3.13.2013

Piwniczna recenzja: „Mistrz” Katarzyny Michalak

25 komentarzy:


                  Moi drodzy, czy lubicie harlequiny?      
 
                No ale, hej, Q – mógłby ktoś powiedzieć. – Czy ty przypadkiem nie miałeś recenzować, tak jakby, erotyków, thrillerów i fantastyki? To raczej niedokładnie to samo, co harlequiny.

                Do tego dojdziemy. Najpierw porozmawiajmy o harlequinach. Otóż harlequin to, krótko mówiąc, powieść o tematyce miłosnej, charakteryzująca się wysoką wprawą w wywoływaniu facepalmów u czytelnika, za pomocą bohaterów zachowujących się jak kretyni i nierealnej fabuły. Większość książek tego typu powiela schemat – jest ona, pikna niewinna dziewica i on, przystojny, tajemniczy i mroczny niczym widmo pierwszej sesji na studiach. On i ona zakochują się w sobie, najczęściej siłą imperatywu narracyjnego. Natykają na różne przeszkody, typu złe przeciwniczki głównej bohaterki (te nigdy nie są dziewicami, więc z zasady są złe), paskudni rodzice i okropni bracia bliźniacy, ale ich miłość pomaga przezwyciężyć wszystkie przeciwności. Ta miłość zawsze jest wielka i na całe życie, pomimo że nasi bohaterowie wymienili pomiędzy sobą jakieś trzy zdania i dwa ciosy pięścią.