11.18.2013

Piwniczna recenzja: "Opowiadania Kotori 2" - część druga


Tym razem nie będę bawić się w długie wstępy. Po prostu - jedziemy dalej z Opowiadaniami Kotori 2:



Opowieść o złodzieju ciast Maliny Kowalskiej // 5/10

To jest ten rodzaj opowiadań, których nienawidzi każdy recenzent.

Ten typ, o którym trudno cokolwiek powiedzieć, ponieważ nie dość, że się dwadzieścia minut po przeczytaniu tekstu kompletnie nic o nim nie pamięta, to nawet jeśli się przeczyta jeszcze raz, to i tak wiele nie pomoże. Opowieść o złodzieju ciast to tekst, który nie jest zły, nie jest dobry, nie wyróżnia się niczym, fabułę ma... no, jakąś ma, bohaterowie... no, są. To chyba zaleta czy coś...

A tak na serio - mamy do czynienia z lekką i absolutnie nie zapadającą w jakikolwiek sposób w pamięć opowiastką o dwóch chłopcach. Jest trochę sympatycznie, trochę przyjemnie i bardzo, bardzo nijako. Taka historia, którą mogłaby czytać absolutnie nijaka Bella Swan bez rzucania na siebie podejrzenia, że skoro coś przygląda z własnej woli, to może posiada jakiś charakter.

Wady opowiadania są widoczne natomiast na pierwszy rzut oka. Ta najważniejsza siedzi na końcu opowiadania i tylko czyha na ludzi, aby przypadkiem po przeczytaniu całości nie pomyśleli, że skoro trudno powiedzieć coś konkretnego, to oznacza, że jest dobrze. Wada została nazwana epilogiem i jest wziętą z otchłani Milenijnej Sempiterny sceną być-może-erotyczną, na pewno natomiast kiczowatą i zbędną. Pasuje do całej reszty niczym literacka nagroda Nobla do Czarnej Walkirii i powinna zostać wywalona przez...

A zaraz, zerknę.

(Q zastanawia się, czy nazywanie siebie "zboczeńcem" na oficjalnej stronie wydawnictwa to taki nowoczesny pijar, czy coś jeszcze innego.)

Zrozumieć chemię Magdaleny "Maddie" Tomaszewskiej i Pauliny Klimentowskiej // 5.5/10

To opowiadanie nie opowiada o konformacjach cykloheksanu i to jest zasadnicza wada. Zdecydowanie chętniej poczytałbym sobie o cykloheksanie niż o uczniu ocierającym się genitaliumami o genitaliumy nauczyciela w gejbarze.

(konformujący cykloheksan vs buttseksy. wybór jest prosty)

Zanim jednak Wam się włączy "OMG Chodząca katastrofa ALLERT" muszę przyznać, że nie jest tak źle. Fabuła opowiadania rozbija się o dwóch uczniów, którzy robią reportaż z gejbaru celem zabłyśnięcia oryginalnością w liceum. Jeden z nich zauważa tam swojego nauczyciela chemii i uznaje, że równanie jest proste: jest bohaterem yaoica + nauczyciel jest bohaterem yaoica = będzie true lovv i buttseksy.

Wbrew pozorom, fabuła jest skonstruowana całkiem zgrabnie, reakcje nauczyciela przez większość czasu są wiarygodne, podobnie jak drugiego ucznia z gejbaru, Zenka. Największy problem to zupełnie nierealne postępowanie głównego bohatera, które owszem, było tłumaczone jego niezbyt dojrzałym charakterem (co świadczy o tym, że autorki widziały problem), jednak to trochę za mało, aby uwierzyć, że istnieje ktoś tak dalece niemyślący odpowiednim organem.

Prócz tego mamy trochę chemicznych ciekawostek i wydaje mi się, że gdyby zrezygnować z wątku romantycznego i pociągnąć to bardziej w stronę komedii obyczajowej, byłoby to naprawdę dobre opowiadanie. Bo romans przynajmniej w połowie nie wyszedł, erotyka pasowała w jednym miejscu, nie pasowała w kolejnym, i ta cała przewijająca się w tle nauka chemii była naprawdę bardziej interesująca. Wobec tego - opowiadanie z potencjałem, ale bez fajerwerków.

Spowiedź Magdaleny Modzelewskiej // 5.5/10

Jest sobie Hannibal Lecter. Znaczy, Hannibal Lecter. Hanni... Dobra, główny bohater nazywa się Imre, nie Hannibal i nie jest kanibalem, ale poza tym dużo cech się zgadza.

(przerwa na reklamę)

W każdym razie mamy zwyrola w więzieniu opowiadającego historię swojego zwyrolstwa, mordów, traumy z dzieciństwa (każdy zwyrol musi mieć co najmniej jedną) i związku z niedoszłą ofiarą. Jako, że jest to yaoi, mamy ofiarę płci męskiej

O ile opowiadanie poprzednie miało w sobie mnóstwo potencjału zawalonego przez niezbyt udane kawałki, tak tutaj autorka po prostu wzięła sobie na głowę za dużo. Jeśli to miało być studium postaci skazańca, wyszło dość schematycznie i raczej bez większego uroku, za to z poczuciem, że dużo lepiej zrobił to już ktoś inny. I bynajmniej nie chodzi mi tu o Harrisa, ale chyba niemalże każdy thriller da nam postać ciekawszą niż Imre, który z perspektywy pierwszoosobowej wyflacza się mentalnie i bez sensu, przez co głównie traci. Gdyby zastosowano narrację trzecioosobową, może ten bohater zyskałby w moich oczach. W tej chwili jednak jego ofiarokochanek, Aaron, jest ciekawszy, ale tu dla odmiany wiarygodność jest taka sobie.

Fabuła da się przewidzieć, sceny brutalne nie są zapadające w pamięć, sceny erotyczne - trochę bardziej, ale też bez przesady. Ogólnie jednak - zdecydowanie powyżej średniej, mimo niedoróbek.

Zielone Arwi Michaelis // 6/10

Tak, muszę to napisać.

Redakcją tego wszystkiego zajmowała się, jeśli wierzyć temu, co widnieje w książce, pani Beata Bamber i w tej chwili wiem o niej, że zdecydowanie nie była nigdy nauczycielką, nie miała poważnych problemów z prądem i nie rezerwowała biletów lotniczych.

Innymi słowy - kolejne opowiadanie z alternatywnej, dziwnej rzeczywistości, gdzie niekoniecznie wszystko działa logicznie. Jeśli chodzi jednak o fabułę: Marian słyszy głosy. A dokładnie jednego głosa, płci męskiej (pamiętajcie, to yaoi), za to uporczywie i od dziecka. Marian też dostaje w spadku dom od kobiety, o której nigdy nie słyszał, przeprowadza się i... więcej spoilerować nie będę. W każdym razie jedno i drugie się ze sobą łączy.

Kolejne opowiadanie, które zabijają błędy rzeczowe. Nie w takim stopniu, jak Miłosnego truciciela, nie wpływają one strasznie na fabułę - ot, bezsensowne drobne potknięcia tam, gdzie akurat zepsuł się Matrix. Przykład? Główny bohater jest nauczycielem, zaraz po studiach i dostaje pracę od ręki, praktycznie nawet bez ukazania dyplomu, z marszu. Tak. Oczywiście.

Opowiadanie jest raczej obyczajówką z jednym wątkiem fantastycznym i rozgałęzienie właśnie wątków obyczajowych może denerwować, zwłaszcza, że są zbytnio wyeksploatowane, a kwestia głosu w głowie w pewnych momentach schodzi na drugi plan. Jest też scena seksu na końcu i tak, mam dość czepiania się tego, że po prostu nie pasuje. Napiszę więc tylko: drodzy autorzy, przestańcie. Naprawdę przeczytam Wasze opowiadania nawet wtedy, gdy przez całe dwadzieścia stron nie będzie anala, przyrzekam.

Granice tolerancji Jagody Hajzner // 6/10

Kolejne opowiadanie, które trudno mi ocenić. Jest bardzo krótkie i porusza kwestię transseksualizmu... i to chyba są dwie główne cechy. Mamy więc parę, przy czym jeden chłopak nie bardzo dobrze czuje się ze swoim brakiem piersi, drugi nie czuje się dobrze z tym, że tamten chce sobie tę część ciała akurat dorobić. Mamy więc dość ciekawy konflikt, niestety, jego rozwiązanie rozczarowuje.

Styl jest dobry, dialogi miło się czyta, tematyka, jak pisałem, ciekawa. Czyli jest raczej lepiej niż gorzej, a to już daje temu opowiadaniu zdecydowaną przewagę nad niektórymi poprzednimi.

Podróż do Raju Pauliny Klimentowskiej // 7/10

Szczerze? Przeczytajcie to opowiadanie. Polecam. Jest dobre, jest najlepsze pod względem fabularnym z całego zbioru, nie ma w nim źle napisanego gejseksu, nie ma kotocośtamów, czochrania genitaliumami ani innych elementów wywołujących palpitację mózgu.

Fabularnie: odległa przyszłość, ludzie obowiązkowo muszą łączyć się w pary płci tej samej (więcej o tym niżej), chyba że im się poszczęściło i należą do tej kasty, w której można być hetero. Jak nietrudno przypuszczać, raczej niemalże nikomu się to nie podoba, jednak jest alternatywa: można się przetransportować z Gejlandu do Raju, gdzie najwyraźniej nie panują rządy wściekłych yaoistek. Kłopot jest taki, że ludzie, którzy tam trafiają, prędzej czy później popełniają samobójstwo i nikt nie wie, czemu.

Pierwszy problem opowiadania widać jak na dłoni - byłoby lepsze, gdyby traktowało po prostu o nierówności kastowej, bez wtryniania w to małżeństw homoseksualnych, których przymus tłumaczony jest raczej mętnie i mało realistycznie. Drugą wadę widać przy końcówce, gdy tekst ciągle rwie się i przeskakuje od jednego punktu widzenia, do drugiego w ciągu akapitu, ewentualnie mamy trzy przeskoki czasowe w ciągu strony.

Ogółem jednak rozwiązanie zagadki samobójstw na Raju jest naprawdę pomysłowe i niesztampowe, historie bohaterów zapadają w pamięć bardziej niż oni sami, ale nie jest tragicznie. Ekspozycja fabularna spełnia nienachalnie swoją rolę i, szczerze powiedziawszy, akurat ten tekst podobał mi się najbardziej.

Jednym cięciem Dominika "Charliego" Malinowskiego // 7,5//10

Może niektórych to zaskoczy, ale uważam ten tekst za najlepszy i będę zdania bronić.

To kolejna obyczajówka, w przeciwieństwie jednak do poprzednich, nie ma wiele wspólnego z romansem. Jest dobrze napisaną komedią z poważniejszym wątkiem rozpadu związku dwóch mężczyzn, zgrabną, zrównoważoną i nieprzytłaczającą. Fabuły streszczać nie będę, bo napisanie, na czym polega część komediowa popsułoby po prostu całą zabawę z czytania. Jedyną wadą jest zbyt obszerny początek i skłonność autora do nadmiernego skupiania się na szczegółach, opisywania rzeczy niekiedy zbędnych. Czasem buduje to ładny obraz bohaterów, czasem może zirytować, w zależności od Waszej tolerancji na (nienachalny) produktplejsmęt.

Postawiłbym jakiś znak jakości Q, ale to byłoby takie suche, że aż higroskopijne, więc sobie daruję.

I to koniec. Ale będzie podsumowanko. A mianowicie:

Ludzie, nie widziałem tak koszmarnie niechlujnego wydania od czasu... no, Kochanka Magii i przeraża mnie fakt, że to było całkiem niedawno. Przede wszystkim - większość opowiadań w tym zbiorze ma potencjał. Może nie Kociak, bo do wskrzeszenia potencjału w tym potrzeba byłoby grupy nekromantów, ale tak od Miłosnego truciciela zaczynają się teksty, które mogłyby być dobre, gdyby ktoś je przerobił. Wywalił zbędne gejseksy, scalił porwane fragmenty, wytknął błędy logiczne. Po prostu kazał to przerobić. Te opowiadania wołają o redakcję tak głośno, że słychać je prawdopodobnie w Honolulu, a nikt się tym nie zajął. Czym wobec tego była zajęta redakcja? Cóż, postanowiłem sprawdzić. I dotarłem to takiego wpisu na oficjalnej stronie wydawnictwa:

W marcu wyjdzie drugi tom “Opowiadań Kotori”. Oprócz niezwykłych tekstów znajdziecie tam… a co Wam będziemy pisać. Jak poprzednim razem nasza niezastąpiona Sasanka sprawi, że serca zabiją Wam mocniej i będziecie fapać, fapać i… fapać.

Drogie wydawnictwo Kotori. Jeśli ktoś z Was mnie czyta - błagam, zamordujcie speca od PR-u.

Ujmijmy to tak. Opowiadania Kotori 2 zawierają rysunki przedstawiające... no... 

Dobra, nie będę się patyczkował - pomyślcie o wszystkich znanych Wam stereotypach o gejach. O torebkach, zniewieściałych chłopaczkach, piórkach w tyłku, emo z grzywką na pół twarzy, makijażu, torebkach, pindrzeniu się, wyglądaniu jak kobieta...

I, uwaga, w tej książce jest kilkanaście zupełnie grafik, zupełnie nie związanych z ŻADNYM opowiadaniem, przedstawiających właśnie takich panów, w parach lub solo. Tak, kilkanaście grafik ludzi wyglądających mniej więcej tak:

W najlepszym wypadku.

Prowadzi to do kilku wniosków.

Po pierwsze, według Kotori idealna reklama ich książki wygląda w ten mniej więcej sposób:


(jakby ktoś nie wiedział, to reklama ubojni drobiu)


Komentować tego nie będę, proszę o samodzielne dopowiedzenie sobie ciągu dalszego, albowiem jest mocno niecenzuralny, za to łatwy do przewidzenia.

Po drugie - całe szczęście, że nie robią antologii o Żydach, bo stężenie pejsów i garbatych nosów przekraczałoby zapewne normy unijne. Nie muszę chyba tłumaczyć, czemu to akurat jest obraźliwe.

Po trzecie - z jakiegoś powodu ktoś uważa, ktoś NAPRAWDĘ uważa, że większość czytelników uzna mężczyzn z twarzami modelek Victoria's Secret za atrakcyjnych. I wiecie co?



Tak jakby, nie sądzę. 

Mamy więc obrazki - bezsensowne, obraźliwe, niekomponujące się z niczym, w niektórym przypadku po prostu krzywe, nie na temat i jeszcze nam piszą, że mamy być z tego powodu zachwyceni. 

Osobiście większość wyciąłem, ale zastanawia mnie reakcja autorów na wieść o tym, że ich opowiadania trafiły gdzieś pomiędzy półnagim Brianem Molko a męskim rowem.

Spuśćmy jednak zasłonę milczenia na grafiki (i to jedyne, co można na nie spuścić) i przejdźmy do korekty, która również jest taka sobie. Mamy więc literówki, ortografy, szwankujący styl. Przeszkadza.

Do końca nie wiedziałem też, jak traktować tę książkę. Obrazki i fabuła niektórych opowiadań, usilne krążenie wokół (zazwyczaj kiepsko opisanego) seksu może sugerować, że mamy do czynienia z porno niskiego sortu. Gdyby oceniać zbiór pod względem erotyki, dostałby jakieś 2/10, bo to jest erotyka wybitnie kiepska. Kłopot w tym, że w naborze do tejże antologii nie było nic na temat seksu, zawiera też opowiadania go pozbawione, widocznie więc książka cierpi na niezłą schizofrenie i sama nie ma pojęcia, czym ma być.

Stawiam 4/10 i tak, to jest wynik zaniżony w stosunku do tego, jaka średnia wychodzi po zsumowaniu ocen wszystkich opowiadań. Brak redakcji, szczucie cycem, brak korekty, widoczne amatorstwo nie pozwala mi na wyciągnięcie zbioru wyżej.
A na koniec grafika specjalna, pt. "Co by było, gdyby spece od obrazków z Kotori robili nagłówek na Piwnicę":



(mam szczerą nadzieję, że pani Jolie nigdy nie wejdzie na mojego bloga)

*



Czegoś się jednak nauczyliśmy - chcesz coś sprzedawać? Dołóż do tego bezsensowną erotykę. A więc: macie i lajkujcie mojego fejsbunia, kochani!




52 komentarze:

  1. "Po drugie - całe szczęście, że nie robią antologii o Żydach, bo stężenie pejsów i garbatych nosów przekraczałoby zapewne normy unijne"
    >bo stężenie pejsów i garbatych nosów przekraczałoby zapewne normy unijne
    >bo stężenie (...) garbatych nosów przekraczałoby zapewne normy unijne

    Myślisz, że dadzą się przekonać do zrobienia tej antologii o Żydach? *____________*

    Konstruktywny komć będzie jutro. Albo dziś, tylko w dzień.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zgadzam się z częścią opinii i punktacji, ale też nie mam siły się rozpisywać. Może się wreszcie nauczę, że to nie na moje nerwy, a jak już pisać, to tylko do szuflady. Zawsze więc jakaś nauka z tego płynie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, to tylko recenzja na blogasku, od tego się nie umiera...

      Usuń
  3. Heh, wiem, że nie umiera. I nie martw się, nie zamierzam Cię nazywać złym hejterem czy coś w tym rodzaju xD Powiem tak - nie chodzi o to, żeby od razu pisać idealnie i zbierać same pochlebne opinie. Ale trzeba się uczyć na błędach. I o tyle, o ile pewne mankamenty w swoim tekście dostrzegam i niektóre rzeczy bym teraz dopracowała, to jednak nie uważam, że jest on z gruntu zły i nie zmieniłabym samej koncepcji. A z Twojej recenzji właśnie taki wniosek płynie (no może nie, że jest z gruntu zły, bo inaczej znalazłby się już w recenzji sprzed tygodnie, ale mam nadzieję, że rozumiesz, o co mi chodzi). No i teraz pytanie - róznica gustów, nieumiejętność obiektywnej oceny własnego tekstu, czy może ze mną po prostu jest coś nie tak? Bo wiem, że nie napisałabym go lepiej (albo tylko niewiele lepiej, pewnie tak na pół punkta) i, co więcej, do tej pory byłam z niego całkiem zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj nie chodzi o to, że koncepcja jest zła - ona jest w porządku. Niestety, wybrałaś temat mocno wyeksploatowany przez innych autorów i to wyeksploatowany dokładnie w ten sam sposób, jak to Ty postanowiłaś zrobić. I, niestety, na tym tle tekst jest po prostu mocno średni.

      Usuń
    2. Wspominałam już, że nie czytam tego typu literatury. Gdybym napisała jakieś fantasy albo sci-fic (nawiasem mówiąc, wszystkie inne teksty, jakie kiedykolwiek napisałam, należały właśnie do fantastyki; widać zmienianie gatunku na dobre nie wyszło) i byś stwierdził, że temat jest wyeksploatowany, to wtedy bym mogła dyskutować, a tak to nawet nie wiem za bardzo, kto to jest Hannibal Lecter. Mogę jakby tylko wierzyć na słowo, co niezbyt mi odpowiada.
      Ale jakby nie do końca o to chodzi. Ja opisałam to tak, jak mi się podobało - i to jest właśnie ten problem. Ty uważasz, że główny bohater się wyflacza bez sensu - a tymczasem ja tak lubię. I tu powracamy do pytań z poprzedniego komentarza.
      Może też dobiło mnie trochę to, że wyżej (czasem - dużo wyżej) od mojego tekstu znalazły się opowiadania, które według mnie są:
      a) kiepskie
      b) mocno niedopracowane
      (i ewentualnie - c) dosyć nudne; jakby co każde z tych podpunktów odnosi się do innego tekstu, a podpowiedź jest taka, że "Podróż do Raju" jest moim ulubionym opowiadaniem ze zbioru). Tak więc jakby w moich oczach opcio w konfrontacji z tymi innymi tekstami, które znam, nagle bardzo zmalało. I zrodziło się przekonanie, skoro ja piszę na gorszym poziomie niż tamto, to jaki jest w ogóle sens?

      Usuń
    3. Ujmę to tak - ja jestem recenzentem. Recenzuję głównie dla czytelników, nie dla autorów i to dla czytelników poustawiałem opowiadania w akurat tej kolejności. To moje zdanie, można się z nim nie zgadzać, zwłaszcza że różnica pomiędzy niektórymi opowiadaniami wynosi jeden lub pół punktu w skali.

      Usuń
    4. Dobrze, że dopuszczasz możliwość nie zgadzania się z Tobą, bo wierz mi, nie każdy jest taki łaskawy ;)
      No nic, nie będę się dalej uzewnętrzniać niczym bohater mojego opcia, bo w gruncie rzeczy kogo to obchodzi. Bo to, co zrobię dalej z taką a nie inną opinią, to i tak zależy tylko ode mnie, mogę równie dobrze rzucić pisanie, jak i powiedzieć "wszystkie inne komentarze i recenzje mnie chwaliły, więc to Q. się nie zna" xD

      Usuń
    5. Paaanie prezydencie, przeca wiadomo, że recenzje to nie redakcja/ocena/warsztaty literackie dla autora, ale co panu szkodzi porozmawiać z autorem i dać mu jakieś rady, gdy autor chce i prosi? Przeca pan jest prezydentem obywatelskiego internetu...

      Usuń
    6. Lena, ale Q między krytycznymi słowami też zawarł jedną czy dwie pochwały, więc nie pękaj i pisz dalej. :)

      Usuń
    7. A mnie przerasta fakt, że można pisać opowiadanie (i wysyłać na konkurs!), nie znając konwencji i nie czytając "tego typu literatury". O.O Przecież oczytanie w danym temacie nie tylko rozwija warsztat, ale chociażby daje wskazówki, co już było i jak to opisywali uznani mistrzowie.

      Usuń
    8. Nef, w opinii na fb owszem, można było jeszcze znaleźć słowa pochwały, w recenzji w sumie średnio, tak że w sumie może dziwić, za co tak właściwie dostałam te 5,5 punkta. Pisania może nie rzucę, ale w chwili obecnego najprawdę nie wyobrażam sobie, żebym mogła gdzieś cokolwiek publikować, nawet na forum. I nie chodzi o jakiś foch, po prostu najzwyczajniej w świecie oszczędziłabym sobie nerwów, bo po co czynić sobie życie jeszcze bardziej stresującym.

      I tak, czekałam tylko, aż posypią się w moją stronę hejty, bo w końcu wiadomo, że powinnam posypywać głowę popiołem i przepraszać, że śmiałam cokolwiek wysyłać do publikacji bez doktoratu na dany temat. Smutne, że już nie można mieć innego zdania i popolemizować twochę z recenzentem, żeby zaraz ktoś nie poczuł się tym w jakiś sposób urażony.

      Usuń
    9. Skoro wolisz hiperbolizować to proszę bardzo, mnie tam to wisi. I nie uważam, żeby pisanie do szuflady było jakąś traumą - jeśli ktoś nie chce pisać dla czytelników, to jest to dla niego najlepsze rozwiązanie (bynajmniej nie piszę tego w tonie pejoratywnym). Jestem otwarta na polemikę i argumenty JAK można pisać, nie znając opowiadań/powieści w wybranej konwencji.

      Usuń
    10. Hm. Rady. Jedna jest raczej prosta i zrozumiała - pisanie opowiadań w gatunku, którego się nigdy nie czytało nie jest dobrym pomysłem. Naprawdę.

      Usuń
    11. Z tym czytaniem danego gatunku jest jak z prawem. "Nie wiedziałam, że nie mogę jechać, gdy jest czerwone, więc za co ten mandat?", tak przedstawia się logika Leny. Nie krytykuję jej stylu, bo do jej wypocin nie zaglądałam, ale mam pewien niesmak czytając jej komentarze. "Nie czytałam tego gatunku, więc nie wiem, czemu mnie krytykują" taki tok myślenia niestety ogranicza autora. Zgromadzenie wiedzy na temat, na który się pisze, przejrzenie kilku dzieł czy motywów, czy choćby przeczytanie najpopularniejszych książek z danej niszy już zapewnia jakieś informacje i jako taki warsztat. Tak więc kończąc, Lena, nie mówię, że powinnaś skończyć z tworzeniem, wręcz przeciwnie, lecz jedna rzecz - wena, umiejętności, talent mogą zawieść, jeżeli nie zbierzesz informacji.

      Usuń
  4. Mnie tam recka się podoba i w zasadzie zgadzam się z większością uwag. Może posortowałabym odrobinę inaczej, zwłaszcza mam własne typy najgorszych;). W kwestii: "Zdecydowanie chętniej poczytałbym sobie o cykloheksanie niż o uczniu ocierającym się genitaliumami o genitaliumy nauczyciela w gejbarze."/"przewijająca się w tle nauka chemii była naprawdę bardziej interesująca." - uważaj, bo zaproponuję Ci do recki mój doktorat :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw go skończ. *3*

      Usuń
    2. Obawiam się, że recenzowanie doktoratu jest zbyt hipsterskie nawet na mnie. Aczkolwiek jeśli zawiera cykloheksan - mogę się skusić :>

      Usuń
  5. A ja pamiętam, że na blogu pisałeś, że za całość OK2 dostanie 7/10... Co się zmieniło? No cóż, jeżeli ta antologia dostała 4/10, to OK1 dostanie -1/10 chyba... Jak nie -2 xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie pamiętam, abym na blogu pisał, że OK2 dostaną 7/10 :<<<

      Usuń
    2. Nie przesadzaj, w OK1 też znalazły się niezłe teksty. Problem z tym tomem jest taki, że tam są przynajmniej 2 potwory, niegodne nawet blogowej publikacji. :/ Do dziś mam po nich koszmary brrr...

      Usuń
  6. No na blogu nie, ale na facebooku napisałeś, że dasz 7... A tu nagle 4! To jest duża różnica, skąd się wzięła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powtarzam - nigdzie nie pisałem, że dam OKII tak wysoką ocenę O.o

      Usuń
    2. Hahaha! Chodziło o opowiadanie, nie o całą antologię! Że też ktoś mógł tak w ogóle pomyśleć :D lol

      Usuń
    3. Zapewne chodziło o to, że jedno z opowiadań dostanie 7, a nie że cała antologia.

      Mruczek

      Usuń
  7. Ja pierdzielę, najlepszej antologii ze wszystkich dać 4... To pozostałe nie zasłużyłyby nawet na 1 O.o Teoretycznie oczywiście, gdyby były tu oceniane. Nie żeby to była moja ocena, ja bym dała więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wobec tego... zastanawia mnie, co byś dała np. książkom Tolkiena. OKII, powiedzmy, 7/10, Władcy Pierścieni 9/10? Myślisz, że to oddaje w jakiś sensowny sposób różnice pomiędzy tymi dziełami?

      Usuń
    2. Proste - nie porównuję dzieł Tolkiena do "opowiastek yaoi", bo dla mnie to co innego :) Poza tym - czytałam "Władcę pierścieni" i absolutnie nie jestem fanką tego typu literatury... więc pewnie dałabym jeszcze mniej (co nie znaczy że nie lubię tej trylogii i w ogóle).

      Usuń
    3. a) Władca Pierścieni to nie trylogia do licha ciężkiego!
      b) Znaczy: oceniłabyś je niżej niż OK? O.O

      Usuń
    4. Khem. Nie chcę być złośliwy, ale to, co masz na górze, to recenzja. Recenzja polega, między innymi, na porównywaniu książek. Tak więc przyjęta skala (w moim przypadku 1-10) powinna dotyczyć WSZYSTKIEGO co recenzuje czy mógłbym zrecenzować. Mógłbym zrecenzować Tolkiena? Mógłbym.

      PS. Podejście "nie lubię tego typu literatury = obniżę ocenę" jest cokolwiek... no, głupie.

      Usuń
    5. Nie mógłbyś. Pisałeś, że zajmujesz się recenzowaniem debiutów/książek młodych wydawnictw/literaturą homoerotyczną a dzieła wielkie zostawiasz innym. Stąd skala powinna zostać dopasowana do badanego obiektu a nie odnosić się do światowych klasyków.

      Usuń
    6. Wobec tego tak - debiutem jest np. nominowany do Zajdla "Xavras Wyżryn" Dukaja. Wśród literatury o gejach jest dużo naprawdę dobrych książek, tak samo można trafić coś dobrego w wydawnictwach startujących.

      Usuń
    7. Nie wątpię że są dobre książki traktujące o gejach. Zrecenzuj jakąś dobrą, daj jej 9-10 i resztę skali odnoś do niej. Bo stwierdzanie: "tej książce dam 2 a tej 4 bo Tolkien pisze na 10" mija się chyba z celem i nie daje pojęcia o faktycznej jakości w ramach "podgatunku".

      Usuń
    8. Niestety muszę się zgodzić z anonimem. Swoimi komentarzami, Q, pokazujesz tylko, że nie jesteś dobrym recentantem. Tylko osoba niedojrzała (pod względem literackim, ofc) porównuje teksty zwykłych ludzi do książek posiadających znacznie wyższy status. Anonim dał ci dobrą radę - zrecenzuj książkę o gejach (napisaną nie przez zawodowego pisarza i wydaną nie przez profesjonalne wydwnictwo).
      Myślałam, że jesteś bardziej doświadczony, ale najwyraźniej się myliłam, bo, idąc tropem twojego myślenia - można porównać Władce Pierścieni do Boskiej Komedii, albo do Bilblii, hm?
      Zapamiętaj, że należy porównywać książki z tej samej półki. Tak, robi literaturoznawca. Amator oczekuje od zwykłeg, internetowego tekstu niemożliwego.

      Usuń
    9. W zasadzie zastanawiałem się, jak skomentować dwie powyższe wypowiedzi, ale naprawdę - nie mam pojęcia, jak powinna wyglądać recenzja, BEZ porównywania książek do innych. Chyba nie powinna zawierać oceny czegokolwiek, bo trudno oceniać bez odniesienia.

      Coś mi się wydaje, że nie rozumiecie, o co mi chodzi. Porównywać Władcę Pierścieni do Boskiej Komedii można, ale jaki to miałoby cel? To skrajnie różny typ literatury, co by wynikało z tego porównania? Natomiast porównanie takiego "Kochanka Magii" z Tolkienem to porównanie w zakresie jednego gatunku, gdzie jest MNÓSTWO punktów odniesienia, nie mówiąc już o tym, że sam "Kochanek..." żywo jedzie na popłuczynach po Tolkienie.

      Usuń
    10. Ja nie mówiłam o Kochanku Magii. Przeczytałam tylko twoją recenzję, w której mówiłeś, że opowiadania z antalogii są też obyczajowe. I odnoszę się do twojego komentarza, w którym wymieniasz tę antalogię obok Tolkiena. Nie czytałam KM i wcześniej nie było o nim mowy w rozmowie, więc nie przeinaczaj sensu naszych komentarzy :)

      Usuń
    11. Nie przeinaczam niczego. Po prostu komentator powyżej najwyraźniej nie przyjął żadnego rozróżnienia na literaturę wysoką i popularną. "Boska komedia" to literatura wysoka. Dzieła Tolkiena to literatura popularna, tego samego gatunku co wymieniony "Kochanek Magii". Nie widzę powodu, dla którego nie miałbym porównywać dwóch książek literatury popularnej.

      Usuń
    12. Nadal nie rozumiesz? :) Nie było mowy o KM, tylko o OK. Tam są różne opowiadania, nie tylko fantasy i ciężko to porównać do Tolkiena. Takie trudne, serio? :))

      Usuń
    13. Tak, bardzo trudno mi zrozumieć, czemu nie mogę porównywać OK do Tolkiena, skoro porównywałem JEDYNIE pod względem warsztatu/jakości, a nie czegokolwiek innego. I to nie w recenzji, a w odpowiedzi na komentarz.

      Usuń
    14. Ustalmy pewien prosty fakt: powieść jest powieścią, kiedy spełnia określone wymogi. I nie mówię tu w znaczeniu "jest wydana drukiem, lub nie", chodzi mi o te podstawy podstaw, takie jak narracja, bohaterowie, świat przedstawiony... Te podstawowe elementy są stałe i niezmienne, a ich istnienie i zasady, na których występują, nie różnią się między gatunkami. Nie widzę zatem powodu, by nie można było ich między sobą porównywać. Warsztat autora, słownictwo, jakim operuje, sposób kreacji bohaterów - wszystko to zależy przecież od umiejętności, nie od tego, w jakim uniwersum, lub w jaki sposób prowadzi fabułę. Tolkien miał świetny warsztat i pisał w sposób, który słusznie zapewnił mu miejsce wśród klasyki - logiczne więc, że jest wysoko oceniony. Książki gorsze - są oceniane niżej - to chyba też logiczne. Nie chodzi przecież o to, która powieść/opowiadanie ma lepszą fabułę czy ciekawszą akcję - chodzi o to, jak są napisane.

      Usuń
    15. Bo to głupie :) Pod względem warsztatu? Tolkien ma specyficzny styl, który dostosował do tematyki swoich tekstów. Zresztą, ciągle pokazujesz swoje amatorstwo. WP należy do literatury popularnej, ale to klasyk w fantastyce. W fantastyce. Po co porównywać go do obyczajówek, a nawet sci-fi?
      Nie potrafisz docenić tekstów internetowych. Patrzysz na nie przez pryzmat zawodowego pisarstwa, a to są nieco inne kategorie. Jasne, powiesz, że trzeba się wzorować na najlepszych, ale nie oceniać przez pryzmat klasyków. W recenzji były same żale, czytało się to okropnie, jak wynurzenia niezadowolonej z życia starej panny.
      Zejdź na ziemię, bo nie jesteś tak dobry, jak myślisz :) (a myślisz, że jesteś, nie próbuj zaprzeczać)

      Usuń
    16. Raz - spójrz w górę na post Lisa.
      Dwa - rozumiem, że profesjonalni recenzenci nie porównują tekstów względem siebie? Ciekawa teoria. Tylko, że za każdym razem, gdy wystawiasz książce ocenę w odpowiedniej skali (u mnie to 1-10) porównujesz ją z innymi. Za każdym razem, gdy piszesz, że np. fabuła jest wtórna - masz jakiś punkt odniesienia. Nie istnieją recenzje BEZ porównywania z niczym.
      Trzy - "Nie potrafisz docenić tekstów internetowych." - Zaraz, zaraz. Przecież ja nie oceniam tekstów internetowych. Oceniam wydane książki.
      Cztery - "W recenzji były same żale, czytało się to okropnie, jak wynurzenia niezadowolonej z życia starej panny." - Rozumiem więc, że jeżeli uważam coś za kiepskie, to powinienem pisać, że czytało mi się to super? Ciekawa koncepcja.
      Pięć - "Zejdź na ziemię, bo nie jesteś tak dobry, jak myślisz :)" - Przyznam rację, jeżeli ktoś mi wytłumaczy, czemu nie jestem dobry. Bo argumenty, że jestem kiepskim recenzentem, bo porównuję złych autorów z dobrymi i ciężko mi się czyta złe opka, jakoś mnie nie przekonały.

      Usuń
    17. Nie wiem jak dla szanownego anonima, ale dla mnie, jeśli ktoś wydaje książkę, choćby w... niezbyt poważnym i znanym wydawnictwie, to znak, że myśli o pisaniu na poważnie. To już nie jest pisanie dla fanów na blogu. A w takim razie - dlaczego ma być traktowany inaczej, niż "zawodowych" autorów? Bo to jego pierwsza praca? Jest wiele świetnych debiutów i wiele debiutów spartolonych na całej linii, tak samo jak wielu znanych autorów raz na jakiś czas wyprodukuje jakiś koszmarek. Jasne, każda książka powinna być traktowana indywidualnie, ale to nie znaczy, że można powiedzieć "o, "Kochanek Magii" to takie tam, internetowe opowiadanko puszczone drukiem, kto by to brał na poważnie", bo autorka miałaby prawo - a wręcz powinna! - poczuć się taką postawą dotknięta. Jeśli ktoś wchodzi w jakąś "branżę", powinien liczyć się z tym, że będzie sądzony w oparciu o innych jej przedstawicieli, zarówno tych gorszych, jak i lepszych. Coś jest napisane dobrze, albo źle i nie ma tu znaczenia, czy to debiut, "wielka" literatura, czy tylko opowiadanie w antologii. Grafomaństwo jest grafomaństwem właśnie dlatego, że istnieją pozycje dużo lepsze, z którymi zestawione wypada wyjątkowo blado. I to bez względu na gatunek.

      Usuń
    18. "WP należy do literatury popularnej, ale to klasyk w fantastyce. W fantastyce. Po co porównywać go do obyczajówek, a nawet sci-fi? "
      Yyy... S-f to też fantastyka. Tak na marginesie.

      Usuń
    19. Niemniej porównywanie tolkienowskiej powieści fantasy z opowiadaniami w większości obyczajowymi to trochę jak porównywanie smaku śledzia do tortu. Aczkolwiek nie powiem, nastrój mi poprawiliście zdecydowanie tym, że do Tolkiena brakuje mi zaledwie trzech punkcików ;) Sprecyzowałabym, że WP to klasyk fantasy - sci-fi ma własnych klasyków, do których w sumie WP też byłoby ciężko porównywać. Tolkien nie wywarł na mnie takiego wrażenia jak np Lem, no ale... :)

      Usuń
    20. Chyba muszę powtórzyć jeszcze raz - nigdzie w recenzji nie porównywałem żadnej książki Tolkiena do żadnego z opowiadań. Tolkien został wspomniany raz, przy dyskusji na temat skali oceniania. Równie dobrze dyskusja mogłaby dotyczyć tego, czemu używam tej samej skali (1-10) do oceniania fantastyki i obyczajówek.

      Usuń
  8. Naprawdę zastanawiam się nad tą analizą.
    Siedzę, zastanawiam się i nie mogę uwierzyć w to, że tak łatwo manipulujesz ludzkimi uczuciami. Muszę ci podziękować, bo mój chłopak siedział koło mnie i czytał to, po czym stwierdził, że już wie, dlaczego jestem chora psychicznie.
    Śmiałam się, rzygałam tęczą, zwracałam śniadanie.
    Dobra, tego ostatniego nie musiałeś wiedzieć.
    W każdym razie,
    Dzięki, kolejna książka, którą muszę kupić. Stop wróć.
    Książka?

    Nie jestem mistrzynią pożegnań i zakończeń wypowiedzi, więc powiem tylko: nie umrzyj.

    Anonimowy Krytyk

    OdpowiedzUsuń
  9. Ocena wystawiona. :)
    Pozdrawiam
    Virtue
    http://smocza-ocenialnia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Ostatnio zaglądałam tu jeszcze we wrześniu. Chyba nawet zostawiłam komentarz.
    W każdym bądź razie bardzo podoba mi się twój styl pisania zarówno recenzji jak i opowiadań. Ten komentarz miałam napisać jutro, ale przed wyłączeniem komputera przypomniałam sobie o bardzo fajnym blogu, na którego kiedyś wpadłam. A oto i jego adres: http://commentarii-de-bello.blogspot.com/ Mówi ci to coś? No więc jak sobie o tym blogu przypomniałam, to postanowiłam tam zajrzeć. Ale tam czekała na mnie niespodzianka. Odmowa uprawnień. Więc mam takie pytanko, czy mógłbyś wysłać mi zaproszenie do czytania bloga? Adres e-mail chyba jest potrzebny, więc podaję: agoi342@wp.pl.
    No to pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na kolejną recenzję, Aga :)

    OdpowiedzUsuń
  11. "Nie chodzi przecież o to, która powieść/opowiadanie ma lepszą fabułę czy ciekawszą akcję - chodzi o to, jak są napisane." Od razu przyszedł mi na myśl Martin... no cóż, styl pisania ma chujowy, jego książki czyta się dla samej fabuły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już wiem, czemu nie byłam w stanie przebrnąć przez jego książki i rzuciłam, zirytowana, po kilkudziesięciu stronach :)

      Usuń
    2. A ja, dla odmiany, nawet lubię jego styl. A przynajmniej nigdy mi nie przeszkadzał, choć fakt, jakoś szczególnie genialny też nie jest. Takie ni mi chłodzi, ni grzeje, ale póki pcha fabułę do przodu, nie narzekam. Jak to mówią: rzecz gustu ;)

      Usuń