3.13.2013

Piwniczna recenzja: „Mistrz” Katarzyny Michalak



                  Moi drodzy, czy lubicie harlequiny?      
 
                No ale, hej, Q – mógłby ktoś powiedzieć. – Czy ty przypadkiem nie miałeś recenzować, tak jakby, erotyków, thrillerów i fantastyki? To raczej niedokładnie to samo, co harlequiny.

                Do tego dojdziemy. Najpierw porozmawiajmy o harlequinach. Otóż harlequin to, krótko mówiąc, powieść o tematyce miłosnej, charakteryzująca się wysoką wprawą w wywoływaniu facepalmów u czytelnika, za pomocą bohaterów zachowujących się jak kretyni i nierealnej fabuły. Większość książek tego typu powiela schemat – jest ona, pikna niewinna dziewica i on, przystojny, tajemniczy i mroczny niczym widmo pierwszej sesji na studiach. On i ona zakochują się w sobie, najczęściej siłą imperatywu narracyjnego. Natykają na różne przeszkody, typu złe przeciwniczki głównej bohaterki (te nigdy nie są dziewicami, więc z zasady są złe), paskudni rodzice i okropni bracia bliźniacy, ale ich miłość pomaga przezwyciężyć wszystkie przeciwności. Ta miłość zawsze jest wielka i na całe życie, pomimo że nasi bohaterowie wymienili pomiędzy sobą jakieś trzy zdania i dwa ciosy pięścią.




                To trochę tak jak u Disneya, minus cały urok.

                No to teraz przejdźmy do naszego przedmiotu recenzji. Fabuła „Mistrza” Katarzyny Michalak opowiada o tym, jak Sonia, pikna dziewica, zostaje porwana przez złą mafię, z jakiegoś powodu złożoną w trzech czwartych z superprzystojnych i raczej kulturalnych facetów. Dobra, nie czepiajmy się, może to był oddział przekształcony z grupy emerytowanych aktorów porno. Albo sposób na zachowanie kosmicznej równowagi wobec tego, że każdy zły bohater w filmach o Jamesie Bondzie musi wyglądać jak coś wyrzyganego przez Cthulhu. W każdym razie – najbardziej seksownym i mrocznym z ich wszystkich jest szef, Raul de Luca, po czym poznajemy, że to on będzie wielką miłością Soni. Dodajmy jeszcze postacie poboczne, jak paskudną i puszczalską Angelikę, która nie lubi Soni czy paskudnego i puszczalskiego brata Raula, który również Soni nie lubi, ale chciałby ją zaliczyć, oraz Pawła, który jest… no, Jacobem ze Zmierzchu… i w zasadzie już nie musicie znać fabuły „Mistrza”, aby domyśleć się, kto z kim i po co.

                Nie bądźmy jednak tacy, porozmawiajmy o fabule i kreacji świata. Od tego drugiego zaczniemy, bo będzie prościej, bowiem kreacja świata jest ogólnie tak infantylna, że przy tej książce przygody Inspektora Gadżeta mogłyby służyć za podręcznik tworzenia złych organizacji. Tak, doktor Claw jest bardziej przekonującym mafiosem niż Raul de Luca. Co więcej – Mojo Jojo z Atomówek jest bardziej przekonującym przestępcą niż Raul de Luca. Gdybyś, Drogi Czytelniku, wyszedł za potrzebą, to, co zostałoby potem w muszli klozetowej prawdopodobnie też by było bardziej przekonujące niż Raul de Luca. A to dlatego, że w „Mistrzu” źli faceci prowadzą dialogi w stylu:

                - Raul, zakochałeś się w Soni!
                - Wcale nie!
                - A wcale, że tak!
                - Jesteś u pani!

                Dobrze, trochę hiperbolizuję, ale niewiele. Mafia przedstawiona w tej książce nie zachowuje się jak mafia, tylko jak mokry sen trzynastolatki o przystojnych i niebezpiecznych mężczyznach, którzy oczywiście są niebezpieczni tylko na pokaz, a naprawdę to stado tulaśnych króliczków. Różowych i puchatych. Zresztą, nawet gdy udają złych gości, wychodzi im to miernie, ponieważ nikt im nie powiedział, że rzucanie tekstami typu „Jestem mężczyzną, który nie potrafi kochać” przystoi raczej emo-gimnazjalistom, a nie jakimkolwiek przestępcom. Tak samo wszystkie genialne plany rodem z telenoweli, typu „uwiedziesz Sonie i wyciągniesz z niej informacje”, a takich wątków w książce jest sporo. Najbardziej tulaśnym naburmuszonym króliczkiem jest, oczywiście, Raul, który równie dobrze mógłby mieć na czole plakietkę „nie jestem zły, tylko udaję”. Don Corleone na widok takiego mafiosa dostałby zawału, naprawdę. 

                Z postaci pobocznych mamy parę „złych i puszczalskich”, czyli Vincenta i Andżelikę. Andżelikę można zdefiniować stwierdzeniem, że to ta galerianka, której nie było w filmie, ponieważ jej zachowanie było zbyt żenujące, aby je ukazywać w jakimkolwiek medium. Vincent jest tym złym, co można poznać po tym, że a. jego superprzystojność jest mniej przystojna niż hiperprzystojność Raula, b. uprawia seks z kimś innym niż swoja prawdziwa miłość, c. jest adoptowany. Jest też Paweł, który służy do bycia miłym i nijakim i reszta ekipy, która w związku z umiarkowaną przystojnością mogą się zachowywać jak przestępcy, a przynajmniej jak podchmielone dresy. Nasi bohaterowie zajmują się takimi typowymi dla mafii sprawami, jak zakochiwanie się w sobie od pierwszego wejrzenia, kurtuazyjne zachowywanie się wobec zakładników i przeżywanie rozterek uczuciowych.

                Główna bohaterka jest idiotką. Nie, nie romantyczką. Gdy lubisz taki rzeczy, jak kolacje przy świecach w chatkach w głębi lasu i podobne, to prawdopodobnie jesteś romantyczką. Jeśli porywa cię i rani jakiś zwyrol, a ty zaczynasz pałać do niego uczuciem tylko dlatego, że ma ładną dupę i tak smutno patrzy, jesteś idiotką. Przykro mi. Gdyby Raul miał jakiekolwiek zadatki na prawdziwego przestępcę, Sonia skończyłaby mniej więcej tak:



…no ale nie ma, więc ta siksa będzie nas irytować swoją tępotą i wyraźnym niezrozumieniem sytuacji, w której się znalazła do samego końca książki.

                „Mistrz” jest, niestety, kolejnym członem książkowej stonogi żerującym na popularności „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. Wobec tego sceny erotyczne pojawiają się zaskakująco regularnie. Uznałem, że nie będę ich opisywać, dam tylko jeden cytat, który pokażę, z czym mamy do czynienia.

Na widok sterczącego, nabrzmiałego prącia jej oczy zogromniały i ze świstem wciągnęła powietrze. 
- Nie widziałaś jeszcze nigdy nagiego mężczyzny – domyślił się.
- Tylko na filmach – wyszeptała, nie mogąc oderwać  oczu od złowróżbnego członka. – On… on się tam nie zmieści!
Złowróżbny członek. Aha. Niech dzieło broni się samo, jak to mówią. Ale jak wiadomo:



…to i złowróżbny członek może być.

Styl jest jednak, wbrew pozorom, największą zaletą książki. Pomijając dość durne sceny erotyczne (moje libido nadal nie wyszło spod szafy), „Mistrza” czyta się szybko i bez problemu można go skończyć w jeden wieczór. Widać, że autorka ma jakiś warsztat, chociaż niepowalający. Zgrzyty pojawiają się głównie przy scenach seksu i uczuciowych rozważaniach bohaterów, które po prostu są tak głupie, że nawet nekromanta nie wskrzesiłby w nich niczego sensownego. Dialogi są raczej nienaturalne, zachowanie bohaterów jest nienaturalne, sytuacje są nienaturalne. Błędy rzeczowe występują i dotyczą głównie – a jakże – części sensacyjnej, która jak wspomniałem, kupy się nie trzyma. Zakończenia nie zdradzę, ale że dotyczy ono głównie tego, z kim będzie główna bohaterka, to i tak to nikogo nie obchodzi, bo wszyscy i tak życzą jej długiej i bolesnej śmierci z rąk prawdziwej mafii.
                Podsumowując – jeśli ktoś lubi harlequiny, może sięgnąć po tę książkę. Znajdzie tam nierealny romans i trochę kiepskich scen erotycznych dla zabicia nudy, trochę machania papierowymi pistoletami i dużą ilość przystojnych mężczyzn. „Mistrz” idealnie nadaję się do położenia w toalecie celem umilenia posiedzeń, ponieważ nie wymaga od czytelnika włączenia jakichkolwiek funkcji umysłowych, a wręcz zaleca się, aby go czytając za bardzo nie myśleć nad sensem. Jeśli jednak jesteś fanem sensacji, nawet takiej opartej na lekkiej rozrywce w takt pościgów i wybuchów, odpuść sobie. Obejrzyj raczej CSI, gdzie dzielni technicy ponownie złapią przestępcę uzyskując jego zdjęcie przez powiększenie odbicia w prawym oku ofiary. Naprawdę, to będzie miało więcej sensu. Nie licz też na dobre sceny erotyczne, chyba że kręcą cię wesoło wyskakujące ze spodni złowróżbne członki. 

                A teraz przepraszam, idę oglądać No country for old men. Tak mnie jakoś naszło.




                PS. Blogasek trochę się zepsuł i pokazuje podwójnie posty. Ktoś wie, jak to naprawić?

EDIT (18.03.13 r.): Wydaje mi się, że moja recenzja (oraz trzy pytania dotyczące przyjmowania krytyki zadane autorce książki) wywołały reakcję, której się nie do końca spodziewałem. Zaciekawionych zapraszam TUTAJ. A do pani Michalak, jeśli mnie czyta - raz, nie jestem anonimowy, mój nick jest krótki, ale dość charakterystyczny. Dwa, nie jestem hejterem, bo pisanie negatywnych recenzji to nie hejting. Trzy - nie mam pojęcia, po co miałbym się chcieć lansować na Pani stronie, skoro raz, mam swoją, a Pani czytelniczki raczej nie są moim targetem, naprawdę. Cztery - raczej nie słynę z łażenia po sieci i zaczepiania czytelniczek kiepskich książek, więc nie do końca wiem, co sobie Pani uroiła. Pięć - niczego Pani nie zazdroszczę i nie czuję do Pani absolutnie niczego. Ja tu tylko tylko odwalam swoją robotę. Sześć - i to najważniejsze - jeśli Panią tak boli krytyka, to proszę pisać lepsze książki. Zaświadczam, łudzenie się, że wszystkie złe recenzje to robota pełnych zawiści hejterów chcących się wylansować na Pani stronie w tym nie pomoże.

25 komentarzy:

  1. Hej, Q, nie sądzisz, że lepiej tekst wyglądałby, gdybyś robił wcięcia akapitowe kodem, a nie spacjami?

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze powiedziawszy, jestem noga jeśli chodzi o zawiłości kodowania i bardzo się boję, że coś zepsuję babraniem się w HTMLu. Jeśli tekst się kiepsko czyta, mogę na sposób angielski jeszcze wyróżnić poszczególne akapity enterami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wejdź w "Dostosuj szablon" i w arkuszu CSS wklep to:
    .post-body {
    text-indent: 4em;
    }

    :>

    OdpowiedzUsuń
  4. Wkleiłem. I nie widzę zmian :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz co, Q? Udało Ci się. Chyba to przeczytam. Może nie w najbliższym czasie... jestem w trakcie czytania "Achai", a w tym tygodni wypadałoby przeczytać jeszcze kawałek "Gry o Ferrin" tej samej aŁtorki, mój mózg może tego nie wytrzymać... ale przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Absolutnie wobec tego polecam, kawał dobrej złej literatury.

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialnie. Po raz kolejny czuję, że powinnam się trzymać z dala. Ani dobrej sensacji, ani erotyka - i weź tu sobie znajdź książkę na siebie. Q, czekam na coś dobrego następnym razem ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. A może ręcznie, Q? Na początku każdego akapitu dać < div style="Text-indent: 60px" >? Chyba że chcesz więcej, to daj 70px, nie wiem, jak dużę wcięcia będą Ci pasować. I zamknąć < /div >, oczywiście. (Tylko usuń spacje).

    OdpowiedzUsuń
  9. Akapit o Inspektorze Gadżecie i Mojo Jojo mnie zabił.

    I, cholera, naprawdę mam ochotę przeczytać tę książkę! Jednak usiądę i zaczekam aż mi przejdzie, bo czeka na mnie kilka lepszych pozycji.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ależ drogi Q, przecież harlequiny to właśnie fantastyka! Bo w jakim świecie kobieta, która urodziła ósemkę dzieciaków, mogłaby wciąż wyglądać jak dwudziestolatka? Tak, znam takie "dzieło" gdzie główna bohaterka miała dwie drużyny koszykarskie bachorów, a opisywano ją jako piękną i młodą, w dodatku szczupłą i z jędrnymi piersiami... No i co? Czysta fantastyka.

    Gr.

    OdpowiedzUsuń
  11. O! W końcu trafiłam na porządną recenzję Mistrzunia, jakże się cieszę, ja niestety zmordowana czytaniem zrezygnowałam z pisania. Uważam,że i tak wystarczająco się poświęciłam, stracony wieczór plus rozczarowanie, mam jedno ale...harlequiny się czytało o wiele przyjemniej:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Szato ba.... czy jak to tam było .Jestem pod wrażeniem , kolejny mężczyzna, który krytykuje Kasię Michalak za jej "Mistrza". Sama meczyłam się z nim długo. Szkoda mi tych pieniędzy wydanych na tą książkę, mogłam poszukać ciekawszej pozycji. Choć Grey przypadł mi bardziej do gustu. Pozdrawiam serdecznie :-D

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten złowróżbny członek prześladował mnie przez całą książkę. I pies. Ten, który lizał.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zgadzam się z tym: "Główna bohaterka jest idiotką. Nie, nie romantyczką." jak najbardziej, jak również z tym: "Sześć - i to najważniejsze - jeśli Panią tak boli krytyka, to proszę pisać lepsze książki." Więcej nic pisać nie muszę...

    OdpowiedzUsuń
  15. Ej, Q, bo się nie załapałam - masz może screena tego posta, który był odpowiedzią Michalak? Bo na moją uwagę, że ona nie akceptuje niepochlebnych opinii, pojawiła się odpowiedź, że jej blog, to jej dom i że przyjmuje tylko przyjaźnie nastawionych. Aż mi się teraz szkoda zrobiło, że nie mam screena, bo komć dość szybko zniknął. Z moim zapłonem - jestem zaskoczona, że zdążyłam go zobaczyć! :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Już dwa tygodnie czekam, kiedy pojawi się coś nowego? ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Szkoda, miałam nadzieję na dobrego bloga z recenzjami i opowiadaniami :<

    OdpowiedzUsuń
  18. NIE ZAŁAPAŁAM SIĘ, BY ZOBACZYĆ SOCZYSTĄ ZEMSTĘ AUTORKI. Smutno mi.

    Mam jednak takie pytanie: przeszłam się nieco po tym przerażająco kolorowym blogu pani Michalak i zobaczyłam posta z okładkami jej książek. Były one ułożone według konkretnych serii, a "Mistrz" okazał się być jedyną na razie książką w tak zwanej "Serii z Tulipanem".

    ...czy w treści zawarte są JAKIEKOLWIEK oznaki, że ten tulipan jest istotnie ważny? Jakaś pseudoromantyczna scenka z serii "Jesteś jak ten tulipan, Soniu. W miarę, jak kwitniesz, jak dojrzewasz, jesteś coraz piękniejsza.", jakaś symbolika, kluczowość tego słowa... Cokolwiek? Bo jeśli seria ma się nazywać "z Tulipanem" li i jedynie dlatego, że rzeczony tulipan przypadkiem znalazł się na okładce, to chyba wyląduję na ostrym dyżurze, bo sobie facepalmem rozwalę czaszkę i dobiję do mózgu.

    ...no chyba, że ten tulipan to taki "tuli pan", czyli z Raula taki miś tuliś. Aczkolwiek nie wiem, co gorsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ałtorkasia mówi, że nazwy serii czasami bierze od okładek. Tak.

      Usuń
  19. Wpisałam się do Księgi Gości na blogu Pani Michalak. Grzecznie i kulturalnie, bo nikogo obrażać nie chcę.
    Wyraziłam tylko swoją opinię na temat bardzo złej książki pt Bezdomna.
    Komentarz oczywiście nie został na stronie opublikowany.
    Uprzedziłam, że nie piszę, bo zazdroszczę, ponieważ takiego sukcesu nie pragnęłabym dla siebie.
    Ale Pani Michalak chyba rzeczywiście nie przyjmuje do wiadomości, że komuś jej książka może po prostu się nie podobać.

    OdpowiedzUsuń
  20. Po lekturze tej "książki" miałam niemałą zagwozdkę jak ją ocenić - skoro skala w BiblioNetce rozpina się od 1 do 6, a ja chciałabym przyznać punkty ujemne...
    Co więcej, z ciekawości szukałam recenzji "dzieła" pani M. I co się okazało? Wszędzie było mnóstwo zachwytów, ochów, achów etc. Zaczęłam zastanawiać się, czy to z ludźmi stało się coś złego, czy ze mną... Na szczęście natrafiłam na TĘ recenzję i moja wiara w człowieka została przywrócona. Podzielam pogląd Autora i zachwycam się lekkością pióra (klawiatury), a sam blog ląduje w "Ulubionych". Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się z Tobą w 100 % :)

      Usuń
  21. Typowy syndrom sztokholmski, a Ty Q od razu od idiotek wyzywasz ;) Cudna recenzja, czekam na więcej

    OdpowiedzUsuń
  22. Jestem tu jakieś 3 lata za późno, ale właśnie skończyłam czytać tę książkę i zbita z tropu wysokimi ocenami na zanany portalu z recenzjami, znalazłam Twojego bloga.
    Wyjąwszy jedną małą różnice (moja punktacja dla tej książki to 1/10), zgadzam się w Tobą całkowicie. To chyba najgorsza książka, jaką czytałam w życiu i szczerze mówiąc, jestem trochę wstrząśnięta.

    OdpowiedzUsuń
  23. Mistrza nie czytałam, ale mam w swojej bliblioteczce jego kontunuację, czyli Zemstę. Książka jest mocna, emanuje mocnymi emocjami. Mamy tu wiele zwrotów akcji i niekonwencjonalny język. Nieco inny styl pisania niż w pozostałych ksiązkach p. Michalak. Zachęcam do lektury, może Was przekona do siebie tym tytułem :)

    OdpowiedzUsuń