2.25.2013

Piwniczna recenzja: „Wszystkie odcienie czerni" Ilony Felicjańskiej

18 komentarzy:
                Od jakiegoś czasu na polskim rynku trwa trend, którego osobiście zupełnie nie rozumiem. Ale zacznijmy od początku.

                A na początku był Zmierzch. Mierna książka o nudnej i bucowatej nastolatce zakochanej w przystojnym wampirze o charakterze oleju silnikowego. Jak zapewne wszyscy wiedzą, książka odniosła wielki sukces, ku zdziwieniu praktycznie wszystkich, z samą autorką włącznie.

                Kilka lat i kilka filmów po pierwszej książce Stephanie Meyer powstał fanfik. Tytuł tego fanfika brzmiał „Master of the Universe” i opowiadał o tym samym, co oryginał, tylko że w innych realiach. Plus seks. Autorka tego dzieła uznała, że jest ono na tyle dobre, aby je wydać. Tak wygląda historia „50 shades of Grey”, prawdopodobnie pierwszej książki reklamowanej jako „odważna” i „bezpruderyjna”, w której główna bohaterka mówi o własnych narządach płciowych per „to”.