10.06.2013

Offtop: O grafice w grafice w ramach grafiki

 /tytuł jest parafrazą słynnych słów pani Białowąs i tytułu filmiku Masochisty/

Wiecie co? Mam problem z blogosferą.

Nie, stop. Wsiądź do TARDISa, wróć, cofnij, zacznij od nowa.

Mam problem z tą częścią blogosfery, która traktuje się zbyt poważnie, niż powinna.

Weźmy na przykład mój blog. Piszę sobie na nim recenzje, bo to akurat moje hobby. Lubię pisać, lubię czytać książki, nawet te złe, lubię wymyślać dziwne przenośnie, lubię czytać recenzje gier w CDAction, lubię oglądać recenzje komiksów Linkary. Takie hobby. Nie uważam się za krytyka na tyle wysokiego pułapu, aby być dobrym dyskutantem w bardzo złożonych tematach związanych z literaturoznawstwem, zresztą nie są one moim celem. Prowadzę bloga, bo to fajne.



Będąc jednak prezydentem internetu, wybranym przez wszystkich pełnoprawnych jego obywateli (za których uważane są wszystkie osoby, które zawsze czytały regulamin przed zaznaczeniem "tak, akceptuję" i nigdy nie skłamały przy pytaniu "czy jesteś pełnoletni?") trudno mi nie zauważyć, że istnieje kawałek blogosfery, który jest cokolwiek dziwny.

A mianowicie chodzi o ludzi, którzy przerabiają szablony na blogi.

Tak, mówię wprost - przerabiają szablony. Zazwyczaj biorą jeden z podstawowych szablonów blogspota, dostępnych za darmo i dodają do niego różne gadżety, mniej lub bardziej estetyczne - zmieniają część kodu HTML, dodają kody css, dorabiają jakąś grafikę. Efekty wahają się od dzieła niemalże profesjonalnego (rzadko) do koszmarków będących internetowo-graficznym odpowiednikiem Kochanka Magii.

Powiecie - hej, Q, ale co z tego? Niech sobie te szablony przerabiają, to akurat nie jest zabronione, wiesz?

W porządku. Tylko czemu zazwyczaj to robią za pomocą zaiwanionej komuś grafiki, a gdy im ktoś weźmie trzy linijki kodu, chcą go pozywać do samego prezydenta internetu?

Przeczytajcie sobie tę notkę, która zainspirowała mnie do napisania tego krótkiego felietoniku. Wyczujcie ten patos, to oburzenie, że ktoś przekleił ich efekt rozsuwanych linków (jakieś dwie linijki kodu) i walnął do swojego szablonu. Kilka linijek ogólnodostępnych, prostych kodów, nieobjętych żadnym prawem autorskim. Z szablonów, będących przeróbkami innych szablonów i z grafiką...

...uch, kolejna sprawa. Internet to nie piaskownica, że można się nałykać piasku i potem pluć z durną miną na mamusię. Proste kody css nie są objęte prawem autorskim, tak samo jak nie są nim objęte gwiazdki, kolor czerwony i bycie zjadliwym recenzentem. To tylko mała składowa czegoś, co może być czymś więcej. Kawałek kodu dający dany efekt nie należy do nikogo, kto go używa, chyba że akurat genialnie wymyślisz własny kod, wtedy możesz go sobie zastrzec.

A co zdecydowanie jest objęte prawem autorskim? Grafika. Na przykład ta w moim nagłówku należy do Daniela Picarda, który akurat nie ma nic przeciwko temu, aby pod nią znajdowały się takie rzeczy jak np. okładka "Czarnej Walkirii" i to pomimo tłumaczenia, czym ona jest. Grafika wykorzystywana w szablonach na blogi należy do jej twórców. Nie nazywają się oni Google.pl ani Deviantart.com.

Jakoś, cholera, nikt o tym nie pamięta.

Mamy więc wielką aferę, ponieważ ktoś udostępnił kawałki niezastrzeżonego kodu, powstałego na rdzeniu tworu osoby, która w ogóle wpadła na pomysł, aby nadać temu wszystkiemu zarys i, najczęściej, z przerobionymi kawałkami ukradzionych prac.

Czy to nie jest wkurzające?

Naprawdę, nie sądziłem, że będę pisać na taki temat, ale tak, to JEST wkurzające. Wkurzająca jest ta cała drama niczym w brazylijskiej telenoweli, te kawałki o ciężkim wysiłku włożonym w coś, co w większości powstało na krwawych strzępkach praw autorskich innych osób. Jeżeli ktoś jest roztrzęsiony z takiego powodu, to chyba wyrwał się z jakiejś książki Katarzyny Michalak, podłączył się do internetu i tak go wstrząsnęła prawdziwa rzeczywistość, że pod wpływem brutalnego zderzenia płat czołowy mu się odkształcił po wewnętrznej stronie potylicy.

Pierwsza zasada internetów - nie traktuj spraw, które nie wymagają poważnego traktowania, naprawdę poważnie. Bo to trochę jak zabawa w dom prowadzona przez pięcioletnie dzieci.

Zasada druga - moralność Kalego jest zła.

Zasada trzecia - nie kłóć się z prezydentem internetu. Bo może nasłać na ciebie internetowy BOR.



(to Kotishaw. Ma tyle wspólnego z głównym tematem bloga co i cały felieton)

16 komentarzy:

  1. *akceptuję
    *tę notkę
    *na mamusię
    I coś jeszcze, ale się zgubiło po drodze (mam pamięć złotej rybki ;__;).
    Szablonik mi się podoba bardziej niż poprzedni, ale nagłówek zasłania trochę napis w obrazku. Nie dałoby się tego nieco przesunąć...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiam się, czy mam zły dzień, czy to tylko analfabetyzm wtórny. Pokombinuję z obrazkiem.

      Usuń
  2. Ja przestrzegam prawa autorskie i tego samego oczekuję od innych. Źle bym się czuła, jakby ktoś zaiwanił mi pracę i na domiar uznał się za jej autora.
    "Potrzebujemy obrazka. Weź jakiś darmowy z Google Grafika." ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Może i określanie tego łamaniem praw autorskich jest trochę śmieszne, ale jakby nie patrzeć, to złożenie tych wszystkich kodów CSS w jedną całość bywa niekiedy bardzo czasochłonne:)

    A Kotishaw na plusik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i owszem, niekiedy bywa - i gdyby ktoś skopiował szablon jako całość (a nie pojedyncze kody) to byłoby naruszanie praw autorskich. Pojedyncze kody są własnością ogólną, wiec ta drama to tylko próba zwrócenia na siebie uwagi. W bardzo śmieszny sposób.

      Usuń
  4. Kiedyś trafiłam na jedną szabloniarnię i nie dość, że creditowały obrazki, to gdy zwróciłam im uwagę, że w swoim layoucie używają obrazku, który był prezentem dla kogoś (więc, no, nieładnie), zaraz zmieniły.
    Kiedy indziej z kolei zwróciłam uwagę jednej ocenialni, że zabrały i zmieniły grafikę Bleedmana to wypadałoby to zaznaczyć w stopce, zostałam ochrzaniona, że przecież one zbyt się napracowały nad znalezieniem odpowiedniej grafiki, żeby ktoś im tę ciężką pracę teraz ukradł. I łaskawie zalinkowały do głównej Deviantarta.
    Szablonistki, niestety, zbyt często uważają się za kreatywne artystki bo slapnęły teksturę na obrazek z googli i potem ich wrażliwa dusza zetknięta z okropnościami tego świata nie wytrzymuje. Nie mam pojęcia, skąd się takie mimozowe podejście bierze.

    OdpowiedzUsuń
  5. "Kradzież" kodów to już rzecz powszechna i było już tyle skandali, głównie w roli ofiary występowała panna Y. Komentarzy pod tego typu postami na KG czytam tylko i wyłącznie z popcornem pod rękom ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak najlepsza jest Anusia z Szablonownicy. Praw autorskich do jesiennych liści nic nie pobije xD

      Usuń
    2. Zwrot "tylko i wyłącznie" nie jest poprawny, bejbe ;*

      Usuń
    3. O rly?

      http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=10571

      Usuń
    4. Poprawne to nie jest "z popcornem pod rękom", bejbe.

      Usuń
    5. Ta klawiatura mnie kiedyś zabije. Bardzo przepraszam za literówkę.

      Usuń
  6. Bardzo ładna notka, Prezydencie! No i Kotishaw na plus, zdecydowanie<3

    OdpowiedzUsuń
  7. Oh, Ben <3 Mało znam osób, które go lubią, dobrze trafiłam.
    Mi tam Q od razu kojarzy się z Benem, Bondem, Skyfallem... i tak można ciągnąć.
    Podobają mi się Twoje posty, są takie... satyryczne.
    Co do postu, to prawda, zgadzam się absolutnie. Strasznie bym się wkurzyła, gdyby ktoś "pożyczył" sobie mój szablon albo jego część. Jednak to moja praca.
    Pozdrawiam, zapraszam na swojego bloga, ostatnio pisałam o Benie :)
    (link w SPAMie)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mogę się mylić, ale chyba nie istnieje coś takiego jak "prawdziwa rzeczywistość". I co to w ogóle znaczy, że po podłączeniu do internetu można doświadczyć "prawdziwej rzeczywistości" ? ^^"
    Tak wiem, czepiam się.
    M.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nie rozumiem dlaczego ostatnio dostałeś odmowę oceny. Przecież ten tekst jest zwykłym tekstem, który mógł napisać każdy blogger. :)

    http://przemyslenia-zycia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń