9.19.2013

Zupa błyskawiczna Q: "Źli hejterzy"

 Jakiś czas temu wpadłem na pomysł pisania krótkich podsumowań co ciekawszych fragmentów książek. Rozumiecie, takie notki specjalne z zaskoczenia, bo więcej notek równa się więcej lajków na fejsbuku, więcej lajków równa się więcej sławy i tylko czekać, aż mnie zaproszą do komisji Zajdla i będę mógł powiedzieć tam, że Ziemiański jest gupi...

Ach, rozmarzyłem się.




Pamiętacie może Katarzynę Michalak? Autorkę "Mistrza", gdzie na główną bohaterkę wyskakują złowróżbne członki, a zła mafia została potraktowana imperatywem harlekinowym? Pamiętacie wzmiankę, że po tej recenzji (a także przeczytaniu złych opinii na jednym forum) autorka dostała kociokwiku i wyprodukowała elaborat na temat hejterów, którzy z powodu zazdrości i braku talentu na nią naskakują? Notka zniknęła z bloga, ale Internet pamięta.

Myślicie, że to koniec tematu hejterów? A gdzie tam! Zapraszam do przeczytania mojego cameo (a także innych złych nienawidzicieli) w najnowszej książce Katarzyny Michalak!

- Zobacz, jaka zaraz będzie heca – zachichotała. – Mam taką przyjaciółkę w gimnazjum, Anka ma na imię, tak jak ty, i jest domorosłą poetką. Wygrywa wszystkie konkursy, bo podobno rzeczywiście ma talent, jest pupilką nauczycielki od polskiego i w ogóle gwiazda z niej, że hej. A przy tym wrażliwa taka, że zaraz płacze. No i moją przyjaciółką została, bo fajnie jest przyjaźnić się z kimś choć trochę znanym. – Lena mówiła to trochę do Ani, trochę do siebie, cały czas przeglądając Internet. – Zaraz jej dokopiemy.
– Dokopiemy? – Ania uniosła brwi. Tak jak dotąd słuchała Leny z zainteresowaniem, tak teraz się zaniepokoiła. – Twojej przyjaciółce? Ale za co?! Co ci zrobiła?!
– Za nico. Za to, że jest poetką i publikuje swoje wypociny w sieci. – Lena zbyła dziewczynkę. – O, jest. Jej blog. Napisała nowy wiersz. Jakiś długi, kto by to czytał. Napiszemy komentarz... „Droga pseudopoetko, zajmij ty się lepiej czymś pożytecznym, bo tylko czas marnujesz, swój i mój. Twój nowy wiersz nie nadaje się do niczego, to czysta grafomania, pseudopoetycki bełkot. Tylko wytapetować nim ściany w kiblu”...
Lena uśmiechnęła się z satysfakcją
– Chcesz coś dodać? – zapytała Ani.
Ania czytała bezgłośnie napisane przed chwilą słowa. Pokręciła głową z niedowierzaniem, co Lena uznała za zaprzeczenie, więc – klik! – nacisnęła klawisz myszki i... komentarz pojawił się pod wierszem. Podpisany „Poeta Nick.
– Zrobiłaś to! – Ania aż uniosła się do pozycji siedzącej. – To jakiś kawał? Będziecie się zaraz z tego kawału śmiać?
– To nie kawał, ale kawał dobrej hejterskiej roboty. Wiesz, co to hejterka, no nie?
Dziewczynka zaprzeczyła.
- To zaraz będziesz wiedziała. Ona prawie nie opuszcza pokoju, bo jest niepełnosprawna, oprócz tego, że jest poetką. Ma porażenie mózgowe. O, patrz, już dzwoni! – Lena uśmiechnęła się szeroko, widząc migającą w dole ekranu ikonkę Skype’a i słysząc dźwięk połączenia. – Przesuń się tak, żeby cię kamera nie obejmowała, słuchaj i ucz się! – syknęła do Ani, szturchając dziewczynkę w bok.
Ania posłusznie odsunęła się nieco, nadal jednak widząc ekran. To, co robiła Lenka, przerażało ją i ciekawiło zarazem. Nagle na ekranie pojawiła się twarz dziewczyny w wieku Lenki. Twarz wykrzywiona płaczem i mokra od łez, ocieranych nieustannie rękawem rozciągniętej bluzy od dresu. Lena wzięła głęboki oddech i napomniała szeptem swą znieruchomiałą towarzyszkę:
– Ani mi tu drgnij i milcz, nawet głośno nie oddychaj! – Po czym przybrała smutnawy wyraz twarzy, z której złośliwość znikła jak zdmuchnięta, i odebrała połączenie. Twarz niepełnosprawnej dziewczyny rozjaśnił na moment uśmiech, ale łzy nie przestały płynąć z jej jasnych oczu.
– Leeenka, jak dooobrze, że jeeesteś! – zaczęła nieco jękliwym tonem, przeciągając samogłoski. – Znów to zrobił! Czytałaś?
– Co zrobił? Kto zrobił? – zapytała niewinnie Lena.– On, ten... ten Poeta Nick. Skomentował mój nowy wiersz tak jak to on: podle, bez serca. Po prostu wylał na mnie kubeł pomyj...
Ania zesztywniała z niedowierzania i rosnącej odrazy. Wreszcie zrozumiała, co Lena zrobiła i... ta prawda z trudem torowała sobie drogę do jej umysłu. Leżała jednak nadal na brzuchu i nie śmiała głośniej odetchnąć.
– Och, Anka, olej go! Przecież to zwykły hejter! Nie ma facet pojęcia o poezji, nie zna się na twoich wierszach, sam pewno popełnia jakiś bełkot, a że ty osiągasz sukcesy, a ten żałosny pętak pewnie nie, to po tobie jeździ z zawiści. Mówiłam ci tyle razy: nie przejmuj się hejterami! Zawsze trafi się jakaś gnida, a ty potem ryczysz. Zablokuj komentarze czy coś, ale...
– Mam znajomych, którzy lubią moje wiersze. Chcę, by mogli je komentować!
– To nie czytaj takich pierdół, tylko od razu kasuj.
– Ale tak się nie da! Zawsze najpierw przeczytam, a potem... – Dziewczyna na ekranie laptopa znów zaczęła łkać.
Ania pociągnęła Lenkę za rękaw, najpierw delikatnie, potem mocniej. Nie mogła patrzeć na rozpacz i ból tamtej poetki. A już podłości Lenki, która najpierw to cierpienie spowodowała, a potem pocieszała swoją przyjaciółkę – przyjaciółkę? – nie mogła znieść ani sekundy dłużej. Lenka obejrzała się za siebie i powiedziała szybko do przyjaciółki:
– Wołają mnie, muszę spadać. A ty się nie przejmuj. Wiersz jest śliczny, mnie poruszył. Może będę wieczorem, pa! 

Nim Anka odpowiedziała, Lena kliknęła w ikonkę czerwonej słuchaweczki i ekran zgasł. 
– No i jak? – zwróciła się do pobladłej Ani. – Genialne, co? Nim Ania powie jej, co myśli o takiej podłości, musi... zrozumieć. Tak, zrozumieć, co Leną powoduje, że tak krzywdzi swoją przyjaciółkę. I zapytała o to Lenę, na co ta się skrzywiła. – Oj tam, oj tam, zaraz krzywdzi! W hejterkę się bawię po prostu.
– Ale dlaczego? Przez ciebie ta Anka płakała! Wysłałaś ten okropny komentarz, a potem ją pocieszałaś! To... to...
– To jest cool – wpadła jej w słowo Lena. – Śmieszne, rozumiesz? Taki żarcik. My wiemy, że to ja napisałam, Anka tego nie wie, i my ją pocieszamy, wiedząc, że my wiemy, a ona nie. Hejterka. Po prostu. Fajna zabawa.
– To nie jest zabawa! Ona płakała naprawdę! Jeśli ktoś dobrze się bawił, to ty i tylko ty! – Ania zeskoczyła na podłogę. Lena skwitowała jej wybuch lekceważącym skrzywieniem ust.
– Gdy moja mama cierpiała – zaczęła Ania niskim, nieswoim głosem – chciałam oddać wszystko, żeby wziąć jej ból na siebie. Rozumiesz? By nie patrzeć, jak zwija się z bólu, jak wali głową w ścianę, jak gryzie ręce. Żeby nie słyszeć, jak najpierw krzyczy, a potem już tylko jęczy, błagając o śmierć. I ja, gdybym mogła, wolałabym sama cierpieć, niż przy tym być. A ty... ty... nic się nie zmieniłaś, choć wujek mówi, że owszem. Jesteś wredna i podła i ja nie chcę cię znać. Wybiegła, trzasnąwszy drzwiami.
– Mazgaj i miernota intelektualna – prychnęła Lena, nieco zaniepokojona. – Nie zna się na tym, co dziś jest trendy...
Niepokoiło ją nie to, że Ania nie chce jej znać, ale że może donieść wujkowi o tej hecy. Co też ją podkusiło, by się przed Anią-sranią popisywać?! I teraz ze wspólnych konnych wypadów nici. Wujek Ned ją ukarze, bo pewnie jego ukochana córcia ma rację, ten hejterski numer wygląda na podłe zagranie, gdy tak spojrzeć z boku, ale z drugiej strony – jeśli ktoś publikuje swoje wypociny w sieci, musi się liczyć z atakami hejterów. Takie jest niepisane prawo netu! Chcesz zaistnieć, to cierp! Mimo tych tłumaczeń czuła się coraz bardziej nieswojo...

Od czego tu zacząć...
Może tak - droga Leno, Disney by cię ze swoich bajek wykopał za bycie nie tyle płaskim złym bohaterem, co bohaterem całkiem wklęsłym. Przypominasz trochę te postacie z kreskówek, które zwykle śpiewają, jacy są źli i jak im z tym dobrze, ale ty fałszujesz przy tym tak okrutnie, że mogłabyś angaż w charakterze broni akustycznej. Naprawdę, gdybyś się zanosiła wiedźmim śmiechem, miała haczykowaty nos i siedziała na tronie zbudowanym z porwanych książek biednej Katarzyny Michalak, nie byłabyś bardziej przerysowana, albowiem bardziej się po prostu nie da, istnieje jakaś ostateczna granica w byciu najbardziej niewiarygodnym bohaterem świata. I może to walnięcie z rozpędu w tę granicę rozpłaszczyło cię do takiego stopnia, naprawdę, nie wnikam.

Droga Anko z porażeniem mózgowym. Przyda ci się psycholog. Stop. Przyda ci się cały sztab psychologów, pedagogów, psychiatrów i basen wypełniony meliską. Bo, tak jakby, jeśli ktoś reaguje histerią na złego komcia, to następnym krokiem jest samobójstwo z powodu tego, że koleżance nie podobały się twoje nowe trampki. Serio, weź się za siebie. I tutaj twoje porażenie nie ma nic do rzeczy, zresztą wszyscy wiemy, że istnieje ono tylko dlatego, żeby wywołać współczucie niskim kosztem, a prócz tego nie wywołuje żadnych innych objawów, null, nie istnieje.

Aha - i ten kolor sukienki ci nie pasuje.

/Anka rzuca się z mostu do Wisły, jednak, jako że jest dobrą bohaterką, przeżywa i ma traumę do końca swoich dni/

Droga Anko Dobra Samarytanko - porównywanie wielkiego bólu koleżanki, która dostała złego komcia z prawdziwym cierpieniem swojej matki sprawia głównie, że miałbym pewne obawy przed pozostaniem z tobą w jednym pomieszczeniu. A nuż uznasz, że nadepnięcie człowiekowi na stopę i wypatroszenie go za pomocą młota pneumatycznego to czynności całkiem równorzędne.

Co ja mam do powiedzenia o tym fragmencie? Cóż, napiszę to w swojej książce, jeśli jakąś wydam. Bo w końcu to takie cool. I trendy.

A na koniec gif, obrazujący moją reakcję po przeczytaniu tego fragmentu.



I pieśń prawdziwego złego hejtera:




A teraz bywajcie, idę heeeeeeeeeeeejtować <3

31 komentarzy:

  1. Ach, kochana Kejt.
    Nie am to jak narzekać na zło świata, a jednocześnie okłamywać czytelników nie wysyłając zwycięzcom konkursów należnych im nagród, a potem jeszcze kasować komentarze, w których raczyli się o te nagrody upomnieć <3

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie. Czuję się osobiście urażona tym fragmentem w imieniu swoim i wszystych Len świata *foch*

    Gdybym nie trafiła na Twojego bloga, nie pomyślałabym, że takie rzeczy można wydawać. To, że internet jest zbiorowiskiem różnorodnego śmiecia to wiadomo nie od dziś, ale jednak wydawałoby się, że jeśli coś zostaje wydane na papierze, to powinno trzymać jakikolwiek poziom. Po raz kolejny przekonałam się, że jednak nie. Już wylewanie swoich żali w książce jest nieco śmieszne, ale jak już, to mogłaby to chociaż robić w nieco bardziej przekonujący sposób...

    Inna sprawa, że czasem niektórzy rzeczywiście hejtują chyba dla samego hejtu i to może boleć. Ale coś mi się wydaje, że w wypadku tej pani wszelkie zastrzeżenia były uzasadnione...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że są ludzie, którzy hejtują dla samego hejtu. ale nie o to chodzi. Nawet najbardziej prymitywni autorzy komci na onecie nie robią tego, bo to "cool", "trendy", nie mówią otwarcie "jestem złym hejterem i zazdroszczę obiektowi hejtu sławy", albo "teraz komuś dokopię dla funu". "Zła hejterka" mogłaby napisać koleżance złego komcia, bo jej nie lubi, bo jest głupia, gruba czy z innego kretyńskiego powodu i to mogłoby być wiarygodne. Ale zachowanie Lenki wiarygodne nie jest w najmniejszym stopniu.

      Usuń
    2. Cóż, zgadzam się w zupełności. Autorka się nieźle popisała tym przerysowaniem postaci. I tylko nadal ubolewam, że musiała ją nazwać moim imieniem :<

      Usuń
  3. A za mną wciąż łazi chęć przeczytania jakiejkolwiek książki tej autorki, odkąd tylko miałam okazję spotkać się z kilkoma fragmentami jej opek pełnych żali (o, przepraszam, miałam na myśli książki-bestsellery!). Tylko nie wiem, czy jest warto brnąć przez takie bagno, jeżeli do pani Kasi, najlepszej Pisarki i Osoby na świecie nigdy nic nie dotrze. (Swoją drogą, zastanawiam się, kto byłaby w stanie wystukać takiego maila, jakiego zacytowała nam ałtorkasia).

    OdpowiedzUsuń
  4. Drogi panie Prezydencie, obywatel zgłasza się po pomoc! Na "Z piwnicy" jest moderacja komentarzy, o ile dobrze pamiętam - tego nie musisz upubliczniać, chyba, że nie odezwiesz się do mnie na mail'a.
    Ten blog jest jedynym, którego znalazłam, a który zamiast gadżetu "Obserwatorzy" ma prosty link "Obserwuj!" wśród kart. Czy siedemnasta litera alfabetu łacińskiego podzieliłaby się ze mną tą tajemnicą i zdradziła, jak zrobić coś podobnego u siebie?
    Pers pozdrawia i kłania się w pas, zostawiając swój adres e-mail.
    persowe.dewiacje@gmail.com

    PS: Jeśli chciałbyś usunąć ten napis "Subskrybuj: Komentarze do posta (Atom)" - mogę powiedzieć, jak to zrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak nie ma moderacji ;O No, nic, Pers często się myli. Wobec powyższego drugie zdanie z pierwszego akapitu pierwszego komentarza nie obowiązuje.
      Drugi skłon w pas,
      Pers.

      Usuń
  5. Witam, przyszłam się wyżalić. I uspokoić oczy, bo jak weszłam na ten prześlicznie Bóg-sam-nie-wie-w-jakim-kolorze blog pani Michalak...Nah. Trauma do końca życia.
    Przeczytałam Twój wpis na ten temat, przeczytałam wersję Pani Kasi, żeby nie było, że jestem subiektywna... i powiem szczerze, zachciało mi się płakać. Nad przytoczonym w tekście tworem autorki, nad samym stylem wypowiedzi ww. Katarzyny, który po prostu mnie przeraża oraz twardym uporem tej pani.
    Co do fragmentu powieści o Pełnych Jadu Wszach a.k.a hejterach- no mózg i oczy bolą, jak na to patrzę. Okej, rozumiem i wiem- istnieją ludzie czepiający się każdej możliwej głupoty (a już zwłaszcza tam, gdzie jej nie ma), ale... no żeby aż tak wyolbrzymiać niewielki problem? Dodatkowo- to wersja drukowana, a nie publikowana gdzieś tam, het, w Internetach, więc można by się jednak pokusić o odrobinę poprawnej polszczyzny. Nie żądam kwiecistych ozdobników, tylko ograniczenia kolokwializmów. Wyżaliłabym się na blogu pani M., ale jakimś dziwnym cudem nie odnajduję żadnego z moich komentarzy zostawionych pod jej postami.
    Życie jest ciężkie, a potem się umiera.

    Co do kwestii łasych na sławę, pozwolę sobie na zacytować:
    "Kurczę, taki dramat! Kto zechce to czytać?! Przecież dziewczyny wolą słoneczne historie z happy endem!"
    No comments.

    (Przy okazji przepraszam za felieton o niczym i serdecznie pozdrawiam, Panie Prezydencie :) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znajdujesz komentarzy, ponieważ wszystkie niepochlebne kasuje. Wiadomo, nie należy tolerować złych hejterów :)

      Usuń
  6. Fragment, który zacytowałeś jest tak cÓdnej Órody, że nadawałby się chyba na podręcznikowy przykład focha urażonej ałtoreczki. Boli jedynie myśl, że nasza droga ałtorkasia nie jest gimnazjalistką, a panią w teorii dorosłą i dojrzałą, na dodatek wydającą swe nieszczęsne dzieUa.
    Gdyby nie Twój jakże trafny komentarz tego fragmentu, to nie wiedziałabym, czy mam się śmiać, czy płakać. Tak przynajmniej poprawiło mi to nieco humor :)
    Swoją drogą, widziałeś już może pełnego żali żurnala Sitriel a propos Twoich hejtów, tzn. recenzji? Jak nie, to bardzo polecam.
    I na zakończenie dodam, że współczuję hejterom z misją. Tym, którzy chcą zmieniać Internety i nie tylko, a obrażone ałtorki całą ich działalność wyjaśniają tym, że osoby hejtujące są zazdrosne albo chcą być cool. To takie smutne, choć potrafi przysporzyć tak wiele radości.
    Pozdrawiam serdecznie Pana Prezydenta i internetowych współobywateli,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widziałem, dzięki!

      W zasadzie jedyny mój komentarz jest taki - KIEDY W KOŃCU WSZYSCY ZROZUMIEJĄ, ŻE JESTEM LITERĄ!!!ONEONEELEVEN. Piszę o tym w niemalże każdej notce, jest w kolumnie po lewej, no normalnie nie wiem, w nagłówek sobie to wstawić, czy co? Czuję się dyskryminowany...

      Usuń
    2. Ja za to współczuję i ludziom i literom, które zakładają fałszywe konta by nabijać się z osób, którym zazdroszczą. Trochę to żałosne.

      Usuń
    3. Też bardzo współczujemy, chociaż nie jestem pewien, jak można mieć fałszywe konto na bloggerze, gdzie, w przeciwieństwie do facebooka, nie istnieje wymóg wpisywania prawdziwych danych osobowych.

      Usuń
    4. Wiem o czym mówisz, ostatnio miałem takiego upierdliwego trolla, który specjalnie się zarejestrował po to, aby się ze mnie nabijać. To smutne, jak można tak zazdrościć sławy Prezydenta Internetu i błyskotliwego recenzenta, tak.

      Usuń
    5. Smutne jest to, że osobników zazdrosnych jest najwięcej, przez co każdy późniejszy ich zdaniem hejt ałtorki biorą za przejaw właśnie zazdrości.
      A często nie ma nawet czego zazdrościć...

      Usuń
    6. Coś czuję, trafiliśmy na ten poziom incepcji, na którym już nie rozumiem, kto komu zazdrości i czego. Chociaż to naprowadziło mnie na pomysł notki, czegoś w stylu - "Pięciu pisarzy, którym zazdroszczę, ponieważ w życiu nie będę pisać tak dobrze jak oni". Dzięki więc :)

      Usuń
    7. Wiesz, droga Litero, przykro mi, ale nie wystarczy założyć męskiego konta by nie być laską, której pracy nie przyjęli do antologii TCD, podczas gdy Sitriel tak.
      Ot, żałosne.

      Usuń
    8. Hyakki, twój jest trochę jak ten kawał o rowerach rozdawanych na placu. Bo nie męskie konto, tylko konto literowe, nie laską, tylko Literą i przyjęli, tylko nie opublikowali, bo skapnęli się, że to trolling. Swoją drogą trochę śmieszne, że chcieli wydać mój odrzut z jakiegoś konkursu, który nie miał nic wspólnego ani z yaoi, ani z tematem antologii :) Ale poza tym - zgadza się w Twojej wypowiedzi wszystko.

      Usuń
    9. >Ja za to współczuję i ludziom i literom, które zakładają fałszywe konta by nabijać się z osób, którym zazdroszczą. Trochę to żałosne.

      Czy Hyakki_Yakou chce nam powiedzieć, że pochodzi z Japonii i przy okazji włada jednym z najtrudniejszych języków świata? W takim razie chylę czoło, ale nadal nie wiem, czemu przy takich możliwościach zagląda w tak dziwne zakamarki Internetu.

      Hyakki, powiedz mi, czego tu zazdrościć? Rażących braków w warsztacie? Bo na pewno nie ich publikacji.

      Usuń
    10. Hyakki_Yakou ewidentnie zazdrości talentu recenzenckiego. Sama założyła bloga, na którym w marcu szumnie zapowiedziała recenzję porównawczą obu antologii Kotori i do tej pory udało się jej... krótko omówić pierwsze z opowiadań pierwszej antologii.

      Usuń
  7. Żałosne to są "prace" wydawane przez TCD i ich poziom. Antologie składają się w większości z tego, co zostało odrzucone przez Kotori i wyglądają, jakby nie widziały korekty. Publikacja w TCD to raczej obciach niż powód do dumy...

    OdpowiedzUsuń
  8. Uważaj, Q. Przyjdzie Sitriel i poukrywa Ci komcie. Boo-hoo! ;>

    OdpowiedzUsuń
  9. OMUJBORZE ten fragment jest CÓDNY. Jak można tak bardzo nie umieć opisać wiarygodnego villaina, no jak. Dobrze, że nic nie piłam, bo bym się opluła. Dzięki za zapoznanie mnie z tym códem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Q, ja wiem, że "Kochanek Magii" jest potwornie zUy, ale nie Ómieraj... ;___;
    *czeka na recenzję*

    OdpowiedzUsuń
  11. Ech, Lenka byłaby już mniej płaska, gdyby próbowała się chociaż tłumaczyć tej Ance. Już nawet takie ,,Ja ją lubię i hejtuję dla jej dobra, żeby się nauczyła przyjmować krytykę" jest wiarygodniejsze niż ,,BUHAHAHAUHAHA, jestę złym hejterę". Chociaż, czego ja wymagam...

    OdpowiedzUsuń
  12. Siemka Q
    w sumie to tylko chcialam Ci tu napisac, że jesteś zajebisty.
    no. to tyle.
    M.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wydawalność Michalak wciąż tak bardzo mnie fascynuje *___*
    Tego o hejterach nie znałam. :D Boskie - szczególnie hejterka mówiąca o sobie, że jest hejterką. xD W jakiejś knidze na pewno jest o krytykach za to. No bo każdy wie, że krytyk to taki niespełniony grafoman, który sam nie ma talentu, więc zostaje krytykiem tylko po to, żeby móc mieszać z błotem tych wszystkich, którzy w pocie czoła i dzięki niesamowitym umiejętnościom odnoszą sukces. ^^

    OdpowiedzUsuń
  14. Normalnie gruz i porażka, czekam, aż Michalak przedstawi byłego faceta jako drania bez serca/jego nową kobietę jako wyrachowaną sucz. Nie wierzę, że dorośli ludzie bawią się w takie rzeczy. Na bloga trafiłam błądząc po internetach i myślę, że znalazłam godne zajęcie na piękne letnie dni spędzone na L4 ;D

    OdpowiedzUsuń
  15. Drogie Q, mylisz się. Moim skromnym zdaniem bohaterowie pani Michalak posiadają bardzo bogate życie wewnętrzne, któremu nie da się zaprzeczyć ponieważ zostało ono udowodnione przez sztab naukowców. Co prawda jest to jedynie parę szczepów bakterii jelitowych plus od czasu do czasu jakiś tasiemiec czy glista ludzka się trafi, ale jednak!

    OdpowiedzUsuń
  16. Dlaczego teraz jakakolwiek krytyka jest określana "hejtem" ?
    Bardzo mnie to irytuje.
    Piszę gdzieś komentarz. Kulturalny, bez obrażania personalnego. Np mówiąc, że walory estetyczne "czarnej walkirii" są nędzne, bo jest to zwyczajnie brzydkie. Dlaczego od razu muszę być zakompleksiona, nieszczęśliwa? przecież to moja opinia. Skąd w twórcach (wszelakich) taka wielka pycha? dlaczego zamiast stwierdzić "Okej, mnie się podoba, mam inne zdanie", są tak przeświadczeni o swojej wielkości, że cały czas utrzymują, że osoba komentująca jest wstrętna?

    "Hejter" stał się określeniem bardzo wygodnym. Można tworzyć szit i twierdzić, że jest fantastyczny, tylko "hejterzy" hejtują dla własnej satysfakcji. To smutne, jak bezkrytyczni stali się wszyscy twórcy.

    Sama "tworzę" grafiki i robię zdjęcia. Uczę się, każdą krytykę przyjmuję na klatę. Z częścią się nie zgadzam, mam inną opinię - ale mówię o tym, zamiast pławić się w personalnej nienawiści i udawać, że ja jestem wybitna a "hejter" komentuje dla samej podłości.

    pozdrawiam i będę czytać bloga na bieżąco, podoba mi się.

    OdpowiedzUsuń