytało się lekko i w miarę przyjemnie, jak dla mnie w OKI były gorsze, ale wiadomo, rzecz gustu. Do mnie zupełnie za to nie trafiły "Granice tolerancji", nawet jeśli troszkę jakoś odbiegały od schematu połowy tekstów z OKII (ale i tak nie jakoś bardzo). Nie było może najgorsze z całego tomiku... W sumie to w ogóle nie wiedziałabym, jak je sklasyfikować i po przeczytaniu szybko o tym opowiadaniu zapomniałam.

      Usuń
  9. W antologii znalazły się opowiadania niezłe i żenujące, z przewagą tych drugich. Dlaczego wydawnictwo wpakowało do książki aż tyle tekstów, jest to dla mnie zagadką. Książka to potężne tomidło. Nieporęczne i ciężkie. Z mojego punktu widzenia wygląda to tak: babki chciały dogodzić jak największej masie uczestników konkursu, dlatego zaakceptowały nawet te opowiadania, które nigdy nie powinny znaleźć się w formie drukowanej. Nie, to nie jest subiektywna opinia, to naprawdę ZŁE twory, za które Kotori powinno się wstydzić. A antologia naprawdę prezentowałaby się lepiej mniejsza o połowę i tu nie chodzi tylko o kwestie wizualne. Tyle w tej sprawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, ale to jest TWOJA subiektywna opinia, bo mi się podobały w OK2 wszystkie "twory", za wyjątkiem trzech (w tym dwa króciutkie, więc ani ich nie biorę pod uwagę tak naprawdę). Reszty nie uważam za złej, a za genialną, ewentualnie bardzo dobrą lub dobrą. Beznadziejne twory to są w OK1 i ten tom można było spokojnie uciąć. Tyle.

      Usuń
    2. Pisząc to miałam na myśli dwie antologie, nie mam zamiaru je rozdzielać. A słowo "genialne" jest użyte nad wyraz.

      Usuń
    3. I przy siódmej antologii też napiszesz, że "ZŁA" bo w pierwszej znalazły się "naprawdę beznadziejne twory"? To są dwie różne książki, jedynie dwie autorki z części pierwszej opublikowały opowiadania w części drugiej, wrzucanie wszystkiego do jednego worka uważam za bez sensu. A z ciekawości, które opowiadania uważasz za złe/dobre i czemu? Czytałaś, czy tylko powtarzasz zasłyszane opinie?

      Usuń
    4. Ja tak tylko powiem, że część pierwsza też zapewne będzie recenzowana. A jak wyjdzie trzecia - również.

      Usuń
    5. Pierwsza kupiona, druga pożyczona. Znalazły się opowiadanie niezłe, więc dlaczego umieszczono też te naprawdę słabe, skoro książki wręcz pękają w szwach? Złe opowiadania robią tak negatywne wrażenie, że naprawdę ciężko spojrzeć na tomy przychylniejszym okiem. Nie znoszę bylejakości. Jak to ma świadczyć o wydawnictwie?

      Usuń
    6. Ooo, no to będzie zabawa *zaciera ręce*. Choć biorąc pod uwagę tendencje wzrostowe, całkiem możliwe, że trzecia część będzie dużo lepsza. Taką przynajmniej masz szczerą nadzieję...

      Usuń
  10. no i gdzie ta następna część recenzji? :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedyś ktoś mi powiedział, że wybór ilustracji odbywa się w formie castingu. Czyli artysta rysuje, ale nie ma pewności czy trafi w gusta pań z kotori. Pewnie więc mogły powstać bardziej "męskie" postacie, lecz nie przeszły przez czujne oko cenzury ;) w sumie sam sposób "zamawiania" ilustracji jest z lekka okrutny.

    OdpowiedzUsuń